16.10.2024, 12:37 ✶
W przeciwieństwie do swojego chłopaka Mo średnio lubiła duchy, a one chyba średnio lubiły ją. Zawsze się wzdrygała, gdy się zdarzało, że któryś przeleciał jej nad głową podczas przerwy albo obiadu w Wielkiej Sali. Tak, na pewno stanowiły świetne źródło wielu informacji, ale wolała raczej zostawić Icarusa samego, gdy chciał zajmować się tym... śliskim tematem. W tej sytuacji jednak nie miała wyjścia. Musiała się zmierzyć twarzą twarz z jedną z najbardziej irytujących zjaw w całej szkole.
Wciąż rozgniewana o przerwanie im takiego momentu, Mona fuknęła. Ta wredna, wścibska… Otóż sytuacja była daleka od idealnej. Nie miała ochoty wysłuchiwać kolejnych wymówek Marty. A dotyk i przyjemne ciepło Ariego podziałały uspokajająco tylko na chwilę. Parę sekundek nawet! Ogier? Co…
— Z ciebie to nawet klaczy by nie było! — prawy but Mony poleciał bezradnie hen przez łazienkę. Oczywiście, nic nie zrobiła duszce, bo obuwie jedynie przez nią przeleciało. — Przyznaj, że jesteś zazdrosna!
Ach, cóż to było za duo! Jej Ari, jak to Ari, postanowił wdać się w wymianę zdań z Martą, co przywitała jednocześnie z lekkim rozbawieniem i irytacją. Nie był jej winny, że jego słowa mogłyby sprowokować ducha do jeszcze większego dramatu, ale czy to naprawdę był moment na wyciąganie personalnych urazów z przeszłości? Jednakże nie dało się im odmówić pewnej widowiskowości, choć można by się zastanawiać czy jedno z nich w ogóle myślało. Icarus prowadził słowną wymianę z upiorną uczennicą, a Mona... Miała inne metody na rozwiązywanie problemów.
Plusk. Czy but właśnie wpadł jej do kibla?
— AAA! Hahaha!
Już miała posyłać drugiego buta, już miała iść na pięści z duszką, bo wspomniany kochaś był przecież jej kochasiem, a czy zazdrosna była, to bardzo prawdopodobnie, ale musiała zareagować na jedną informację.
— U-umarłaś? Tu? — ni to pisnęła ponownie, ni to wykrztusiła. Mona przeklnęła swoje wrażliwe serce, bo Marta najwyraźniej miała jakąś tragiczną historię końca życia w szkolnej toalecie. Była wciąż poirytowana, ale spojrzała na nią z odrobiną współczucia. Umrzeć samotnie, niezrozumiana i w… jakich właściwie okolicznościach?
A duszka, wciąż unosząc się nad ziemią, zawisła nad nimi i rzuciła łzawym tonem:
— Oczywiście, że tutaj! Myślisz, że miałam wybór?! Ktokolwiek pyta ducha, gdzie chce straszyć? Ach, nie... nikt nigdy nie pyta Marty o zdanie! Marta nikogo nie obchodzi!
Mona wydała z siebie przeciągłe westchnienie.
— No tak, bo to rzeczywiście problem... mogłaś wybrać sobie jakiś pałac albo salę balową, ale nie, utknęłaś w łazience. To rzeczywiście tragedia — mruknęła.
— Jesteście okropni!
Wciąż rozgniewana o przerwanie im takiego momentu, Mona fuknęła. Ta wredna, wścibska… Otóż sytuacja była daleka od idealnej. Nie miała ochoty wysłuchiwać kolejnych wymówek Marty. A dotyk i przyjemne ciepło Ariego podziałały uspokajająco tylko na chwilę. Parę sekundek nawet! Ogier? Co…
— Z ciebie to nawet klaczy by nie było! — prawy but Mony poleciał bezradnie hen przez łazienkę. Oczywiście, nic nie zrobiła duszce, bo obuwie jedynie przez nią przeleciało. — Przyznaj, że jesteś zazdrosna!
Ach, cóż to było za duo! Jej Ari, jak to Ari, postanowił wdać się w wymianę zdań z Martą, co przywitała jednocześnie z lekkim rozbawieniem i irytacją. Nie był jej winny, że jego słowa mogłyby sprowokować ducha do jeszcze większego dramatu, ale czy to naprawdę był moment na wyciąganie personalnych urazów z przeszłości? Jednakże nie dało się im odmówić pewnej widowiskowości, choć można by się zastanawiać czy jedno z nich w ogóle myślało. Icarus prowadził słowną wymianę z upiorną uczennicą, a Mona... Miała inne metody na rozwiązywanie problemów.
Plusk. Czy but właśnie wpadł jej do kibla?
— AAA! Hahaha!
Już miała posyłać drugiego buta, już miała iść na pięści z duszką, bo wspomniany kochaś był przecież jej kochasiem, a czy zazdrosna była, to bardzo prawdopodobnie, ale musiała zareagować na jedną informację.
— U-umarłaś? Tu? — ni to pisnęła ponownie, ni to wykrztusiła. Mona przeklnęła swoje wrażliwe serce, bo Marta najwyraźniej miała jakąś tragiczną historię końca życia w szkolnej toalecie. Była wciąż poirytowana, ale spojrzała na nią z odrobiną współczucia. Umrzeć samotnie, niezrozumiana i w… jakich właściwie okolicznościach?
A duszka, wciąż unosząc się nad ziemią, zawisła nad nimi i rzuciła łzawym tonem:
— Oczywiście, że tutaj! Myślisz, że miałam wybór?! Ktokolwiek pyta ducha, gdzie chce straszyć? Ach, nie... nikt nigdy nie pyta Marty o zdanie! Marta nikogo nie obchodzi!
Mona wydała z siebie przeciągłe westchnienie.
— No tak, bo to rzeczywiście problem... mogłaś wybrać sobie jakiś pałac albo salę balową, ale nie, utknęłaś w łazience. To rzeczywiście tragedia — mruknęła.
— Jesteście okropni!