18.10.2024, 00:39 ✶
W całym swoim zawodowym życiu nie miał zbyt wiele okazji do uczęszczania w rozmowach o pracę (deficyt uzdrowicieli z jego specjalizacją sprawiał, że właściwie większych problemów ze znalezieniem zatrudnienia nie miał), ale kiedy już do nich dochodziło, najbardziej obawiał się pytania o swoje mocne strony. Zawsze wtedy nerwowo się uśmiechał, opuszczał wzrok i dukał coś niezrozumiale o tym, jak ważni są dla niego pacjenci i jak mocno angażuje się w powierzone mu zadania. Bo co niby było w nim wartościowego? Co takiego dostrzegł w nim Rodolphus, że postanowił się do niego zbliżyć? Czyżby potrzebował sojusznika w nowej rodzinie? A może szukał nowego obiektu drwin - bo w tym akurat uważał się za dobrego. Za pionka, popychadło, tego żałosnego pajaca, z którego można się pośmiać. Bo przecież musiał istnieć ktoś taki jak Perseus Black, by inni mogli poczuć się lepiej.
— Czuję, że już w nią wpadłem — odrzekł po chwili, wpatrując się pustym wzrokiem w sufit. Solidną gładkość tynku przecinało jedno niewielkie pęknięcie; było już tam, kiedy Perseus wprowadzał się tutaj z Eunice. Początkowo chciał zostać w rodowej posiadłości na Grimmauld Place, tak jak jego rodzeństwo, jak nakazywała ich rodzinna tradycja, ale konflikty pomiędzy jego byłą żoną, a matką, stawały się nie do zniesienia. Wprawdzie nie dochodziło pomiędzy nimi do otwartych kłótni - i z perspektywy czasu żałował, że tak właśnie to nie wyglądało; przynajmniej po starciach każda odchodziłaby w swoją stronę, by ochłonąć - lecz ciągła wojna psychologiczna na wbijane sobie nawzajem szpileczki na dłuższą metę była męcząca. Kupił więc to mieszkanie, by jak najszybciej ograniczyć kontakt tych dwóch i nie było czasu, aby naprawić wszystkie mankamenty. Ostatecznie, po blisko roku spędzonym w tym miejscu, zaczynał lubić to pęknięcie. Przypominało mu jego samego; rozbitego, wadliwego. Być może to poczucie własnej bezradności sprawiało, że żywił tak wielką słabość do mugolaków; jak bowiem mógł patrzeć na nich wszystkich z góry, jeśli czuł się mniejszy nawet od tych, którzy w magicznym społeczeństwie byli najmniejsi?
Nie miał jednak czasu się nad tym zastanawiać; oto poczuł usta Rodolphusa na swoich i wszystko to, co zadręczało go przez ostatnie tygodnie przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Nieznacznie odchylił głowę do tyłu, gdy tylko smukłe palce rozpoczęły swoją wędrówkę po jego karku; zaraz też, tak jak się spodziewał, poczuł szarpnięcie za włosy. Ale nie to nieprzyjemne, które sprawia, że skalp przeszywa ból, a ciało mimowolnie się wzdryga, lecz to przyjemne wyrażenie swojej chęci posiadania - a Perseus nie miał nic przeciwko temu, by dać się posiąść. Wpił się więc w wargi drugiego mężczyzny i korzystając z tego, że uwolnił jego dłoń z uścisku, objął go; mocno, wciąż w obawie, że zaraz może się wyślizgnąć z jego objęć. Zaraz potem zsunął rękę na jego biodro i przyciągnął do siebie, dając mu tym dyskretny znak, aby usiadł na nim.
— Możesz od razu zostać na śniadanie, jeśli tylko masz ochotę — rzucił po chwili, gdy ich wargi na moment oderwały się od siebie, aby zaczerpnąć tchu. I znów go pocałował, tym razem głębiej, intensywniej, z zapalczywością samotnego człowieka, łapczywie wyciągającym ręce po coś, czego drugi raz nie może dostać. Palce błądziły po ciele Rodolphusa, wślizgiwały się pod wyjętą ze spodni koszulę i zataczały kręgi wzdłuż kręgosłupa oraz pomiędzy łopatkami, szukały guzików i ostrożnie, z wyuczoną opieszałością rozpinały jeden po drugim. Później szukały obojczyka i mostku, rozpoczynały swą wędrówkę od jabłka Adama po pas, za który raz zaczepnie założył paliczek wskazującego palca, ale zaraz się wycofał. Jeszcze nie czas, choć zdawało mu się, że cała krew spłynęła w dół brzucha, a przed oczami zatańczyły mroczki z pożądania. Ale nie chodziło o samo zaspokojenie chuci w całej jej atawistycznej otoczce. Sposób, w jaki patrzył na Rodolphusa nie pozostawiał wątpliwości, że za każdym jego gestem kryje się coś więcej; uwielbienie błyszczące w obsydianie oczu, jakby miał przed sobą bożka, a nie istotę z krwi i kości.
