- Nie, to nie było to, co sugerowałam. - Akurat on rozumiał ją jak nikt inny, przynajmniej tak się jej wydawało. Fakt, dzisiaj tłumaczenie tego, co ma na myśli mogło się trochę bardziej skomplikować, z racji na to, że jej zachowanie nieco różniło się od tego typowego dla Yaxleyówny, ale poza tym nigdy nie miewał problemu z tym, aby ją odczytać. Ten dzień był w pewien sposób wyjątkowy - tak, zdecydowanie. Pełen niespodzianek, zapewnień i wyjaśnień.
- Tak, w tym musi być coś głębszego. - Przyznała szczerze, bo naprawdę wierzyła w to, że to, że się spotkali nie było przypadkowe. Los zechciał skrzyżować ich drogi nie bez powodu. Pamiętała ten dzień, kiedy przypadkiem wpadła na niego w Mungu, z początku nastawiona dosyć sceptycznie do uzdrowiciela jak i szpitala, co zostało dosyć szybko zweryfikowane. Jeszcze nie poznała tam nikogo jego pokroju. Wzbudził w niej ciekawość, później też zupełnie przypadkiem spotkali się w bardziej oficjalnych okolicznościach i tak zaczęli się dalej przypadkowo spotykać. Mieli swoje wzloty i upadki, zawsze jednak wiedziała, że jest kimś wyjątkowym. Wyróżniającym się na tle innych osób czystokrwistych które poznała, a przy tym wydawał się być podobny do niej, co tylko pogłębiało jej ciekawość.
Na szczęście udało im się jakoś ustalić, że mają podobne zamiary, to było całkiem pokrzepiające. Może te dwa dni nie były najlepsze, ale po tym gorszym czasie zawsze przychodził lepszy, szczególnie, że sporo sobie wyjaśnili podczas tej dosyć ciężkiej rozmowy. Naprawdę uważała, że to im pomoże i dzięki temu będą mogli ruszyć do przodu, jeszcze bardziej. Tak właściwie to mieli tendencje do podjemowania dosyć poważnych decyzji, przynajmniej tak się jej wydawało, chociaż, czy okres ich znajomości faktycznie był taki krótki? No nie. Znali się już kilka lat, nie można było im tego odmówić, fakt, może byli parą ledwie od kilku miesięcy, ale to nie było najważniejsze. Nadal uważała, że kupno tego domu to był świetny pomysł, mimo, że dosyć spontaniczny.
- Jasne, postaram ci się więc nie przeszkadzać w najbliższym czasie. - Nie zamierzała odciągać jego uwagi od tych spraw, bo były one naprawdę ważne. Istotne było to, aby miał szansę przygotować się odpowiednio do tego spotkania, które go czekało. Nie zamierzała zawracać mu dupy bez potrzeby, przynajmniej dopóki nie powie jej, że faktycznie już ma wszystko zaplanowane. To było ważne, bo przecież poprzednie spotkanie z tym kimś nie zakończyło się najlepiej, musiała więc mieć pewność, że na następne Ambroise wyruszy odpowiednio przygotowany.
- Najwyraźniej znowu wracamy do punktu wyjścia. - Pokiwała głową, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Tak, nicniemusizm od zawsze im towarzyszył, bardzo często sięgali po argumenty tego pokroju. Powinna była się spodziewać, że złapie ją za słówko. - Jeśli chcesz... to zmienia postać rzeczy. - Nie chciała, aby czuł, że jest jej to winien. Nie powinno mu towarzyszyć to dziwne, niezdrowe poczucie, że musi jej coś wynagradzać. Jeśli jednak faktycznie chciał to zrobić, to zmieniało postać rzeczy, wtedy nie miała nic przeciwko takiemu wyjściu.
Naburmuszyła się nieco, teatralnie, kiedy nazwał ją osłem, bo ta rola była już zajęta, od dawna... Nie pownien teraz jej odwracać. Chcąc nie chcąc Ambroise został nim już jakis czas temu.
