Zdawała sobie sprawę, że wypadałoby sobie wyjaśnić to, co doprowadziło ich do tej dziwnej sytuacji. Nie mogli trwać w tym związku bez szczerości. Nie służyło im to, nie był to odpowiedni sposób na budowanie czegoś silnego i trwałego. To nie mogło się udać. Przystwarzało im to niepotrzebnych nerwów i dramatów bez których mogli się obejść. Prawda wyzwalała, czyż nie, a przynajmniej miała to robić. Czuła, że potrzebowali jej do tego, aby mogli ruszyć dalej.
- Tak, ze mnie zresztą da się czytać, niczym z otwartej księgi, więc moje tajemnice chyba nie do końcą są tajemnicami. - Była tego świadoma, przynajmniej w jego obecności trudno jej było ukrywać prawdę. Nie zamierzała zresztą wygrywać tych zawodów, nie wydawały jej się one czymś, w czym powinni się ścigać. Zdecydowanie lepiej by było, aby mogli sobie mówić o wszystkim. Na tym powinni budować zdrowy związek. Jasne, czasem można było pomijać pewne sprawy, niektórzy wspominali coś o większym dobrze, ale czy na pewno to była słuszna droga? Czy najgorsza prawda nie była lepsza od kłamstwa, albo unikania odpowiedzi? W oczach Yaxley zdecydowanie, wolała wiedzieć, mieć świadomość z czym miała się mierzyć.
- Na pewno nie będę żałować. - W jej głosie mógł usłyszeć determinację, najwyraźniej nie zakładała, że mogło być inaczej, angażowała się w to teraz już z pełną świadomością. Jego zapewnienie utwierdziło ją w tym, że postępuje słusznie, chociaż nie oczekiwała, że będzie jej to w jakikolwiek sposób wynagradzał. Nie musiał się jakoś specjalnie starać, może lepiej, aby nie mówiła tego na głos?
Nie miała wobec niego żadnych oczekiwań, takie wymagania nie były w jej stylu. Nie związała się z nim po to, aby robić z niego kogoś kim nie był. Nie o to chodziło w tworzeniu razem związku. Może nie była w tym szczególnie doświadczona, ale takie podstawy wydawały się jej być jasne. Odpowiadało jej to, jakim jest człowiekiem, jaki był dla niej, nic innego się nie liczyło.
Yaxleyównie również było daleko od typowej arystokratki, tak właściwie to chyba nie dało się być dalej od standardowego wzorca od niej. Starała się nieco oddalić od rodziny, nie zamierzała zbyt długo angażować się w ich biznes, zawsze zależało jej na samodzielności, nie chciała być zależna nawet od nich. Oczywiście rozumiała, jak wiele im zawdzięcza, nie miała zamiaru całkowicie się odciąć od ich wpływu, bo wiedziała, że mogłoby to się dla niej skończyć nie do końca pomyślnie, ale dystans był wskazany. Właśnie przez to zaczęła sama prowadzić rożne interesy, te bardziej oficjalne i mniej, o których wolałaby aby nikt nie wiedział. Miała swoje tajemnice, przynajmniej przed sporą częścią społeczeństwa. Ambroise jednak był osobą, z którą dzieliła się sporą częścią swoich sekretów od samego początku ich znajomości. Wzbudził jej zaufanie już przy początku ich znajomości, nie wiedzieć czemu, wyczuwała może po prostu, że mogą być do siebie podobni, intuicja jej nie zawiodła.
- Czy ja wiem... - Powtórzyła za nim. - Najgorsza prawda jest lepsza od unikania tematu. - Tak, zdecydowanie była tego zdania. Przynajmniej mogła wiedzieć, na co powinna się przygotować. Zresztą lubiła wiedzieć, tak po prostu, nie uważała, żeby unikanie tematu było zdrowe.
Miała świadomość, że takie podejście może wynikać z jakiejś obawy. Próbowała jednak zrozumieć, dlaczego wolałaby jej nie mówić o pewnych rzeczach, nie sądziła, że chodziło o zaufanie, bo zaczął się przed nią otwierać, więc to musiało być coś innego.