— Czuję, że już w nią wpadłem — odrzekł po chwili, wpatrując się pustym wzrokiem w sufit. Solidną gładkość tynku przecinało jedno niewielkie pęknięcie; było już tam, kiedy Perseus wprowadzał się tutaj z Eunice. Początkowo chciał zostać w rodowej posiadłości na Grimmauld Place, tak jak jego rodzeństwo, jak nakazywała ich rodzinna tradycja, ale konflikty pomiędzy jego byłą żoną, a matką, stawały się nie do zniesienia. Wprawdzie nie dochodziło pomiędzy nimi do otwartych kłótni - i z perspektywy czasu żałował, że tak właśnie to nie wyglądało; przynajmniej po starciach każda odchodziłaby w swoją stronę, by ochłonąć - lecz ciągła wojna psychologiczna na wbijane sobie nawzajem szpileczki na dłuższą metę była męcząca. Kupił więc to mieszkanie, by jak najszybciej ograniczyć kontakt tych dwóch i nie było czasu, aby naprawić wszystkie mankamenty. Ostatecznie, po blisko roku spędzonym w tym miejscu, zaczynał lubić to pęknięcie. Przypominało mu jego samego; rozbitego, wadliwego. Być może to poczucie własnej bezradności sprawiało, że żywił tak wielką słabość do mugolaków; jak bowiem mógł patrzeć na nich wszystkich z góry, jeśli czuł się mniejszy nawet od tych, którzy w magicznym społeczeństwie byli najmniejsi?
Nie miał jednak czasu się nad tym zastanawiać; oto poczuł usta Rodolphusa na swoich i wszystko to, co zadręczało go przez ostatnie tygodnie przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Nieznacznie odchylił głowę do tyłu, gdy tylko smukłe palce rozpoczęły swoją wędrówkę po jego karku; zaraz też, tak jak się spodziewał, poczuł szarpnięcie za włosy. Ale nie to nieprzyjemne, które sprawia, że skalp przeszywa ból, a ciało mimowolnie się wzdryga, lecz to przyjemne wyrażenie swojej chęci posiadania - a Perseus nie miał nic przeciwko temu, by dać się posiąść. Wpił się więc w wargi drugiego mężczyzny i korzystając z tego, że uwolnił jego dłoń z uścisku, objął go; mocno, wciąż w obawie, że zaraz może się wyślizgnąć z jego objęć. Zaraz potem zsunął rękę na jego biodro i przyciągnął do siebie, dając mu tym dyskretny znak, aby usiadł na nim.
— Możesz od razu zostać na śniadanie, jeśli tylko masz ochotę — rzucił po chwili, gdy ich wargi na moment oderwały się od siebie, aby zaczerpnąć tchu. I znów go pocałował, tym razem głębiej, intensywniej, z zapalczywością samotnego człowieka, łapczywie wyciągającym ręce po coś, czego drugi raz nie może dostać. Palce błądziły po ciele Rodolphusa, wślizgiwały się pod wyjętą ze spodni koszulę i zataczały kręgi wzdłuż kręgosłupa oraz pomiędzy łopatkami, szukały guzików i ostrożnie, z wyuczoną opieszałością rozpinały jeden po drugim. Później szukały obojczyka i mostku, rozpoczynały swą wędrówkę od jabłka Adama po pas, za który raz zaczepnie założył paliczek wskazującego palca, ale zaraz się wycofał. Jeszcze nie czas, choć zdawało mu się, że cała krew spłynęła w dół brzucha, a przed oczami zatańczyły mroczki z pożądania. Ale nie chodziło o samo zaspokojenie chuci w całej jej atawistycznej otoczce. Sposób, w jaki patrzył na Rodolphusa nie pozostawiał wątpliwości, że za każdym jego gestem kryje się coś więcej; uwielbienie błyszczące w obsydianie oczu, jakby miał przed sobą bożka, a nie istotę z krwi i kości.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory