15.10.2024, 23:16 ✶
W odpowiedzi na to pytanie Basilius po prostu rzucił jej zmęczone spojrzenie.
– Grunt, że... – Wszyscy żyją. A nie. Jednak nie. Skrzywił się nieco, gdy dotarło do niego co zamierzał nieopatrznie powiedzieć. – Przynajmniej nic sobie nie zrobiłem.
Pomijając bolącą kostkę.
Gdy już usiadł, Prewett powiódł wzrokiem za spojrzeniem Brenny, akurat tak by ciężka kropla deszczu spadła mu prosto na czoło. Super.
– Mam ci jakoś pomóc z prowizorycznym zabezpieczeniem tego miejsca? – spytał, bo chociaż nie był ekipą zajmującą się miejscami zbrodni, tak pewnie byłby w stanie rzucić jakąś kopułę, czy pole, które chociaż na chwilę nie przepuszczałyby wody, zanim nie przybędzie resztą profesjonalistów.
Pokręcił głową.
– Tylko tyle, że miała ciemne włosy i że była ubrana w łachmany – zamyślił się na chwilę. – No i ten lelek. – Lelek, który zaczął przeraźliwie krzyczeć akurat na jego widok. Czyżby samo stworzenie już widziało, co go miało spotkać kilka chwil później? A może był to jedynie zbieg okoliczności? Nie. Wątpił. Ptaszysko musiało już coś wiedzieć i z niego szydziło.
Pokręcił przecząco głową.
– Wziąłem już eliksir. Poza tym uwierz lub nie, ale wpadanie do dołu z głową całkiem rozbudza. Jeśli tak wam będzie wygodniej mogę składać wszystkie zeznania od razu o ile nie będę musiał przy tym biegać. – Nie czuł się idealnie i może raczej było mu bliżej do czucia się kiepsko, ale nie umierał i nawet nie planował mdleć, więc o ile Brenna nagle nie postanowi dostać klątwą, przez którą będzie musiał ją gonić, powinno być w porządku.
Eh... Chociaż czy cokolwiek z tego co się działo w piątki trzynastego, można było uznać za w porządku? Odwrócił się dokoła, mając wrażenie, że coś usłyszał i... Zamrugał. A potem zamrugał raz jeszcze. I jeszcze raz.
– Brenno – rzucił cicho i, o ile jeszcze czarownica sama się nie odwróciła, wskazał skinieniem głowy tę całkiem ładną i wcale nie podejrzaną ławkę, która stała jakby... Metr bliżej nich, niż wcześniej i to jeszcze obrócona w zupełnie inny sposób, tak że teraz jej przód był wycelowany prosto w nich.
Może to przypadek. Może to nie ławka mordowała ludzi jakąś klątwą. Może to była zupełnie inna dzika ławka, która chciała jedynie powiedzieć dzień dobry.
Na wszelki wypadek jednak ostrożnie (to znaczy tak szybko, że przez chwilę miał wrażenie, że zaraz obraz rozmaże mu przed oczami) wstał z pieńka i wyciągnął różdżkę.
– Grunt, że... – Wszyscy żyją. A nie. Jednak nie. Skrzywił się nieco, gdy dotarło do niego co zamierzał nieopatrznie powiedzieć. – Przynajmniej nic sobie nie zrobiłem.
Pomijając bolącą kostkę.
Gdy już usiadł, Prewett powiódł wzrokiem za spojrzeniem Brenny, akurat tak by ciężka kropla deszczu spadła mu prosto na czoło. Super.
– Mam ci jakoś pomóc z prowizorycznym zabezpieczeniem tego miejsca? – spytał, bo chociaż nie był ekipą zajmującą się miejscami zbrodni, tak pewnie byłby w stanie rzucić jakąś kopułę, czy pole, które chociaż na chwilę nie przepuszczałyby wody, zanim nie przybędzie resztą profesjonalistów.
Pokręcił głową.
– Tylko tyle, że miała ciemne włosy i że była ubrana w łachmany – zamyślił się na chwilę. – No i ten lelek. – Lelek, który zaczął przeraźliwie krzyczeć akurat na jego widok. Czyżby samo stworzenie już widziało, co go miało spotkać kilka chwil później? A może był to jedynie zbieg okoliczności? Nie. Wątpił. Ptaszysko musiało już coś wiedzieć i z niego szydziło.
Pokręcił przecząco głową.
– Wziąłem już eliksir. Poza tym uwierz lub nie, ale wpadanie do dołu z głową całkiem rozbudza. Jeśli tak wam będzie wygodniej mogę składać wszystkie zeznania od razu o ile nie będę musiał przy tym biegać. – Nie czuł się idealnie i może raczej było mu bliżej do czucia się kiepsko, ale nie umierał i nawet nie planował mdleć, więc o ile Brenna nagle nie postanowi dostać klątwą, przez którą będzie musiał ją gonić, powinno być w porządku.
Eh... Chociaż czy cokolwiek z tego co się działo w piątki trzynastego, można było uznać za w porządku? Odwrócił się dokoła, mając wrażenie, że coś usłyszał i... Zamrugał. A potem zamrugał raz jeszcze. I jeszcze raz.
– Brenno – rzucił cicho i, o ile jeszcze czarownica sama się nie odwróciła, wskazał skinieniem głowy tę całkiem ładną i wcale nie podejrzaną ławkę, która stała jakby... Metr bliżej nich, niż wcześniej i to jeszcze obrócona w zupełnie inny sposób, tak że teraz jej przód był wycelowany prosto w nich.
Może to przypadek. Może to nie ławka mordowała ludzi jakąś klątwą. Może to była zupełnie inna dzika ławka, która chciała jedynie powiedzieć dzień dobry.
Na wszelki wypadek jednak ostrożnie (to znaczy tak szybko, że przez chwilę miał wrażenie, że zaraz obraz rozmaże mu przed oczami) wstał z pieńka i wyciągnął różdżkę.