- Mamy jasność. - Nie zakładała, że mógłby mieć chęć angażować się przesadnie w sprawy swojej rodziny, pewnie przez to, że uważała, że są do siebie podobni. Robili to, co było słuszne. od czasu do czasu przypominali o swoim istnieniu, pokazywali się na przyjęciach, bo tak wypadało. Miała świadomość, że w ich świecie to było dosyć ważne - nie dać o sobie zapomnieć. To było przydatne, kontakty, jakie uzyskiwali dzięki swoim rodzinom mogły ułatwić im życie. Zdziwiło ją to, że z taką lekkością był w stanie oddać pozycję dziedzica swojej siostrze, bo to raczej nie było typowym posunięciem, ale rozumiała co nim kierowało. To był spory obowiązek, który też w pewien sposób ograniczał, wiązał się z dodatkowymi zobowiązaniami. Sama zresztą też wolala stać z boku, nie przepadała za tymi przyjęciami, na których musiała się pokazywać u boku ojca. To nie tak, że traktował ją tylko i wyłącznie jako swoją błyskotkę, bo sporo jej nauczył i chwalił się też nią podczas polowań, ale w trakcie tych wydarzeń towarzyskim musiała przyjmować pewną rolę. Przywykła do tego, ale nic więcej, nie sprawiało jej to nigdy jakiejś wielkiej przyjemności.
Nie miała problemu z tym, aby trzymać się z boku, wręcz przeciwnie, zdecydowanie lepiej by się odnalazła w takiej roli, oczywiście zdawała sobie sprawę, że od czasu do czasu nie uniknęłby ich pokazanie się w towarzystwie. To mogło być całkiem niezłym rozwiązaniem, złapała się na tym, że zaczęła myśleć jeszcze bardziej o ich wspólnej przyszłości, a przecież jeszcze chwilę temu zastanawiała się nad tym, czy nie stwierdził, że chce ją zostawić. Bardzo szybko zmieniała swój tok rozumowania.
- Cieszy mnie to, że zdajesz sobie z tego sprawę. - Potrafiła być uparta, nawet bardzo. Jeśli coś sobie ujebie to nie ma możliwości, że nie uda jej się osiągnąć celu, także dobrze, że Ambroise potraktował jej słowa poważnie, chociaż jeszcze może nie potrafiłaby określić, co właściwie miałaby wtedy zrobić.
Była pewna, że nie była to typowa dyskusja, której można się było spodziewać po normalnej parze, na szczęście im daleko było od normalności. Nie wyobrażała sobie, że wiele osób decyduje się na podobne rozważania na temat tego, co by zrobiły gdy ich druga połówka umrze, a w zasadzie to zostanie zabita. Całkiem zdrowa, normalna relacja... a jakże.
- Mogę mieć kilka wyrzutów, oczywiście, ale na co mi one skoro i tak nic z nimi nie zrobisz? - Mogła mu teraz zacząć epopeję na temat tego, że ryzyko było niepotrzebne, że nie powinien się angażować, tylko po co? Wiedziała, że tego nie zmieni. Musiała zmienić swoje podejście, przywyknąć do sytuacji, w której ją stawiał. Nie, żeby wyobrażała sobie, że gadanie o tym, że może kiedyś nie wrócić do domu było szczególnie w porządku, ale nie ukrywał przed nią prawdy, mieli świadomość, że to może się faktycznie tak skończyć, wolała się na to przygotować, chociaż oczywiście w tym przypadku wolała jednak mieć bardziej optymistyczne myśli.
