16.10.2024, 00:20 ✶
Następnym razem, gdy jego magimedyk zaproponuje mu dobre miejsce do odpoczynku, Basilius przezornie zostanie w pracy, bo Prewett zaczynał mieć podejrzenia, że zmęczyłby się na nocnych zmianach w Mungu mniej, niż przez te ostatnie kilka dni. Gorzej, że niestety pracował w tym samym miejscu co jego lekarz, więc unikanie zaleceń urlopowych, nawet jeśli dla ratowania własnego zdrowia psychicznego, raczej by się nie udało.
Z Windermere wrócił wykończony, przespał niemal cały dzien, po południu wyszedł spotkać się z Florence, tylko po to by wrócić potłuczony, wkurzony i z kolejnym dniem urlopu.
Dodatkowo, nawet jeśli wrócił do domu dopiero wczoraj, a większość czasu spał, nie umknęło jego uwadze to, że coś chyba męczyło Icarusa, albo po prostu jeszcze bardziej mu się pogorszyło.
Żadna z tych opcji nie brzmiała dobrze i Basilius coraz bardziej czuł, że musi jakoś poruszyć ten temat z bratem, tylko naprawdę nie miał pojęcia jak. Zazwyczaj mówił jedynie pacjentom i ich rodzinom, aby ograniczyli alkohol. Nie był nigdy tą rodziną pacjenta, która musiała potem wymyślić, jak to zrobić.
Plus był taki, że przez wczorajszy wypadek dalej miał wolne i nie czuł się już, aż tak zmęczony, jak się czuł zaraz po powrocie. Co najwyraźniej nie przeszkadzało mu przysnąć, sam nie wiedział kiedy, akurat gdy czytał jakąś książkę. Grunt, że Cerber, który leżał zwinięty w kulkę obok niego, najwyraźniej podzielał zdanie jego organizmu, że drzemki były fajne, bo pies, na dźwięk pukania do drzwi, nawet nie wstał, a jedynie leniwie uniósł łeb do góry. Basilius natomiast podszedł do drzwi. Możliwe, że nie wyglądał tak wyjściowo jak zazwyczaj, w podomowych ubraniach, bluzie i z rozczochranymi włosami, ale przecież nie spodziewał się dzisiaj żadnych wizyt.
– Wszystko w porządku? – spytał, otwierając drzwi do pokoju, a potem od razu zerkając na lewitującą za siostrą tacę. Lemoniada i ciasto marchewkowe. Jak miło. Za miło... I jeszcze zapukała. Albo coś zrobiła, albo przez urlop wyglądał jeszcze gorzej, niż myślał. Westchnął cicho i przetarł wciąż nzaspane oczy. Dalej nieco kuśtykał, nawet jeśli było zdecydowanie lepiej niż wczoraj. No i bark już go nie bolał! – Ellie, jeśli przyszłaś mi w ten sposób powiedzieć, że coś się właśnie pali, to proszę cię, powiedz mi o tym dopiero jutro.
Z Windermere wrócił wykończony, przespał niemal cały dzien, po południu wyszedł spotkać się z Florence, tylko po to by wrócić potłuczony, wkurzony i z kolejnym dniem urlopu.
Dodatkowo, nawet jeśli wrócił do domu dopiero wczoraj, a większość czasu spał, nie umknęło jego uwadze to, że coś chyba męczyło Icarusa, albo po prostu jeszcze bardziej mu się pogorszyło.
Żadna z tych opcji nie brzmiała dobrze i Basilius coraz bardziej czuł, że musi jakoś poruszyć ten temat z bratem, tylko naprawdę nie miał pojęcia jak. Zazwyczaj mówił jedynie pacjentom i ich rodzinom, aby ograniczyli alkohol. Nie był nigdy tą rodziną pacjenta, która musiała potem wymyślić, jak to zrobić.
Plus był taki, że przez wczorajszy wypadek dalej miał wolne i nie czuł się już, aż tak zmęczony, jak się czuł zaraz po powrocie. Co najwyraźniej nie przeszkadzało mu przysnąć, sam nie wiedział kiedy, akurat gdy czytał jakąś książkę. Grunt, że Cerber, który leżał zwinięty w kulkę obok niego, najwyraźniej podzielał zdanie jego organizmu, że drzemki były fajne, bo pies, na dźwięk pukania do drzwi, nawet nie wstał, a jedynie leniwie uniósł łeb do góry. Basilius natomiast podszedł do drzwi. Możliwe, że nie wyglądał tak wyjściowo jak zazwyczaj, w podomowych ubraniach, bluzie i z rozczochranymi włosami, ale przecież nie spodziewał się dzisiaj żadnych wizyt.
– Wszystko w porządku? – spytał, otwierając drzwi do pokoju, a potem od razu zerkając na lewitującą za siostrą tacę. Lemoniada i ciasto marchewkowe. Jak miło. Za miło... I jeszcze zapukała. Albo coś zrobiła, albo przez urlop wyglądał jeszcze gorzej, niż myślał. Westchnął cicho i przetarł wciąż nzaspane oczy. Dalej nieco kuśtykał, nawet jeśli było zdecydowanie lepiej niż wczoraj. No i bark już go nie bolał! – Ellie, jeśli przyszłaś mi w ten sposób powiedzieć, że coś się właśnie pali, to proszę cię, powiedz mi o tym dopiero jutro.