16.10.2024, 14:10 ✶
- Twój język zawsze jest taki długi, gdy jesteś pijany? - zapytał, unosząc brwi. Tego typu wyznania były cholernie niebezpieczne, doskonale o tym wiedział. Dlatego sam ukrywał te niewygodne uczucia, które eksplodowały tego lata. O tym właśnie mówił: czasem trzeba było coś głęboko zakopać, żeby nie ujrzało nigdy światła dziennego. Celowo sprowadził rozmowę na takie a nie inne tory, by pozwolić Perseusowi na podchwycenie nitki, którą mu rzucił. Wolałby, by za nią podążył i zachował pozory, bo skoro tego typu wypowiedzi przychodziły mu z taką łatwością przy nim, a przecież wcale nie mieli jakichś dobrych relacji, to co by było, gdyby na jego miejscu znalazł się kto inny?
Pracował przez wiele lat, by ludzie, których sobie upatrzył, nie czuli się skrępowani by zwierzać mu się ze swoich problemów. Co prawda Perseus nie należał do tego grona, ale najwyraźniej wyszło to naturalniej, a maska którą przywdział na ten moment, działała lepiej niż się spodziewał. Nie miał zamiaru narzekać z tego powodu - przeciwnie. Im więcej człowiek wiedział, tym lepiej mógł się poruszać wśród innych ludzi. Miał też większą władzę, bo przecież wiedza była potęgą.
- I jak zostaniesz zapamiętany? - nie kwestionował tego, że Black rozmyślał o śmierci. On sam przecież kroczył z nią ramię w ramię, niczym równy z równym, choć doskonale wiedział, że nigdy nie będą równi. Działał na jej zlecenie i pozbawiał innych życia, lecz zdawał sobie również sprawę z tego, że jeżeli taka będzie jej wola: sam zginie. Śmiercią powolną i bolesną lub szybką. Kroczył po bardzo cienkiej linie, angażując się w sprawy Voldemorta i swoje własne coraz bardziej, a to było igranie z ogniem. I chociaż sam często przyrównywał się do niszczycielskich płomieni, tak wiedział że gdy te wybuchną pod wpływem podjęcia złej decyzji, sam spłonie.
Nie miał zamiaru go pocieszać. To, co mu powiedział, obeszło go jak zeszłoroczny śnieg. Nie miał w sobie ani grama współczucia dla Perseusa, który obnażał przed nim swoją duszę i sekrety. Czy zaczęliby go traktować jak ciężar? Być może tak by właśnie było. Może odsunęliby go od ważnych spraw, może ciągnęłyby się za nim kpiące spojrzenia zamiast tych współczujących? Życie pod ciężarem oceny było cholernie wymagające i niewygodne.
- Być może dobrze zrobiłeś - odpowiedział w końcu, odnosząc się zaledwie do końcówki jego wywodu na temat nogi i okoliczności wypadku, który nigdy nie zaistniał. Nie chciał się w to zagłębiać, chociaż w jego głowie pojawiło się co najmniej kilka scenariuszy przyszłości, gdyby Perseus jednak zdecydował się wyjawić swoją tajemnicę światu. - Hipokryzja to bardzo brzydka emocja.
Dodał jeszcze, niezwykle kłamliwie. Przecież sam był hipokrytą i nie był pewien, czy nie większym niż Perseus Black. Pomiędzy nimi jednak istniała kolejna różnica: Black zdawał sobie z tego sprawę, Lestrange z kolei nie dopuszczał do siebie tej myśli.
Nie pozwolił mu puścić swojej ręki. Mógł rozluźnić palce i chcieć oswobodzić swoją dłoń z uścisku, lecz Rodolphus mu na to nie pozwolił. Wzmocnił uścisk, jednak nie na tyle, by było to bolesne. Coś niebezpiecznego błysnęło w jego oczach, gdy pochwycił wzrok Perseusa. Ten szelmowski błysk w oku Blacka był jednak niczym w porównaniu z jego rezygnacją i bólem. Czy dało się go bardziej upokorzyć? Czy miał w ogóle jakiekolwiek szanse w tym starciu, czy dało się jeszcze bardziej skopać leżącego, który zaczynał akceptować swój los? Nachylił się nad wciąż opierającym się swobodnie Perseusem.
- Tobie przydałaby się szklanka wody i eliksir, który przyspieszy metabolizowanie alkoholu, który w siebie wlałeś - powiedział cicho, niebezpiecznie zbliżając twarz do jego twarzy. I kto tu brał całą rękę, gdy dało mu się zaledwie palec? Gdyby nie ten uścisk dłoni, splecenie palców, to zapewne przystałby na tę lemoniadę. Ba, sam by ją zrobił, ale ostatnio moralność Lestrange'a pikowała w dół i gdy już raz przekroczył granicę wykorzystania pijanej osoby, ciężko było zawrócić. To było zbyt kuszące, zwłaszcza gdy usłyszało się tyle aluzji podczas ich krótkiej rozmowy. - I sen. Sen zawsze dobrze robi na organizm.
