18.10.2024, 00:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2024, 10:32 przez Mona Rowle.)
Dla niej wszystko wyglądało idealnie; układ był trafiony, odcień przepiękny. Chyba że czy przypadkiem coś przeoczyła?
— Tak, tak jak stoją wszystko wydaje się w porządku. Są cudowne, mówię ci serio. A coś z nimi nie tak? — zapytała zmieszana.
Bo co za maruda z niej była! Z trudem opanowała kolejną falę narzekania, która cisnęła jej się na usta. Walijski krajobraz? Tęsknota za domem przygniotłaby ją jeszcze bardziej. Smoki? Zębatek był w Walii, więc to byłoby tylko przypomnienie, że skazała swojego ukochanego towarzysza na życie z dala od niej. Coś nowoczesnego? Totalnie nie. Napis? No może… W końcu zawsze lubiła szeroko pojętą literaturę, prawda? Z jednej strony propozycja kuzyna była kusząca, piękny mural mógłby nieco ocieplić jej mieszkanie. Z drugiej strony… przyjęcie takiego prezentu? Pozwolić Jonathanowi za coś zapłacić? Znowu?
— To bardzo kochane z twojej strony, Jonathanie — westchnęła, kręcąc głową. — Naprawdę doceniam twoją ofertę, ale… mural to spory wydatek. Chyba trudno mi przyjąć tak duży prezent, nawet jeśli byłby od ciebie. To tylko ściana, a ja i tak powinnam już chyba sama zacząć inwestować w to miejsce, skoro to moje mieszkanie. Właściwie to i tak miałam prosić cię o radę. Będę potrzebowała więcej półek. Albo jakąś meblościankę? Nie mam już gdzie książek stawiać, a jak mówiłam, ty się lepiej znasz… byś mi powiedział, co lepiej by się sprawdziło…
Tak było. Dla niego liczyły się szczegóły, te drobne detale, które Mona często pomijała. Jej kuzyn uwielbiał zakupy, elegancję i miejskie życie, a ona… Z każdą propozycją od niego czy od Anthony’ego Shafiqa – wyjście na zakupy, wycieczka do rezerwatu, jej odpowiedź była niemal zawsze taka sama: nie. Uwielbiała ich obu, starszego Selwyna mocno kochała, naprawdę. I może gdyby rudowłosa byłaby trochę lepszym człowiekiem, to by się zgodziła. Ale nie miała serca, żeby swoim fukaniem i narzekaniem na wszystko zepsuć im wspólny wypad.
— Myślisz, że zasługuję na takie słowa? Zaraz minie rok od mojej przeprowadzki i… Nie zrozum mnie źle, chodzi mi o to, że ty się starasz, Jonathanie, a ja… Mam wrażenie, że marnuję to. Że jestem zbyt uparta, zbyt przywiązana do tego, co było — zamilkła na chwilę, po czym dodała z wyraźnym żalem: — Po prostu nie potrafię się tutaj zadomowić. Londyn przytłacza mnie, a ty ciągle próbujesz mi pomóc. Chyba nie potrafię przyjąć tej pomocy tak, jak powinnam. Więc czy nie jest to bezowocne?
Była szczera i nie wiedziała, czy powodem było tego, że trudno było jej zatajać to, co myśli, czy raczej była otwatą księgą, zwłaszcza gdy czuła się przy nim tak bezpiecznie.
— Kambodża? — zapytała z nagłym zainteresowaniem, pragnąc odwrócić uwagę od swoich wewnętrznych rozterek. — Chcesz powiedzieć mi coś więcej na ten temat?
I jego kuzynka, jak najbardziej doceniała to z całego serca. Mo była bardzo rodzinną osobą (mimo wszystko), więc i lubiła otaczać się swoimi bliskimi, a obecność i uwaga Jonathana były jej bardzo drogie. Miała nadzieję, że był w stanie wyczytać to z jej zmęczonej twarzy. Może właściwie powinna mu to jakoś lepiej okazać? Prezent? Ale co właściwie mogłaby mu podarować? Gdzieś zabrać…
A potem jej drogi kuzyn machnął różdżką i meble zaczęły tańczyć w rytm muzyki. Uśmiechnęła się szeroko.
— Nooo… Trudno mi teraz stwierdzić, czy to jest w twoim stylu, czy nie. Obrazisz się, jeśli powiem, że to jednak do ciebie pasuje? — przyjrzała mu się uważnie i wesoło. — Tylko ty mógłbyś mieć coś tak nietuzinkowego, eleganckiego… i jednocześnie tak bliskiemu kiczowi. Tak, to chyba mocno wchodzi w definicję kiczu.
Odwróciła wzrok, kiedy rozmowa spełzała na temat jej własnych podbojów miłosnych.
— Tak się jakoś zdarzyło, że trafiłam przedwczoraj na tak zwany wieczorek singli — westchnęła, choć próbowała zachować lekki ton. — I przy okazji chyba obraziłam… kolejnego członka wpływowej rodziny. Nie uwierzysz, kogo spotkałam.
W jej głowie od razu pojawił się obraz ciemnowłosego mężczyzny, który wyrwał jej serce, wypisał swoje imię na nim, aby potem na końcu zostawić ją z otwartą klatką piersiową. Na bogów, jak można było tak mocno kochać nawet po dziesięciu latach ciszy?
— Icarus Prewett. Zawsze myślałam, że Londyn jest wielki, że takie spotkanie będzie niemożliwe… Pamiętasz, jak ci o nim opowiadałam? — zapytała ciszej. — Cóż, nie sądziłam, że kiedykolwiek będę musiała na niego znowu patrzeć. A już na pewno nie w takich okolicznościach. Nie wiedziałam nawet, co mu powiedzieć. On też średnio chciał ze mną rozmawiać.