Yaxleyówna zdawała sobie sprawę z tego, że ludzie byli gorsi od potworów. Bestii się nie bała, one nie sprawiały krzywdy dla przyjemności, walczyły jedynie o siebie i o swoje młode, nie były skłonne do planowania jakichś przebiegłych intryg. Ludzie wręcz przeciwnie, może też dlatego raczej trzymała się od nich z daleka. Zajmowała się swoimi obowiązkami, ale stroniła od nawiązywania relacji ze zleceniodawcami, wydawało jej się to słuszne. Im mniej o niej wiedzieli - tym lepiej. Czasem nie dało się uniknąć kontaktu, więc musiała doprowadzać do spotkań, ale starała się wybierać metody, które wymagały od niej jak najmniej zaangażowania.
- Takie nastawienie mogę zaakceptować. - Zdecydowanie wolała myśleć o tym w ten sposób. Nie sądziła, że Ambroise był skłonny ryzykować bez powodu, zależało jej na tym, aby faktycznie chciał dotrzymać słowa. Dzięki temu mogłaby uniknąć dylematów moralnych, które pewnie by się pojawiły, gdyby faktycznie ktoś go skrzywdził.
- To uwierz, zaufaj mojemu osądowi. - Była z nim szczera. Naprawdę nie wydawało jej się to, że mogłoby to coś między nimi zmienić. Nie umiałaby pozbyć się tych uczuć, które do niego żywiła, nie chciała tego robić. Zresztą informacje, które jej przekazał nie były czymś, czego nie mogła zaakceptować. Yaxleyówna miała w sobie wiele tolerancji, nie sądziła nigdy, że będzie w stanie związać się z kimś normalnym, kto będzie wiódł zwyczajne, nudne życie. To do niej nie pasowało. Zresztą nie bez powodu jak dotąd nie zaangażowała się w żadną relację, raczej ich unikała. Dopiero na nim zaczęło jej zależeć, dopiero w nim zobaczyła coś wartego uwagi. Nie była osobą, którą można było przy sobie utrzymać obiecając jej złote góry, piękne pałace, na tym zupełnie jej nie zależało.
- Cóż, nie jesteśmy w tym najlepsi. - Fakt, mogli poruszyć ten temat wcześniej, nie był to pierwszy raz, kiedy odsuwali od siebie to, co mogło wydawać się trudne do przeskoczenia. Najwyraźniej bali się odrzucenia i tego, że mogą stracić to, co ich połączyło. Te obawy wcale nie był głupie, chociaż może wypadałoby, aby wreszcie zaczęli bardziej ufać temu, że łączy ich naprawdę silne uczucie, którego raczej nic nie będzie w stanie zniszczyć. Takie nastawienie mogłoby wiele ułatwić, było zdecydowanie lepsze od bezpodstawnych wątpliwości.
- Wybaczam. - Nie miała pojęcia, czy właśnie to chciał usłyszeć, jednak nie sądziła, że potrzebowała przeprosin. Nie miała pojęcia dlaczego chce ją przepraszać za to, czym się zajmuje, jaką ścieżką podąża, nie zamierzała jej negować, w żaden sposób.
- Nie jestem każdy. - Nie wiedzieć czemu wydawało jej się, że musi mu o tym przypomnieć. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, jak będzie wyglądała jej przyszłość, raczej nie zakładała, że w ogóle jej dożyje. Nie było to może szczególnie optymistyczne, jednak podchodziła do tego bardziej praktycznie. Nie miała planów, które chciała realizować, nic sobie nie zakładała. Wolała chwytać każdy dzień i w pełni go wykorzystywać, dzięki temu nigdy się nie rozczarowywała, że czegoś nie udało jej się osiągnąć. Ta metoda się sprawdzała, przynajmniej jak na razie i nie sądziła, żeby pojawił się powód, aby to zmieniała. Jasne, aktualnie była pewna jedynie jednej rzeczy, chciałaby, aby Ambroise trwał przy niej w tej przyszłości. Nic więcej nie było jej potrzebne do szczęścia, tylko jego obecność. On był jej stabilnością w tym popierdolonym świecie.
