16.10.2024, 23:00 ✶
– Żadna.– odpowiedział jej momentalnie, siedząc wygodnie w swoim eleganckim fotelu. Mógł sprawiać wrażenie człowieka zrelaksowanego. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie zakończył udane negocjacje, gotów w pełni cieszyć się owocami swojego sukcesu, a nie jak osoba szykująca się do walki. Ale za tą maską kryła się mieszanka chłodnej kalkulacji i ukrytych przed światem planów. Jego wzrok spoczywał na Aurélie, jego lojalnej podwładnej, która siedziała naprzeciw niego, z filiżanką herbaty w dłoni. Wiedział, że czuje się zaszczycona, że została wezwana przez samego szefa. W końcu nie każdego dnia Anthony Shafiq, szef Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego, prosił o prywatną rozmowę w swoim przestronnym, pedantycznie czystym gabinecie.
Aurélie była młoda, zdolna, i przede wszystkim lojalna, co Anthony bardzo cenił. Spoglądał na nią z delikatnym uśmiechem, typowym dla kogoś, kto widzi w młodszej osobie potencjał. Ale ten uśmiech był jednocześnie częścią jego gry – ciepła, protekcjonalna fasada miała ukryć fakt, że nie zamierzał powierzać jej zadań, które mogłyby zagrozić jego większym planom. Była dla niego użytecznym narzędziem, ale nie kimś, komu mógłby powierzyć swoje sekrety. A jeden z tych sekretów siedział teraz jak ołowiana kula w jego umyśle.
Nie chodziło o to, że Aurélie nie była kompetentna. Wręcz przeciwnie, jej precyzja i oddanie były godne podziwu. Ale były pewne sprawy, które wykraczały poza jej zrozumienie i które musiały pozostać ściśle w jego rękach. Pani Saetann, kambodżańska dyplomatka, była jedną z tych spraw. Oficjalnie miała być po prostu kolejną osobą z zagranicy, z którą Ministerstwo musiało nawiązać współpracę. Ale prawda była znacznie bardziej skomplikowana. Saetann nie była zwykłą dyplomatką – była jego mistrzynią, nauczycielką magii bezróżdżkowej, którą szkolił się w tajemnicy przed światem. Była częścią umowy, którą zawarł z jej bratem, a przez rozmowę z nim, z samym kambodżańskim arcymagiem.
Anthony zerknął na rozłożone przed nim dokumenty, z pozoru skupiony, choć myślami był daleko. Musiał zająć się tą sprawą osobiście, zadbaniem o swój wizerunek, o wizerunek biura. Saetann nie mogła mieć do czynienia z kimś innym niż on, nie mógł pozwolić, by cokolwiek wymknęło się spod kontroli. Był świadomy, że Aurélie liczy na ważniejsze zadanie – jej ambicja była wyczuwalna, podobnie jak delikatne napięcie w jej spojrzeniu, gdy rozmawiali o kambodżańskim dyplomacie. Wiedział, że czekała na ten moment, by dowieść swojej wartości, by pokazać, że jest gotowa na coś większego.
Musiał jednak trzymać ją z dala od tego tematu. Saetann była niebezpieczna, ale nie w sposób, którego Aurélie mogła się spodziewać. Nie była to dyplomatka, która wpisywała się w zachodnie standardy. A jednym z jej wymagań, było nie mieszanie jej w blichtr i blask dziennikarskich fleshów, ale o tym Aurélie nie mogła się dowiedzieć.
– Aurelio, mon petit tournesol – zwrócił się do niej z typową dla siebie protekcjonalną czułością, wykorzystując jej dziecięcy przydomek, który zawsze wywoływał na jej twarzy uśmiech, przywoływał dziecięce wspomnienia z czasów, gdy był tylko wujkiem, gościem w winnicy jej rodziców. Wiedział, jak manipulować emocjami swoich ludzi, jak sprawić, by poczuli się wyjątkowi, nawet gdy planował dać im zadania znacznie mniej istotne, niż mogli się spodziewać. – Wiem, że oczekiwałaś więcej od tej sytuacji, ale to, co teraz musisz zrobić, jest kluczowe dla naszego sukcesu. Dla uszczelnienia przepływu informacji.
Aurélie, jak zawsze, słuchała go uważnie, nie dając po sobie poznać, że spodziewała się większego wyzwania. Jej lojalność była nieoceniona, a Anthony doskonale wiedział, jak sprawić, by czuła się doceniona, nawet jeśli zamierzał trzymać ją z dala od prawdziwego jądra sprawy.
