19.01.2023, 22:06 ✶
Florence nawet nie zwróciła uwagi na to, że Patrick wyciągnął notatnik. A raczej nie było to coś, co mogłoby przyciągnąć specjalnie jej spojrzenie, bo właściwie od zawsze gdy myślała o Stewardzie, widziała go z ołówkiem i jakąś kartką albo dziennikiem w ręku. Pod tym względem on i Kornelia dobrali się jak w korcu maku. Zupełnie nie przeszkadzało jej więc, że i tym razem chciał czymś zająć ręce. Rysowanie Florence zaś nie było specjalnie trudne, bo siedziała spokojnie, niemal się nie ruszając, a gdy już wykonywała jakieś ruchy, były raczej oszczędne.
Nie naciskała na rozmowę, czekając również aż pojawi się przed nimi zamówienie. Herbata, na razie jeszcze zbyt gorąca, żeby się jej napić, faktycznie pachniała wspaniale.
- Przynajmniej po części – przyznała, gdy wysłuchała, co miał do powiedzenia. Przemknęło jej przez głowę, że zamordowana kobieta przeliczyła się z własnymi siłami, ale nawet jeżeli kogoś szantażowała, Florence nie potrafiła powiedzieć, że dostała to, na co zasłużyła.
A był jeszcze chłopiec. Biedny dzieciak, który nie tylko stracił matkę, ale został też gdzieś wywieziony.
- Jeżeli ich ostrzeżesz, że to wyjdzie na jaw, możesz wpaść w kłopoty? Albo przeszkadzaliby w śledztwie? – spytała. Bo mając tę wiedzę, którą miała… nawet przez sekundę nie pomyślała, że mogłoby to dotyczyć Patricka.
I choćby przez ułamek sekundy nie przyszło jej do głowy, że Steward mógłby rozważać porzucenie tej sprawy. Pewnie gdyby domyśliła się, że ta niewinna osoba to jego krewny, że on sam ucierpi, też nie potrafiłaby go o coś takiego podejrzewać. Zawsze postrzegała go jako "porządnego gościa". Tego normalnego, dobrego chłopaka, którego wszyscy lubią, ale który zarazem nie rzuca się najczęściej w oczy.
- Przykro mi, że masz taki problem. Ale cokolwiek się stanie, nie ty za to odpowiadasz. Chodzi w końcu nie tylko o ukaranie morderców, ale też o życie niewinnego dziecka – dodała Florence, dłonie oplatając wokół filiżanki. Mogła zrozumieć dylemat, przynajmniej częściowo, choć nie zdawała sobie sprawy z jego pełnej powagi.
Nie naciskała na rozmowę, czekając również aż pojawi się przed nimi zamówienie. Herbata, na razie jeszcze zbyt gorąca, żeby się jej napić, faktycznie pachniała wspaniale.
- Przynajmniej po części – przyznała, gdy wysłuchała, co miał do powiedzenia. Przemknęło jej przez głowę, że zamordowana kobieta przeliczyła się z własnymi siłami, ale nawet jeżeli kogoś szantażowała, Florence nie potrafiła powiedzieć, że dostała to, na co zasłużyła.
A był jeszcze chłopiec. Biedny dzieciak, który nie tylko stracił matkę, ale został też gdzieś wywieziony.
- Jeżeli ich ostrzeżesz, że to wyjdzie na jaw, możesz wpaść w kłopoty? Albo przeszkadzaliby w śledztwie? – spytała. Bo mając tę wiedzę, którą miała… nawet przez sekundę nie pomyślała, że mogłoby to dotyczyć Patricka.
I choćby przez ułamek sekundy nie przyszło jej do głowy, że Steward mógłby rozważać porzucenie tej sprawy. Pewnie gdyby domyśliła się, że ta niewinna osoba to jego krewny, że on sam ucierpi, też nie potrafiłaby go o coś takiego podejrzewać. Zawsze postrzegała go jako "porządnego gościa". Tego normalnego, dobrego chłopaka, którego wszyscy lubią, ale który zarazem nie rzuca się najczęściej w oczy.
- Przykro mi, że masz taki problem. Ale cokolwiek się stanie, nie ty za to odpowiadasz. Chodzi w końcu nie tylko o ukaranie morderców, ale też o życie niewinnego dziecka – dodała Florence, dłonie oplatając wokół filiżanki. Mogła zrozumieć dylemat, przynajmniej częściowo, choć nie zdawała sobie sprawy z jego pełnej powagi.