- Może tak być, z nimi nigdy nie wiadomo. - Sięgnęła po kolejne ciasteczko, były całkiem smaczne i nie mogła im się oprzeć, piknik nie był wcale takim złym pomysłem.
- Tak, nie ma co gdybać Mamo, lepiej sprawdzić. - Bez sensu było zastanawianie się nad tym, skoro mogły tam wejść i sprawdzić o co właściwie chodziło tym duchom. Była ciekawa ile faktycznie ich zastaną, bo to miejsce wyglądało jakby było całkiem licznie zamieszkane.
Skończyła gryźć swoje ciastko, kiedy Charlotte postanowiła wstać. Zrobiła to samo. Nim jednak ruszyła przed siebie poprawiła sobie spodnie i koszulę, żeby nie były wymięte. Musiała wyglądać elegancko bez względu na to, czy miała spotkać żywych, czy martwych.
Kiedy doprowadziła się do porządku ruszyła za mamą, całkiem żwawym tempem jak na siebie. Nie chciała zostać w tyle, mogłaby bowiem coś przegapić.
Dotarła do okna. Poczuła chłód, który potwierdzał, że nie były tutaj same. Nie to, że bez tego nie zdawała sobie z tego sprawy. Obserwowała jak kobieta przyzywała do siebie przedmioty. Nie wchodziła jej w paradę, przy matce jakoś zawsze potulniała i nie wychodziła przed szereg. Raczej była jej wsparciem, niżeli osobą, która przejmowała dowodzenie.
Charlotte zaczęła przyglądać się przyzwanym przedmiotom, a Rita czekała. Przyglądała się budynkowi, wpatrywała w okno, licząc na to, że może coś zwróci jej uwagę. Światło zaczęło migotać i wtedy ją zobaczyła. Zjawę, która nie wyglądała na szczególnie zadowoloną.
- Mamo, ona chyba nie cieszy się z naszej wizyty. - Mruknęła cicho do kobiety. Miała nadzieję, że jej nie przeszkodziła w tym, co robiła, ale uważała jednak to za dość istotne.