– Żaden problem – szepnęła do Nory, bo rzeczywiście nie był to dla niej żaden problem. Ot jeden ruch różdżką więcej, nic skomplikowanego. Pewnie bezpieczniej jakby nauszniki były na stanie, ale sama nie zamierzała robić o to problemu, nie stanowiło to w końcu żadnego wysiłku – a przynajmniej nie dla niej.
Spoglądała na panią Mirabellę, na którą spadł grad oskarżeń mniej czy bardziej kulturalnych, ale najwyraźniej nie wszyscy członkowie Towarzystwa mieli pełen pakiet wiedzy, chociaż mieli jakieś tam pojęcie co się w ogóle dzieje i na co patrzą. Victoria za to – nie wiedziała, prócz tego, co mogła zaobserwować sama: że było to wielkie, tajemnicze, śmierdzące i potencjalnie cholernie niebezpieczne.
Nieznacznie kiwnęła głową do pani Abbott, dając znak, że zrozumiała, co do niej mówi. Co prawda – nie sądziła, że takie rzeczywiście były jej intencje, ale wybrnęła z tego, zdaniem Lestrange, bardzo dobrze. Zgadzała się za to z Ambroise – że póki co nikt nie powinien dobierać się do tej rośliny, dotykać jej i tak dalej. Nie, skoro nadal nie mieli pełnego wglądu w to, co mogło się tu w ogóle dziać, ale musiała przyznać jedno: jej uwaga o nekromancji podziałała, bo przynajmniej połowa z nich poruszyła się niespokojnie i przerwali tę niezbyt mądrą próbę ściągania zabezpieczeń z nieznanego okazu mandragory. Bo że jest to jakaś wersja tej rośliny, chyba wszyscy się zgadzali.
– Cóż, to mogą być eliksiry – zgodziła się z Roselyn, że być może roślina została wyhodowana sztuczne i doprawiono ją w ten sposób. Właściwie, że została wyhodowana sztucznie, to mógł być naprawdę dobry trop, ale… – Ale może cały wzrost tej rośliny to sprawka nekromancji? Zabawa jej siłami witalnymi w taki a nie inny sposób? A może ktoś próbował ludzką energię wtłoczyć w roślinę? – czy to było w ogóle możliwe?
Wiele osób powiedziałoby, że nie.
Ale Victoria od jakiegoś czasu kierowała się słowami swojej babci: że nie ma rzeczy niemożliwych, czego była… żywym i bardzo zimnym dowodem. Nie było rzeczy niemożliwych, dlatego zaczęła myśleć o eksperymentowaniu z eliksirami. Więc dlaczego ktoś nie mógł próbować przenieść ludzkiej energii w roślinę? Chociaż na samą myśl trochę kręciło się w głowie.
– Nie czułam tego zapachu, póki nie weszliśmy tutaj – odpowiedziała pannie Greengrass, a potem jej ciemne spojrzenie skupiło się na Jonathanie, który opowiedział, jak właściwie doszło do tego, że roślina wpadła w ręce Ministerstwa, a następnie Towarzystwa Herbologicznego. Paraliżująca toksyna? Wici? Ogromne rozmiary, gnijące resztki bulwy innych roślin? Brzmiało to niepokojąco, a Cameron miał rację w pytaniach, które zadał – jak bardzo ta roślina urosła? Jak duża była wtedy…? Victoria ponownie skupiła się na roślinie, chcąc wypatrzeć w tubie z ziemią czegoś nietypowego, albo czegokolwiek, co mogłoby ją naprowadzić na jakieś dalsze wnioski.
Percepcja III (+ Wiedza o przyrodzie III + Nekromancja II)
Slaby sukces...
Akcja nieudana