- Tak, ale tym razem to musi być faktyczny koniec. - Już raz przecież odbyli taką rozmowę, i gdzie ich to doprowadziło? Do kolejnej dyskusji o nieodpowiedzeniach, jak widać wtedy nie do końca jasno się zrozumieli. Nauczeni doświadczeniem powinni wiedzieć, że szczerość jest bardzo istotną cechą, jak widać nadal jednak mieli z nią problem. Może i dobrze, że postanowili wrócić do tego tematu, kto wie, co właściwie by się stało, jakby jeszcze dłużej z tym zwlekali? To nie tak, że uważała, że byłaby go w stanie wypuścić ze swoich rąk, obawiała się jednak, że ewentualna eskalacja problemu mogłaby ich kosztować jeszcze więcej niż ta nie do końca przyjemna rozmowa.
- Tak, oznacza to, że mamy jasność. - Wolała to potwierdzić. Wiedziała, że potrzebował jej zapewnienia, nie dziwiło jej to wcale, że pozwolił sobie na takie wymagania. Sprawy mogły mocno się skomplikować. Dużo dla niej znaczyło to, że dzielił się z nią tym wszystkim, swoimi obawami i oczekiwaniami, rozmowa nie należała wcale do tych najgorszych, a przynajmniej jasno określała to, czego potrzebują.
- Tak, trochę oderwaliśmy się od rzeczywistości. - Nie powinni zapominać o tym, że nie byli jak większość zwyczajnych ludzi. Ich życia nie były aż takie kolorowe. Jasne, może to było całkiem przyjemne zapomnieć na chwilę o tym, gdzie jest ich miejsce, ale chyba lepiej było powrócić na dobry tor. Te dwa ostatnie dni były idealnym potwierdzeniem tej tezy. Przypomniały im o tym, jak faktycznie wygląda ich życie. Nie było takie lekkie, jak próbowali je kreować, wręcz przeciwnie.
Zdawała sobie sprawę z tego, że nieco odstaje. Nie dało się tego nie zauważyć, matka zresztą powtarzała jej przez lata, że nie powinna się tak zachowywać, że tylko będzie zrażać do siebie ludzi. Te wieloletnie komentowanie jej zachowania nieco zachwiało jej pewność siebie. Wiedziała, że nie powinno, ale wcale nie tak łatwo było myśleć o sobie, jako o kimś, kto mógłby potrafić wzbudzić kimś wiele pozytywnych uczuć. Ambroise wyznał jej miłość, może faktycznie to było głupie, że zaczęła w to brnąć?
Może i była nieco popsuta (chociaż on twierdził, że nie), ale najwyraźniej w niczym mu to nie przeszkadzało. Byli do siebie kurewsko podobni, nie do końca typowi, najwyraźniej nigdy nie zakładała, że spotka na swojej drodze kogoś takiego, kto będzie jej chciał dokładnie taką, jaka była.
- Przepraszam, czasem po prostu zaczynam mieć obawy, że mogę być niewystarczająca. - Wolała mu wyjaśnić skąd się u niej to brało. Ciągle musiała z kimś konkurować, udowadniać swoją wartość. Nie było dla niej do końca normalne to, że on akceptował ją taka jaka była, że nie bał się do niej zbliżyć, bo przecież powtarzano jej od lat, że jest trudnym człowiekiem. Poczuła jednak, że to co powiedziała mogło nie być właściwie, nie chciała mu się teraz żalić, to nie miało większego sensu, że już założyli, że będą budować przyszłość razem. To zapewnienie jej wystarczało i wzbudzało w Yaxleyównie ogromne nadzieje.
- Debilizm sytuacyjny brzmi dobrze... - Chociaż, czy na pewno? Faktycznie dała się dzisiaj ponieść, nie przemyślała sprawy dokładnie, została ranna, ale była mocno wkurwiona, faktycznie gdyby chociaż trochę zastanawiała się nad tym, co robi to pewnie ominęłaby większość tych konsekwencji. Może rzeczywiście po prostu ją zaćmiło, na pewno tak było. W przyszłości pewnie nie popełni tego błędu, powinna nauczyć się odcinać od swoich emocji, bo zdecydowanie nie służyło jej kierowanie się nimi. Normalnie miała problem ze skupieniem i zastanawianiem się nad kolejnymi krokami, a w tym przypadku było tylko gorzej. Tak, że chyba gorzej być nie mogło.