– Sprawa z kambodżańską dyplomatką jest oczywiście ważna – kontynuował, zerkając na nią spod przymrużonych powiek. – Ale... delikatna. Chcę, żebyś w pełni skupiła się na naszym gnieździe. Ten artykuł, o którym mówiliśmy wcześniej... to nie przypadek. Ktoś sabotuje naszą pracę, a przecieki z naszego departamentu mogą mieć katastrofalne skutki.
Przysunął w jej stronę teczkę z dokumentami. Daty, dane i lista osób, które miały do nich dostęp. Aurélie sięgnęła po nie i zaczęła przeglądać je w skupieniu. Dla niej, każde zadanie od Anthony’ego było kolejnym krokiem na drodze do wyższych szczebli w ministerstwie. A on to rozumiał. Wiedział, jak pokierować jej ambicją, by w odpowiednim momencie okazała się użyteczna. A teraz potrzebował, by skupiła się na zadaniu, które nie groziło ujawnieniem jego sekretów.
– Chcę, żebyś poświęciła całą swoją energię na znalezienie źródła przecieku – powtórzył spokojnie, choć w jego słowach była wyraźna nuta stanowczości, aby nie pozostawić cienia wątpliwości. – Musimy zrozumieć, skąd te informacje wyciekają. Zaufanie jest podstawą naszej pracy, a ktoś je nadużywa. Jeśli uda nam się znaleźć źródło, będziemy mogli to ukrócić i wrócić do pracy bez obaw.
Wiedział, że Aurélie może czuć się nieco rozczarowana, że nie została zaangażowana bezpośrednio w opiekę nad kambodżańską dyplomatką. Ale nie mógł jej na to pozwolić. To zadanie było dla niego zbyt osobiste, zbyt delikatne. Saetann była jego nauczycielką, kimś, kto mógł zmienić jego życie, jego przyszłość.
– Co do dyplomatki... – powiedział, gdy Aurélie wydawała się być gotowa podjąć zadanie, które jej powierzył. – Zajmę się nią osobiście. To delikatna kwestia, którą trzeba załatwić z wyjątkową precyzją. Ale twoje zadanie jest równie ważne. Ktoś w naszym ministerstwie gra nieczystą grę, a musimy być pewni, że nikt nie dowie się o naszych dalszych krokach. Polegam na Tobie. Nie pozwól mi siebie dłużej zatrzymywać – zakończył spotkanie, sięgając po inną teczkę i skupiając na jej zawartości uwagę. Spotkanie było zakończone.
Aurélie kiwnęła głową, nieświadoma, jak wiele jeszcze działo się za kulisami tej sytuacji. Anthony patrzył na nią, zadowolony, że udało mu się przekierować jej ambicje. Nie zamierzał pozwolić, by zbliżyła się do sprawy, którą musiał trzymać pod ścisłą kontrolą. Była potrzebna gdzie indziej – w miejscu, gdzie nie mogła zaszkodzić, a mogła się na cokolwiek przydać.
Aurélie była młoda, zdolna, i przede wszystkim lojalna, co Anthony bardzo cenił. Spoglądał na nią z delikatnym uśmiechem, typowym dla kogoś, kto widzi w młodszej osobie potencjał. Ale ten uśmiech był jednocześnie częścią jego gry – ciepła, protekcjonalna fasada miała ukryć fakt, że nie zamierzał powierzać jej zadań, które mogłyby zagrozić jego większym planom. Była dla niego użytecznym narzędziem, ale nie kimś, komu mógłby powierzyć swoje sekrety. A jeden z tych sekretów siedział teraz jak ołowiana kula w jego umyśle.
Nie chodziło o to, że Aurélie nie była kompetentna. Wręcz przeciwnie, jej precyzja i oddanie były godne podziwu. Ale były pewne sprawy, które wykraczały poza jej zrozumienie i które musiały pozostać ściśle w jego rękach. Pani Saetann, kambodżańska dyplomatka, była jedną z tych spraw. Oficjalnie miała być po prostu kolejną osobą z zagranicy, z którą Ministerstwo musiało nawiązać współpracę. Ale prawda była znacznie bardziej skomplikowana. Saetann nie była zwykłą dyplomatką – była jego mistrzynią, nauczycielką magii bezróżdżkowej, którą szkolił się w tajemnicy przed światem. Była częścią umowy, którą zawarł z jej bratem, a przez rozmowę z nim, z samym kambodżańskim arcymagiem.
Anthony zerknął na rozłożone przed nim dokumenty, z pozoru skupiony, choć myślami był daleko. Musiał zająć się tą sprawą osobiście, zadbaniem o swój wizerunek, o wizerunek biura. Saetann nie mogła mieć do czynienia z kimś innym niż on, nie mógł pozwolić, by cokolwiek wymknęło się spod kontroli. Był świadomy, że Aurélie liczy na ważniejsze zadanie – jej ambicja była wyczuwalna, podobnie jak delikatne napięcie w jej spojrzeniu, gdy rozmawiali o kambodżańskim dyplomacie. Wiedział, że czekała na ten moment, by dowieść swojej wartości, by pokazać, że jest gotowa na coś większego.