Dodał jeszcze ciszej, lecz wolna dłoń oparła się swobodnie na udzie Blacka. W tej pozycji nie było mowy, by mógł wstać i po prostu przejść do sypialni, chyba że chciałby się wyrwać. Podejrzewał jednak, że Perseus był zbyt pijany, by wykonać tak gwałtowny ruch.
Pracował przez wiele lat, by ludzie, których sobie upatrzył, nie czuli się skrępowani by zwierzać mu się ze swoich problemów. Co prawda Perseus nie należał do tego grona, ale najwyraźniej wyszło to naturalniej, a maska którą przywdział na ten moment, działała lepiej niż się spodziewał. Nie miał zamiaru narzekać z tego powodu - przeciwnie. Im więcej człowiek wiedział, tym lepiej mógł się poruszać wśród innych ludzi. Miał też większą władzę, bo przecież wiedza była potęgą.
- I jak zostaniesz zapamiętany? - nie kwestionował tego, że Black rozmyślał o śmierci. On sam przecież kroczył z nią ramię w ramię, niczym równy z równym, choć doskonale wiedział, że nigdy nie będą równi. Działał na jej zlecenie i pozbawiał innych życia, lecz zdawał sobie również sprawę z tego, że jeżeli taka będzie jej wola: sam zginie. Śmiercią powolną i bolesną lub szybką. Kroczył po bardzo cienkiej linie, angażując się w sprawy Voldemorta i swoje własne coraz bardziej, a to było igranie z ogniem. I chociaż sam często przyrównywał się do niszczycielskich płomieni, tak wiedział że gdy te wybuchną pod wpływem podjęcia złej decyzji, sam spłonie.
Nie miał zamiaru go pocieszać. To, co mu powiedział, obeszło go jak zeszłoroczny śnieg. Nie miał w sobie ani grama współczucia dla Perseusa, który obnażał przed nim swoją duszę i sekrety. Czy zaczęliby go traktować jak ciężar? Być może tak by właśnie było. Może odsunęliby go od ważnych spraw, może ciągnęłyby się za nim kpiące spojrzenia zamiast tych współczujących? Życie pod ciężarem oceny było cholernie wymagające i niewygodne.
- Być może dobrze zrobiłeś - odpowiedział w końcu, odnosząc się zaledwie do końcówki jego wywodu na temat nogi i okoliczności wypadku, który nigdy nie zaistniał. Nie chciał się w to zagłębiać, chociaż w jego głowie pojawiło się co najmniej kilka scenariuszy przyszłości, gdyby Perseus jednak zdecydował się wyjawić swoją tajemnicę światu. - Hipokryzja to bardzo brzydka emocja.
Dodał jeszcze, niezwykle kłamliwie. Przecież sam był hipokrytą i nie był pewien, czy nie większym niż Perseus Black. Pomiędzy nimi jednak istniała kolejna różnica: Black zdawał sobie z tego sprawę, Lestrange z kolei nie dopuszczał do siebie tej myśli.
Nie pozwolił mu puścić swojej ręki. Mógł rozluźnić palce i chcieć oswobodzić swoją dłoń z uścisku, lecz Rodolphus mu na to nie pozwolił. Wzmocnił uścisk, jednak nie na tyle, by było to bolesne. Coś niebezpiecznego błysnęło w jego oczach, gdy pochwycił wzrok Perseusa. Ten szelmowski błysk w oku Blacka był jednak niczym w porównaniu z jego rezygnacją i bólem. Czy dało się go bardziej upokorzyć? Czy miał w ogóle jakiekolwiek szanse w tym starciu, czy dało się jeszcze bardziej skopać leżącego, który zaczynał akceptować swój los? Nachylił się nad wciąż opierającym się swobodnie Perseusem.
- Tobie przydałaby się szklanka wody i eliksir, który przyspieszy metabolizowanie alkoholu, który w siebie wlałeś - powiedział cicho, niebezpiecznie zbliżając twarz do jego twarzy. I kto tu brał całą rękę, gdy dało mu się zaledwie palec? Gdyby nie ten uścisk dłoni, splecenie palców, to zapewne przystałby na tę lemoniadę. Ba, sam by ją zrobił, ale ostatnio moralność Lestrange'a pikowała w dół i gdy już raz przekroczył granicę wykorzystania pijanej osoby, ciężko było zawrócić. To było zbyt kuszące, zwłaszcza gdy usłyszało się tyle aluzji podczas ich krótkiej rozmowy. - I sen. Sen zawsze dobrze robi na organizm.
Dodał jeszcze ciszej, lecz wolna dłoń oparła się swobodnie na udzie Blacka. W tej pozycji nie było mowy, by mógł wstać i po prostu przejść do sypialni, chyba że chciałby się wyrwać. Podejrzewał jednak, że Perseus był zbyt pijany, by wykonać tak gwałtowny ruch.