Najwyraźniej nie widziała jego wad, a przynajmniej nie uznawała za wady tego, o czym przed chwilą jej powiedział. Nie oceniała go, jako kogoś nieodpowiedniego, czy popsutego, wręcz przeciwnie. Wydawało jej się to całkiem odpowiednie, że obrał jakąś ścieżkę i się nią kierował, bez względu na to, czy robił coś odpowiedniego, czy nie. W stosunku do Ambroisa miała sporo tolerancji. Nie chciała mu nic zarzucać.
- Możesz być przestępcą, najważniejsze, że moim... - Najwyraźniej ją też nie tak łatwo było wystraszyć. Nie zamierzała więcej używać tego słowa, bo wolałaby po prostu mówić, że Ambroise ma swoją moralność i się nią kieruje, to zdecydowanie brzmiało lepiej, nawet jeśli wiedziała, co się z tym łączy.
Mógł być przestępcą, nie zmieniało to przecież tego, co do niego czuła, zresztą ona była kłusowniczką, a to też przestępcy, więc była to kolejna rzecz, która ich łączyła. Wiadomo, że przestępstwo przestępstwu nie zawsze było równe, ale tak, czy siak, każde z nich zajmowało się sprawami, które mogły wzbudzać kontrowersje, i tyle.
Nie tak łatwo było odnaleźć się w świecie pełnym wzorców, kiedy się zupełnie od nich odstawało. Musieli znaleźć swoją własną metodę na to, jak mogli stworzyć wspólne życie. Nie widziała innej opcji, jak próby, dzięki temu najprościej było dojść do tego, jaką drogą powinni podążać. Musieli uczyć się na swoich własnych błędach, bo nikt nie uczył jak trwać przy sobie, kiedy odstaje się od ogólnoprzyjętych standardów. Wierzyła jednak, że z czasem naprawdę uda im się wypracować pewne rzeczy i będzie tylko łatwiej. Szczególnie, że najgorsze mieli już za sobą, zaczęli rozmawiać, a w ich przypadku było to naprawdę wiele.
- Wiesz w jaki sposób utrzymać mnie w miejscu... - Szkiele-Wzro było naprawdę skutecznym sposobem na utrzymanie panny Yaxley w miejscu. Wiele razy przyjmowała ten eliksir i zawsze smakował tak samo okropnie, chociaż może dział po prostu okropnie? Jeśli nie było powodu, to jednak wolałaby uniknąć jego spożywania. Uczucie, które ogarniało wtedy organizm było bardzo nieprzyjemne, to nie tak, że bolało bardzo mocno, ale powodowało ogromny dyskomfort.
Gdyby się nie ruszył zbyt szybko, to pewnie wreszcie by wstała i sama do niego podeszła. Zdecydowanie potrzebowała go teraz tuż obok siebie. Nie chciała dalej dystansować się od mężczyzny, nie musieli już tego robić. Najgorsze mieli za sobą.
Kiedy usiadł na kanapie w końcu mogła się do niego przytulić. Potrzebowała tego, od samego początku, gdy wróciła dzisiaj do domu tylko o tym marzyła, chciała znaleźć się w jego ramionach i zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Może niekoniecznie wszystko poszło po jej myśli, aczkolwiek skończyło się chyba nawet jeszcze lepiej. Wyjaśnili sobie dzisiaj sporo, wierzyła, że dzięki temu łatwiej im będzie budować wspólne życie.
Ulżyło jej, gdy znalazła się w jego ramionach, oddychała miarowo i spokojnie, nie było już w niej nerwowości. - Naprawdę się cieszę, że sobie to wszystko wyjaśniliśmy. - Wiele to dla niej znaczyło.