15.10.2024, 23:49 ✶
- A wiec barman - odpowiedział z dziwnym uśmieszkiem, malującym się na jego twarzy. - Nie martw się, wiele osób przedkłada nad uciechy cielesne męskie towarzystwo, szczególnie jeżeli w tym towarzystwie jest alkohol. Kto lepiej zrozumie mężczyznę i jego rozterki jak nie drugi mężczyzna?
Być może nie wyłapał aluzji, a być może postanowił zakończyć ten temat, decydując się nie ciągnąć rozmowy w kierunku, która mogłaby negatywnie wpłynąć na ich relację. Wyczuwalnie jednak drgnął, gdy Black zdecydował się na dobór takich a nie innych słów. Wiedział? Nie, nie mógł. Nikt nie wiedział, że on teraz nie mieszka u siebie. Nikt nie wiedział, co zaszło między nim a Robertem czy Nicholasem lub Charlesem. Dbał o to, by to, co się działo za zamkniętymi drzwiami, nigdy nie ujrzało światła dziennego. Musiał więc mieć na myśli zwierzanie się barmanowi, nic innego, prawda?
Kolejne wyznanie. Tym razem Lestrange lekko przekrzywił głowę, nie wiedząc czy być bardziej zaskoczonym, czy... W sumie nawet nie wiedział, co powinien czuć. Milczał więc, dając mężczyźnie czas na znalezienie kluczy i trafienie nimi do zamka.
- Uczucia są... Są. Ale niektóre powinno się chować głęboko, żeby nie wyszły na wierzch. Mogą być niebezpieczne, a ktoś niepowołany może je wykorzystać przeciwko nam - powiedział w końcu, odprowadzając go na kanapę. Zapewne żaden terapeuta się z nim by nie zgodził, ale Rodolphus nie potrzebował terapeuty. To znaczy: potrzebował lekarza od głowy, ale to można było tylko przypuszczać, bo on sam nigdy by nie powiedział, że potrzebuje w tej sferze pomocy. Według niego samego jego postępowanie było słuszne, właściwe i jak najbardziej poprawne. Zarówno jeżeli chodzi o zemstę, jak i chowanie uczuć. Usiadł na kanapie obok Blacka i westchnął. - Ten człowiek brzmi jak Morpheus Longbottom lub Vakel Dolohov i jeżeli to był któryś z nich, to muszę zdradzić ci sekret.
Powiedział, odwracając się lekko w jego stronę. Ta kanapa była dość krótka, dużo krótsza niż ta, którą sam miał w mieszkaniu. Utrudniała zachowanie dystansu, ale ten nie był teraz potrzebny.
- Którykolwiek z nich to był, to pierdoli od rzeczy - to były dość zaskakujące słowa, bo Lestrange prawie nigdy nie przeklinał. Ale nie mógł pozostać bierny i stonowany wobec takich kocopołów, które słyszał. - Zdajesz sobie sprawę z tego, że alkohol potęguje odczuwanie emocji?
Zapytał, opierając rękę o oparcie kanapy. Zabębnił szczupłymi palcami w materiał, próbując zebrać myśli. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na odsłoniętym torsie mężczyzny. Czy nie powinien być bardziej opalony, skoro wrócił z ciepłych krajów? Zmarszczył na chwilę brwi. Może nie wychodzili z jakiejś rezydencji? Nie jego sprawa tak w zasadzie, chociaż miał wrażenie, że w tej układance brakuje mu kilku puzzli, by móc w pełni zrozumieć ten obraz.
- Są inne sposoby, szczególnie skoro wiesz, że nie warto w ten sposób postępować. Jesteś dorosłym człowiekiem i nie będę ci prawić morałów, ale alkohol nigdy nie jest rozwiązaniem. Upośledza nasz mózg, a co gorsza: utrzymuje się w organizmie przez długi czas. Żebyś mógł wytrzeźwieć całkowicie i stuprocentowo, powinieneś go odstawić na co najmniej kilka miesięcy. Wlewając w siebie hektolitry mocnego alkoholu niszczysz samego siebie. Czy tego szukasz? Unicestwienia? Na to również są inne sposoby - głos miał, mimo nauczycielskiego wywodu, przyjemny. Jednostajny, nieoceniający. Jakby właśnie referował mu któreś z badań, nad którymi spędzał tyle czasu w Departamencie Tajemnic. - Chyba że tego właśnie chcesz, ale boisz się zrobić to szybko, więc trujesz siebie alkoholem i lekami, rozwalasz sobie głowę, doprowadzasz ciało do drżenia a żołądek i wątrobę do całkowitego zniszczenia?
