Podstawowym problemem wszelkich obserwacji prowadzonych przez transparentną tubę, była ziemia, która ją wypełniała i niemal całkowicie uniemożliwiała widok rośliny. Nie było widać charakterystycznej bulwy, ani spodziewanych liści, a jedynie na przestrzeni niecałego metra, gruby jak przedramię, przylegający do ścianki naczynia, pozornie gładki korzeń (gdyż pan Lupin zwrócił uwagę na posiadane przezeń haczyki), lub kłącze (choć nie jest to właściwe do rozmnażania tego gatunku). Z opisu pana Selwyna wynikało, że najprawdopodobniej jest to jedna z wici, choć pani Abbott zaprzeczyła, aby roślina takowe posiadała w chwili przyjęcia jej do Towarzystwa. Od tego czasu minęło jednak trochę, więc z powodzeniem okaz mógł wypuścić nowe wici.
Tymczasem szefowa organizacji wyraźnie nie była zadowolona z przebiegu dyskusji. Jej twarz ściągnęła się, usta zacisnęły w cienką linię, a cała postawa stężała.
– Cóż, jeśli ktoś jeszcze ma niedostateczny poziom wiedzy, co wyklucza możliwość przejścia do fizycznych badań nad rośliną, pragnę przypomnieć, że udział w tym badaniu jest jak najbardziej dobrowolny, traktowany przeze mnie od samego początku, jako wyróżnienie, a nie obowiązkowa praca. To jest właśnie ten moment, żeby osoby, które uważają, że to nie jest odpowiednie miejsce dla nich, opuściły salę badawczą. – w tym miejscu umilkła, niczym surowa nauczycielka, pozostawiając przestrzeń na opuszczenie pokoju.
Dopiero po minucie, podjęła dalej:
– Miałam możliwość oglądać ten egzemplarz, kiedy został tu przywieziony i brać udział w umieszczeniu go w tym utrzymywanym magią naczyniu. To jest pustynna mandragora, która została w jakiś sposób zmutowana: co wpłynęło na jej rozmiar pięciokrotnie, powinna liczyć sobie obecnie około 5 stóp. Mutacja mogła wpłynąć na zaistnienie wici, jako nowego środka ochronnego oraz...w co ciężko mi uwierzyć, ale teraz już rozumiem ten złoty kaganiec: paszczy. Jak została zmieniona struktura magiczna mandragory: tego możemy dojść po pobraniu próbki i porównaniu jej z innymi pustynnymi, ale też ze zbieranymi wynaturzonymi okazami z całego kraju, bo jak przecież doskonale wiecie roślinność Wielkiej Brytanii zachowuje się co najmniej dziwnie. Nie wykluczam ingerencji człowieka, ale najpierw należy wykluczyć anomalie, która czasowo zbiega się z zaistnieniem tego egzemplarza. Tego zapachu – tu zwróciła się do Victorii – nie było wcześniej, roślina została oczyszczona ze zgniłych szczątków przesyłki, była dotykana podczas tego czyszczenia, sprawdzana pod kątem ewentualnych klątw. Jeśli ktoś z Was boi się, że kontakt z powierzchnią bulwy może mu zaszkodzić... zalecam rękawice ochronne i przypominam, że nasi dzielni urzędnicy nie zostali pozbawieni wszystkich swoich sił witalnych. – Mówiła spokojnie, rzeczowo, ale jej początkowy entuzjazm mocno przygasł. – Byłabym ostrożna w szafowaniu wyrokiem wobec tego istnienia. Możliwe, że to też forma ochrony. Mimikra, którą przyjęła do odstraszania potencjalnych agresorów. Na razie cały czas nie mamy faktów – uśmiechnęła się, choć ów uśmiech nie sięgnął oczu.
– Dobrze więc, będę bardziej precyzyjna szanowne czarownice, szanowni magowie. Zbieram pomysły, jak chcecie zmierzyć, ocenić właściwości, pobrać próbki tej rośliny. Proszę nie pozwólcie mi stracić wiary w młode pokolenie badaczy, które najchętniej obunkrowało by się za szybami i runami a wszelki kontakt z rośliną ograniczyło do lewitującego translokacją szalenie precyzyjnego skalpela. Za moich czasów już każdy biegłby do swojego stanowiska pracy i zatapiał się w eksperymentowaniu z sokami tego cuda – dodała nieco nostalgicznie, wytracając niedawne napięcie. W zachowaniu.
Uruquat tymczasem nie patrzył na nią, ignorował ciskane w niego gromu. Przypatrywał się widocznemu fragmentowi, szczególnie po tym jak Selwyn opowiedział o paraliżu jednego z urzędników, a Cameron wspomniał o haczykach. Mężczyzna miał dziwny wyraz twarzy. Coś pomiędzy chytrością, a facynacją.