Musiał jednak trzymać ją z dala od tego tematu. Saetann była niebezpieczna, ale nie w sposób, którego Aurélie mogła się spodziewać. Nie była to dyplomatka, która wpisywała się w zachodnie standardy. A jednym z jej wymagań, było nie mieszanie jej w blichtr i blask dziennikarskich fleshów, ale o tym Aurélie nie mogła się dowiedzieć.
– Aurelio, mon petit tournesol – zwrócił się do niej z typową dla siebie protekcjonalną czułością, wykorzystując jej dziecięcy przydomek, który zawsze wywoływał na jej twarzy uśmiech, przywoływał dziecięce wspomnienia z czasów, gdy był tylko wujkiem, gościem w winnicy jej rodziców. Wiedział, jak manipulować emocjami swoich ludzi, jak sprawić, by poczuli się wyjątkowi, nawet gdy planował dać im zadania znacznie mniej istotne, niż mogli się spodziewać. – Wiem, że oczekiwałaś więcej od tej sytuacji, ale to, co teraz musisz zrobić, jest kluczowe dla naszego sukcesu. Dla uszczelnienia przepływu informacji.
Aurélie, jak zawsze, słuchała go uważnie, nie dając po sobie poznać, że spodziewała się większego wyzwania. Jej lojalność była nieoceniona, a Anthony doskonale wiedział, jak sprawić, by czuła się doceniona, nawet jeśli zamierzał trzymać ją z dala od prawdziwego jądra sprawy.
– Sprawa z kambodżańską dyplomatką jest oczywiście ważna – kontynuował, zerkając na nią spod przymrużonych powiek. – Ale... delikatna. Chcę, żebyś w pełni skupiła się na naszym gnieździe. Ten artykuł, o którym mówiliśmy wcześniej... to nie przypadek. Ktoś sabotuje naszą pracę, a przecieki z naszego departamentu mogą mieć katastrofalne skutki.
Przysunął w jej stronę teczkę z dokumentami. Daty, dane i lista osób, które miały do nich dostęp. Aurélie sięgnęła po nie i zaczęła przeglądać je w skupieniu. Dla niej, każde zadanie od Anthony’ego było kolejnym krokiem na drodze do wyższych szczebli w ministerstwie. A on to rozumiał. Wiedział, jak pokierować jej ambicją, by w odpowiednim momencie okazała się użyteczna. A teraz potrzebował, by skupiła się na zadaniu, które nie groziło ujawnieniem jego sekretów.
– Chcę, żebyś poświęciła całą swoją energię na znalezienie źródła przecieku – powtórzył spokojnie, choć w jego słowach była wyraźna nuta stanowczości, aby nie pozostawić cienia wątpliwości. – Musimy zrozumieć, skąd te informacje wyciekają. Zaufanie jest podstawą naszej pracy, a ktoś je nadużywa. Jeśli uda nam się znaleźć źródło, będziemy mogli to ukrócić i wrócić do pracy bez obaw.
Wiedział, że Aurélie może czuć się nieco rozczarowana, że nie została zaangażowana bezpośrednio w opiekę nad kambodżańską dyplomatką. Ale nie mógł jej na to pozwolić. To zadanie było dla niego zbyt osobiste, zbyt delikatne. Saetann była jego nauczycielką, kimś, kto mógł zmienić jego życie, jego przyszłość.
– Co do dyplomatki... – powiedział, gdy Aurélie wydawała się być gotowa podjąć zadanie, które jej powierzył. – Zajmę się nią osobiście. To delikatna kwestia, którą trzeba załatwić z wyjątkową precyzją. Ale twoje zadanie jest równie ważne. Ktoś w naszym ministerstwie gra nieczystą grę, a musimy być pewni, że nikt nie dowie się o naszych dalszych krokach. Polegam na Tobie. Nie pozwól mi siebie dłużej zatrzymywać – zakończył spotkanie, sięgając po inną teczkę i skupiając na jej zawartości uwagę. Spotkanie było zakończone.
Aurélie kiwnęła głową, nieświadoma, jak wiele jeszcze działo się za kulisami tej sytuacji. Anthony patrzył na nią, zadowolony, że udało mu się przekierować jej ambicje. Nie zamierzał pozwolić, by zbliżyła się do sprawy, którą musiał trzymać pod ścisłą kontrolą. Była potrzebna gdzie indziej – w miejscu, gdzie nie mogła zaszkodzić, a mogła się na cokolwiek przydać.
Koniec sesji