16.10.2024, 01:30 ✶
Na dobrą sprawę, Patrick pewnie też nie miałby nic przeciwko temu, żeby odpuścić i pozostać z boku. Problem w tym, że nie miał zielonego pojęcia jak wyglądał ich domniemany handlarz. Na zewnątrz mógł się więc okazać tak samo bezużyteczny jak byłby wewnątrz, gdyby nie udało im się nic interesującego odnaleźć.
Oddalając się w stronę drzwi wejściowych, posłał tylko Erikowi dłuższe, trochę żegnające, trochę niespokojne a trochę zamyślone spojrzenie.
- Uważaj na siebie – rzucił. – I jakby działo się tu coś alarmującego, to spróbuj dać nam znać – poprosił, ale nie dodał już w jaki sposób Longbottom mógłby to zrobić.
W myślach, Patrick założył, że najwyżej Erik będzie ciskał kamieniami w szybę albo narobi na tyle dużego hałasu na dworze, że zdążą albo uciec, albo przynajmniej się schować przed powracającym właścicielem mieszkania. W głowie aurora najprostsze rozwiązania niemal zawsze były najlepsze.
A potem pozostało mu skupić się na… bądź co bądź, niezbyt pewnie mądrym z prawnego punktu widzenia, ale być może jedynym słusznym, działaniu polegającym na wejściu do mieszkania handlarza. Wolał się nie zastanawiać, jak miałby wyjaśnić swoje postępowanie Harper, gdyby całe wezwanie okazało się jednak mocno przesadzone.
- Przynajmniej mamy pewność, że facet naprawdę jest zapalonym… ornitologiem – rzucił w stronę Thomasa, gdy uderzył w nich zapach ptactwa.
Rozejrzał się odruchowo po pomieszczeniu a potem, dość ostrożnie, podszedł do okna – by sprawdzić czy widział z niego Erika i czy Erik mógł go zobaczyć. Jeśli tak, uniósł lekko rękę do swojej twarzy – trochę jakby miał mu pomachać a w rzeczywistości, by zwrócić na siebie jego uwagę i wskazać mu właściwe okno. Zaraz po tym cofnął się w głąb mieszkania, by nie przykuwać niepotrzebnej uwagi.
Myślał gorączkowo.
- Jeśli natkniemy się tutaj na coś podejrzanego, zabierzemy ją – rzucił, zastanawiając się czy znał kogoś, kto posługiwał się arabskim. Może ten kuzyn Sebastiana, egzorcysta? Albo ktoś z rodziny Shafiqów? Tym, w każdym razie, mógł się martwić później.
Odruchowo sprawdził karmę, upewniając się czy była mugolska, czy też kupiona w magicznej menażerii.
Patrick zrobił kilka kolejnych kroków, tym razem przystając przed wejściem do sypialni, jakby zastanawiał się, czy czasem nie popełniał kolejnego błędu. Ptak, który znajdował się w środku, mógł ale wcale nie musiał, być transmutowanym człowiekiem. Z drugiej strony… z drugiej strony, zabranie go stąd – nawet gdyby się okazał tylko ptakiem, trochę uwiarygadniałoby interwencję, nawet jeśli okazałaby się niepotrzebna. To, co w końcu widział w środku, pokrywało się z tym, co zeznał im wcześniej Thomas. Byli w domu czarodzieja, który bardzo ale to bardzo interesował się ptakami. Puste klatki, zamieszkana klatka. Książka o transmutacji, chyba o niej, może nawet czarnomagiczna – jeśli, znowu, Figg się nie mylił i jej właściciel parał się czarną magią…
Najwyżej zostanę złodziejem ptaków - pomyślał Steward, wchodząc do sypialni. Była jeszcze druga możliwość: mógł zostać (o ile już nie był) idiotą.
- Dzień dobry – przywitał się cicho z papugą. Zagryzł dolną wargę, szukając wzrokiem w ptaku czegoś, co wskazywałoby na to, że nie był tylko zwykłym ptakiem, ulubionym zwierzątkiem pana domu, ale przemienionym w papugę człowiekiem.
Oddalając się w stronę drzwi wejściowych, posłał tylko Erikowi dłuższe, trochę żegnające, trochę niespokojne a trochę zamyślone spojrzenie.
- Uważaj na siebie – rzucił. – I jakby działo się tu coś alarmującego, to spróbuj dać nam znać – poprosił, ale nie dodał już w jaki sposób Longbottom mógłby to zrobić.
W myślach, Patrick założył, że najwyżej Erik będzie ciskał kamieniami w szybę albo narobi na tyle dużego hałasu na dworze, że zdążą albo uciec, albo przynajmniej się schować przed powracającym właścicielem mieszkania. W głowie aurora najprostsze rozwiązania niemal zawsze były najlepsze.
A potem pozostało mu skupić się na… bądź co bądź, niezbyt pewnie mądrym z prawnego punktu widzenia, ale być może jedynym słusznym, działaniu polegającym na wejściu do mieszkania handlarza. Wolał się nie zastanawiać, jak miałby wyjaśnić swoje postępowanie Harper, gdyby całe wezwanie okazało się jednak mocno przesadzone.
- Przynajmniej mamy pewność, że facet naprawdę jest zapalonym… ornitologiem – rzucił w stronę Thomasa, gdy uderzył w nich zapach ptactwa.
Rozejrzał się odruchowo po pomieszczeniu a potem, dość ostrożnie, podszedł do okna – by sprawdzić czy widział z niego Erika i czy Erik mógł go zobaczyć. Jeśli tak, uniósł lekko rękę do swojej twarzy – trochę jakby miał mu pomachać a w rzeczywistości, by zwrócić na siebie jego uwagę i wskazać mu właściwe okno. Zaraz po tym cofnął się w głąb mieszkania, by nie przykuwać niepotrzebnej uwagi.
Myślał gorączkowo.
- Jeśli natkniemy się tutaj na coś podejrzanego, zabierzemy ją – rzucił, zastanawiając się czy znał kogoś, kto posługiwał się arabskim. Może ten kuzyn Sebastiana, egzorcysta? Albo ktoś z rodziny Shafiqów? Tym, w każdym razie, mógł się martwić później.
Odruchowo sprawdził karmę, upewniając się czy była mugolska, czy też kupiona w magicznej menażerii.
Patrick zrobił kilka kolejnych kroków, tym razem przystając przed wejściem do sypialni, jakby zastanawiał się, czy czasem nie popełniał kolejnego błędu. Ptak, który znajdował się w środku, mógł ale wcale nie musiał, być transmutowanym człowiekiem. Z drugiej strony… z drugiej strony, zabranie go stąd – nawet gdyby się okazał tylko ptakiem, trochę uwiarygadniałoby interwencję, nawet jeśli okazałaby się niepotrzebna. To, co w końcu widział w środku, pokrywało się z tym, co zeznał im wcześniej Thomas. Byli w domu czarodzieja, który bardzo ale to bardzo interesował się ptakami. Puste klatki, zamieszkana klatka. Książka o transmutacji, chyba o niej, może nawet czarnomagiczna – jeśli, znowu, Figg się nie mylił i jej właściciel parał się czarną magią…
Najwyżej zostanę złodziejem ptaków - pomyślał Steward, wchodząc do sypialni. Była jeszcze druga możliwość: mógł zostać (o ile już nie był) idiotą.
- Dzień dobry – przywitał się cicho z papugą. Zagryzł dolną wargę, szukając wzrokiem w ptaku czegoś, co wskazywałoby na to, że nie był tylko zwykłym ptakiem, ulubionym zwierzątkiem pana domu, ale przemienionym w papugę człowiekiem.