– M...możemy, nie musimy w sumie rozpraszać całej tuby. Jeśli ta wić ma działania podobne do krzyku Mandragory, próbki z niej można pobrać już teraz, zobaczyć czy da się wyciągnąć z tego ekstrakt o tych samych, albo mocniejszych właściwościach... – zasugerował.
Tymczasem szefowa organizacji wyraźnie nie była zadowolona z przebiegu dyskusji. Jej twarz ściągnęła się, usta zacisnęły w cienką linię, a cała postawa stężała.
– Cóż, jeśli ktoś jeszcze ma niedostateczny poziom wiedzy, co wyklucza możliwość przejścia do fizycznych badań nad rośliną, pragnę przypomnieć, że udział w tym badaniu jest jak najbardziej dobrowolny, traktowany przeze mnie od samego początku, jako wyróżnienie, a nie obowiązkowa praca. To jest właśnie ten moment, żeby osoby, które uważają, że to nie jest odpowiednie miejsce dla nich, opuściły salę badawczą. – w tym miejscu umilkła, niczym surowa nauczycielka, pozostawiając przestrzeń na opuszczenie pokoju.
Dopiero po minucie, podjęła dalej:
– Miałam możliwość oglądać ten egzemplarz, kiedy został tu przywieziony i brać udział w umieszczeniu go w tym utrzymywanym magią naczyniu. To jest pustynna mandragora, która została w jakiś sposób zmutowana: co wpłynęło na jej rozmiar pięciokrotnie, powinna liczyć sobie obecnie około 5 stóp. Mutacja mogła wpłynąć na zaistnienie wici, jako nowego środka ochronnego oraz...w co ciężko mi uwierzyć, ale teraz już rozumiem ten złoty kaganiec: paszczy. Jak została zmieniona struktura magiczna mandragory: tego możemy dojść po pobraniu próbki i porównaniu jej z innymi pustynnymi, ale też ze zbieranymi wynaturzonymi okazami z całego kraju, bo jak przecież doskonale wiecie roślinność Wielkiej Brytanii zachowuje się co najmniej dziwnie. Nie wykluczam ingerencji człowieka, ale najpierw należy wykluczyć anomalie, która czasowo zbiega się z zaistnieniem tego egzemplarza. Tego zapachu – tu zwróciła się do Victorii – nie było wcześniej, roślina została oczyszczona ze zgniłych szczątków przesyłki, była dotykana podczas tego czyszczenia, sprawdzana pod kątem ewentualnych klątw. Jeśli ktoś z Was boi się, że kontakt z powierzchnią bulwy może mu zaszkodzić... zalecam rękawice ochronne i przypominam, że nasi dzielni urzędnicy nie zostali pozbawieni wszystkich swoich sił witalnych. – Mówiła spokojnie, rzeczowo, ale jej początkowy entuzjazm mocno przygasł. – Byłabym ostrożna w szafowaniu wyrokiem wobec tego istnienia. Możliwe, że to też forma ochrony. Mimikra, którą przyjęła do odstraszania potencjalnych agresorów. Na razie cały czas nie mamy faktów – uśmiechnęła się, choć ów uśmiech nie sięgnął oczu.
– Dobrze więc, będę bardziej precyzyjna szanowne czarownice, szanowni magowie. Zbieram pomysły, jak chcecie zmierzyć, ocenić właściwości, pobrać próbki tej rośliny. Proszę nie pozwólcie mi stracić wiary w młode pokolenie badaczy, które najchętniej obunkrowało by się za szybami i runami a wszelki kontakt z rośliną ograniczyło do lewitującego translokacją szalenie precyzyjnego skalpela. Za moich czasów już każdy biegłby do swojego stanowiska pracy i zatapiał się w eksperymentowaniu z sokami tego cuda – dodała nieco nostalgicznie, wytracając niedawne napięcie. W zachowaniu.
Uruquat tymczasem nie patrzył na nią, ignorował ciskane w niego gromu. Przypatrywał się widocznemu fragmentowi, szczególnie po tym jak Selwyn opowiedział o paraliżu jednego z urzędników, a Cameron wspomniał o haczykach. Mężczyzna miał dziwny wyraz twarzy. Coś pomiędzy chytrością, a facynacją.
– M...możemy, nie musimy w sumie rozpraszać całej tuby. Jeśli ta wić ma działania podobne do krzyku Mandragory, próbki z niej można pobrać już teraz, zobaczyć czy da się wyciągnąć z tego ekstrakt o tych samych, albo mocniejszych właściwościach... – zasugerował.
Tura trwa do 21.10, godz. 23:59
Selwyn