Raz na jakiś czas warto było się urżnąć w trupa. Wziąć na klatę skutki nadmiernego picia, przeżyć to raz jeszcze i spojrzeć na drżące w delirium dłonie, by zaraz przycisnąć je do pulsujących skroni, gdy nawet powiew wiatru wydawałby się krzykiem. Kac to była reakcja obronna organizmu. Mówił "nie rób mi tego więcej", ale ludzie nie rozumieli siebie w pełni, nie potrafili odczytać prostych i jasnych sygnałów. Więc leczyli objawy, a potem pili dalej.
- Wspominałeś, że magipsychiatrzy są hipokrytami. Czy miałeś na myśli także siebie? - zapytał, przekrzywiając głowę. Ach, jakże to by było piękne. Perseus Black, który mówi innym jak mają postępować i żyć, podczas gdy sam nie wie, co ma robić ze swoim życiem. Pięknie ironiczne. - Czy to po prostu jedno, małe potknięcie na twojej drodze? A jutro wstaniesz, zażyjesz leki i będziesz przeżywał kolejny dzień za dniem, bo jak mówiłem: kimkolwiek był ten "człowiek", o którym wspominasz, to strasznie pierdolił. Owszem, możesz nagle umrzeć, tu i teraz, ale równie dobrze możesz dożyć starości i cieszyć się tym, po co chcesz wyciągnąć rękę.
Przesunął rękę, by ostrożnie puknąć czoło Perseusa opuszkiem palca. Uniósł kącik ust w uśmiechu. Na wszystkich bogów, ta rozmowa przypominała mu rozmowę z Charlesem. To także było cholernie ironiczne, bo karmił się bólem zarówno jego, jak i Mulcibera, a jednak słowa, które wypływały z ust Lestrange'a, były pocieszająco-wspierające.
Być może nie wyłapał aluzji, a być może postanowił zakończyć ten temat, decydując się nie ciągnąć rozmowy w kierunku, która mogłaby negatywnie wpłynąć na ich relację. Wyczuwalnie jednak drgnął, gdy Black zdecydował się na dobór takich a nie innych słów. Wiedział? Nie, nie mógł. Nikt nie wiedział, że on teraz nie mieszka u siebie. Nikt nie wiedział, co zaszło między nim a Robertem czy Nicholasem lub Charlesem. Dbał o to, by to, co się działo za zamkniętymi drzwiami, nigdy nie ujrzało światła dziennego. Musiał więc mieć na myśli zwierzanie się barmanowi, nic innego, prawda?
Kolejne wyznanie. Tym razem Lestrange lekko przekrzywił głowę, nie wiedząc czy być bardziej zaskoczonym, czy... W sumie nawet nie wiedział, co powinien czuć. Milczał więc, dając mężczyźnie czas na znalezienie kluczy i trafienie nimi do zamka.
- Uczucia są... Są. Ale niektóre powinno się chować głęboko, żeby nie wyszły na wierzch. Mogą być niebezpieczne, a ktoś niepowołany może je wykorzystać przeciwko nam - powiedział w końcu, odprowadzając go na kanapę. Zapewne żaden terapeuta się z nim by nie zgodził, ale Rodolphus nie potrzebował terapeuty. To znaczy: potrzebował lekarza od głowy, ale to można było tylko przypuszczać, bo on sam nigdy by nie powiedział, że potrzebuje w tej sferze pomocy. Według niego samego jego postępowanie było słuszne, właściwe i jak najbardziej poprawne. Zarówno jeżeli chodzi o zemstę, jak i chowanie uczuć. Usiadł na kanapie obok Blacka i westchnął. - Ten człowiek brzmi jak Morpheus Longbottom lub Vakel Dolohov i jeżeli to był któryś z nich, to muszę zdradzić ci sekret.