- Pomyślę o tym, w sensie, jeśli faktycznie masz chęć, to kiedyś zabiorę cię ze sobą. - Oczywiście nie miała na myśli tych pierdołowatych zleceń, co to to nie, zdecydowanie coś bardziej spektakularnego, wtedy będzie mogła zabrać Ambroisa ze sobą. Właściwie posiadanie własnego medyka miało ogromne plusy, nie mówiła jednak jeszcze nigdy na głos o tym, jak to dobrze było mieć takiego utalentowanego chłopaka. Prywatny uzdrowiciel... mało kto miał tyle szczęścia.
- Na to liczę. - Tak, zdecydowanie chciałaby zobaczyć, co jeszcze miał jej do zaoferowania, chociaż miała świadomość, że ten moment nie był zbyt odpowiedni. Nie byli w najlepszej formie i ona i on, więc może faktycznie dobrze, aby dzisiaj nie przesadzali ze swoją pomysłowością. Jasne, bardzo dobrze było się zbliżyć do siebie po kłótni, tyle, że dzisiaj raczej do tego nie dojdzie, a przynajmniej nie w taki sposób, jakiego pragnęłaby Yaxleyówna.
Właściwie to wspólne odpoczywanie na kanapie też nie było takim najgorszym rozwiązaniem, jak na to w jakim stanie zdrowia się znajdowali to było naprawdę chyba jedną z najlepszych, możliwych opcji, warto więc było ją docenić.
- Oby ten ktoś zapamiętał na przyszłość, że nie warto robić takich głupotek. - Tak, miała nadzieję, że Ambroise skutecznie pokaże tej osobie, że nie powinna z nim zadzierać. Nie wątpiła, że dokładnie tak będzie, Greengrass przecież nie był z pierwszej, lepszej łapanki.
- Zapamiętam na przyszłość, aby następna taka okazja nie zbiegła nam się w czasie. - Tak, sugerowała, że jeśli wróci kolejny raz do domu nieco okaleczony, czy poturbowany to z nim zostanie i raczej nie będzie powtarzała tego, co zrobiła dzisiaj. - Dziękuję, to na pewno się przyda. - Pewnie i dałaby radę zasnąć bez odpowiedniej dawki leków, tylko po co? Nie musiała się męczyć odczuwając ból, dzięki temu pewnie prześpi noc spokojniej.
Przeniosła wzrok na stół, gdzie dosyć szybko udało jej się dostrzec zieloną maść. Chwyciła ją w dłoń, nie odrywała przy tym jednak wzroku od swojego faceta, bo mimo, że nieco krzywił się gdy zsuwał z siebie koszulkę to wyglądał naprawdę nieźle, znaczy nieźle to chyba nawet za skromnie powiedziane. Widać było, że Ambroise o siebie dba, miał dosyć mocno wyrzeźbione ciało, dopiero po chwili dostrzegła na nim te siniaki, których się wczoraj dorobił.
Otworzyła maść powoli, wsadziła do środka dłoń i nabrała odpowiednią ilość na palce. - Uwaga, pewnie będzie nieprzyjemne. - Wolała go ostrzec przed momentem, w którym dotknie jego ciało. Starała się to robić jak najdelikatniej, samymi opuszkami palców, aby nie wywołać jeszcze bardziej nieprzyjemnego uczucia, chociaż miała świadomość, że samo aplikowanie tej maści może być bardzo nieprzyjemne. Dlatego też naprawdę w ogromnym skupieniu, bez pośpiechu, wręcz przeciwnie, kremowała jego obrażenia.
Kiedy skończyła odstawiła słoiczek na stół, sama zaś postanowiła się ponownie położyć, tym razem jednak zrobiła to tak, aby jej głowa znalazła się na kolanach siedzącego tuż obok niej Ambroisa, który musiał odczekać aż jego maść zacznie działać.
Cóż, był to pierwszy wieczór, który spędzali w takiej formie, ale pewnie powinni się do tego przywyczaić, bo na pewno nie był on ostatnim, kiedy w tym samym czasie będą nieco poturbowani przez los.