— Tak, tak jak stoją wszystko wydaje się w porządku. Są cudowne, mówię ci serio. A coś z nimi nie tak? — zapytała zmieszana.
Bo co za maruda z niej była! Z trudem opanowała kolejną falę narzekania, która cisnęła jej się na usta. Walijski krajobraz? Tęsknota za domem przygniotłaby ją jeszcze bardziej. Smoki? Zębatek był w Walii, więc to byłoby tylko przypomnienie, że skazała swojego ukochanego towarzysza na życie z dala od niej. Coś nowoczesnego? Totalnie nie. Napis? No może… W końcu zawsze lubiła szeroko pojętą literaturę, prawda? Z jednej strony propozycja kuzyna była kusząca, piękny mural mógłby nieco ocieplić jej mieszkanie. Z drugiej strony… przyjęcie takiego prezentu? Pozwolić Jonathanowi za coś zapłacić? Znowu?
— To bardzo kochane z twojej strony, Jonathanie — westchnęła, kręcąc głową. — Naprawdę doceniam twoją ofertę, ale… mural to spory wydatek. Chyba trudno mi przyjąć tak duży prezent, nawet jeśli byłby od ciebie. To tylko ściana, a ja i tak powinnam już chyba sama zacząć inwestować w to miejsce, skoro to moje mieszkanie. Właściwie to i tak miałam prosić cię o radę. Będę potrzebowała więcej półek. Albo jakąś meblościankę? Nie mam już gdzie książek stawiać, a jak mówiłam, ty się lepiej znasz… byś mi powiedział, co lepiej by się sprawdziło…
Tak było. Dla niego liczyły się szczegóły, te drobne detale, które Mona często pomijała. Jej kuzyn uwielbiał zakupy, elegancję i miejskie życie, a ona… Z każdą propozycją od niego czy od Anthony’ego Shafiqa – wyjście na zakupy, wycieczka do rezerwatu, jej odpowiedź była niemal zawsze taka sama: nie. Uwielbiała ich obu, starszego Selwyna mocno kochała, naprawdę. I może gdyby rudowłosa byłaby trochę lepszym człowiekiem, to by się zgodziła. Ale nie miała serca, żeby swoim fukaniem i narzekaniem na wszystko zepsuć im wspólny wypad.
— Myślisz, że zasługuję na takie słowa? Zaraz minie rok od mojej przeprowadzki i… Nie zrozum mnie źle, chodzi mi o to, że ty się starasz, Jonathanie, a ja… Mam wrażenie, że marnuję to. Że jestem zbyt uparta, zbyt przywiązana do tego, co było — zamilkła na chwilę, po czym dodała z wyraźnym żalem: — Po prostu nie potrafię się tutaj zadomowić. Londyn przytłacza mnie, a ty ciągle próbujesz mi pomóc. Chyba nie potrafię przyjąć tej pomocy tak, jak powinnam. Więc czy nie jest to bezowocne?
Była szczera i nie wiedziała, czy powodem było tego, że trudno było jej zatajać to, co myśli, czy raczej była otwatą księgą, zwłaszcza gdy czuła się przy nim tak bezpiecznie.
— Kambodża? — zapytała z nagłym zainteresowaniem, pragnąc odwrócić uwagę od swoich wewnętrznych rozterek. — Chcesz powiedzieć mi coś więcej na ten temat?
I jego kuzynka, jak najbardziej doceniała to z całego serca. Mo była bardzo rodzinną osobą (mimo wszystko), więc i lubiła otaczać się swoimi bliskimi, a obecność i uwaga Jonathana były jej bardzo drogie. Miała nadzieję, że był w stanie wyczytać to z jej zmęczonej twarzy. Może właściwie powinna mu to jakoś lepiej okazać? Prezent? Ale co właściwie mogłaby mu podarować? Gdzieś zabrać…
A potem jej drogi kuzyn machnął różdżką i meble zaczęły tańczyć w rytm muzyki. Uśmiechnęła się szeroko.
— Nooo… Trudno mi teraz stwierdzić, czy to jest w twoim stylu, czy nie. Obrazisz się, jeśli powiem, że to jednak do ciebie pasuje? — przyjrzała mu się uważnie i wesoło. — Tylko ty mógłbyś mieć coś tak nietuzinkowego, eleganckiego… i jednocześnie tak bliskiemu kiczowi. Tak, to chyba mocno wchodzi w definicję kiczu.
Odwróciła wzrok, kiedy rozmowa spełzała na temat jej własnych podbojów miłosnych.
— Tak się jakoś zdarzyło, że trafiłam przedwczoraj na tak zwany wieczorek singli — westchnęła, choć próbowała zachować lekki ton. — I przy okazji chyba obraziłam… kolejnego członka wpływowej rodziny. Nie uwierzysz, kogo spotkałam.
W jej głowie od razu pojawił się obraz ciemnowłosego mężczyzny, który wyrwał jej serce, wypisał swoje imię na nim, aby potem na końcu zostawić ją z otwartą klatką piersiową. Na bogów, jak można było tak mocno kochać nawet po dziesięciu latach ciszy?
— Icarus Prewett. Zawsze myślałam, że Londyn jest wielki, że takie spotkanie będzie niemożliwe… Pamiętasz, jak ci o nim opowiadałam? — zapytała ciszej. — Cóż, nie sądziłam, że kiedykolwiek będę musiała na niego znowu patrzeć. A już na pewno nie w takich okolicznościach. Nie wiedziałam nawet, co mu powiedzieć. On też średnio chciał ze mną rozmawiać.