Powiedział, odwracając się lekko w jego stronę. Ta kanapa była dość krótka, dużo krótsza niż ta, którą sam miał w mieszkaniu. Utrudniała zachowanie dystansu, ale ten nie był teraz potrzebny.
- Którykolwiek z nich to był, to pierdoli od rzeczy - to były dość zaskakujące słowa, bo Lestrange prawie nigdy nie przeklinał. Ale nie mógł pozostać bierny i stonowany wobec takich kocopołów, które słyszał. - Zdajesz sobie sprawę z tego, że alkohol potęguje odczuwanie emocji?
Zapytał, opierając rękę o oparcie kanapy. Zabębnił szczupłymi palcami w materiał, próbując zebrać myśli. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na odsłoniętym torsie mężczyzny. Czy nie powinien być bardziej opalony, skoro wrócił z ciepłych krajów? Zmarszczył na chwilę brwi. Może nie wychodzili z jakiejś rezydencji? Nie jego sprawa tak w zasadzie, chociaż miał wrażenie, że w tej układance brakuje mu kilku puzzli, by móc w pełni zrozumieć ten obraz.
- Są inne sposoby, szczególnie skoro wiesz, że nie warto w ten sposób postępować. Jesteś dorosłym człowiekiem i nie będę ci prawić morałów, ale alkohol nigdy nie jest rozwiązaniem. Upośledza nasz mózg, a co gorsza: utrzymuje się w organizmie przez długi czas. Żebyś mógł wytrzeźwieć całkowicie i stuprocentowo, powinieneś go odstawić na co najmniej kilka miesięcy. Wlewając w siebie hektolitry mocnego alkoholu niszczysz samego siebie. Czy tego szukasz? Unicestwienia? Na to również są inne sposoby - głos miał, mimo nauczycielskiego wywodu, przyjemny. Jednostajny, nieoceniający. Jakby właśnie referował mu któreś z badań, nad którymi spędzał tyle czasu w Departamencie Tajemnic. - Chyba że tego właśnie chcesz, ale boisz się zrobić to szybko, więc trujesz siebie alkoholem i lekami, rozwalasz sobie głowę, doprowadzasz ciało do drżenia a żołądek i wątrobę do całkowitego zniszczenia?
Raz na jakiś czas warto było się urżnąć w trupa. Wziąć na klatę skutki nadmiernego picia, przeżyć to raz jeszcze i spojrzeć na drżące w delirium dłonie, by zaraz przycisnąć je do pulsujących skroni, gdy nawet powiew wiatru wydawałby się krzykiem. Kac to była reakcja obronna organizmu. Mówił "nie rób mi tego więcej", ale ludzie nie rozumieli siebie w pełni, nie potrafili odczytać prostych i jasnych sygnałów. Więc leczyli objawy, a potem pili dalej.
- Wspominałeś, że magipsychiatrzy są hipokrytami. Czy miałeś na myśli także siebie? - zapytał, przekrzywiając głowę. Ach, jakże to by było piękne. Perseus Black, który mówi innym jak mają postępować i żyć, podczas gdy sam nie wie, co ma robić ze swoim życiem. Pięknie ironiczne. - Czy to po prostu jedno, małe potknięcie na twojej drodze? A jutro wstaniesz, zażyjesz leki i będziesz przeżywał kolejny dzień za dniem, bo jak mówiłem: kimkolwiek był ten "człowiek", o którym wspominasz, to strasznie pierdolił. Owszem, możesz nagle umrzeć, tu i teraz, ale równie dobrze możesz dożyć starości i cieszyć się tym, po co chcesz wyciągnąć rękę.
Przesunął rękę, by ostrożnie puknąć czoło Perseusa opuszkiem palca. Uniósł kącik ust w uśmiechu. Na wszystkich bogów, ta rozmowa przypominała mu rozmowę z Charlesem. To także było cholernie ironiczne, bo karmił się bólem zarówno jego, jak i Mulcibera, a jednak słowa, które wypływały z ust Lestrange'a, były pocieszająco-wspierające.