Rozmawiam z panem Bletcheyem i bratem
- Może to jest lepsza metoda. - Miała nadzieję, że faktycznie zauważy, że mrugnęła dwa razy, bo z tym to też mogło być bardzo różnie. Nie byl to jednak moment, w którym powinna się przjemować takimi rzeczami.
- Tak, niby czasem się tak zdarza, ale nie wiem, czy wierzę w aż takie zbiegi okoliczności, tym bardziej, że wuja tutaj nie ma, a miał być, coś mu się przytrafiło, nie do końca wiem co, bo nie napisał mi szczegółów w liście. - Na pewno będzie musiała odwiedzić ojca chrzestnego, bo trochę się o niego zaniepokoiła.
- Na pewno nie omieszkam mu tego przekazać. - Oczywiście, ze zamierzała wspomnieć o wszystkim swojemu ojcu chrzestnemu, może on będzie kojarzył o kim mówi, właściwie skoro znał tak wiele osób z śmieranki towarzyskiej to na pewno wiedział, że istnieje ktoś do niego podobny, może to było miejsce od których powinna zacząć szukac informacji.
Szukała wzrokiem Morpheusa, skoro Jessie zwrócił uwagę na to, że coś się z nim dzieje. Faktycznie powinni do niego podejść, tyle, że nim zdążyła się na to zgodzić, to pojawił się przed nimi zupełnie znikąd jej szef, w sumie to szef wszystkich szefów.
Kelly posłała mężczyźnie jeden ze swoich najbardziej uroczych uśmiechów i zatrzepotała uroczo rzęsami. Cieszyła się, że docenił jej talent, to zawsze było miłe. - Cieszę się, że spodobał się panu mój występ. - Nie spodziewała się, że postanowi z nią rozmawiać, bo przecież była tylko nic nie znaczącą stażystką, jak widać się myliła. - Zakup fortepianu to bardzo dobry pomysł, obawiam się jednak, że mógłby mnie odrywać od tej prawdziwej pracy. - Wbrew pozorom to ona miała dla niej większe znaczenie od tych muzycznych zainteresowań. - To bardziej dodatkowe zainteresowanie, wie pan jak to jest, dobrze jest mieć coś, czym można się zająć po pracy, w czasie wolnym. - Postanowiła mu powiedzieć jak ona to widzi. Nigdy nie uważała muzyki za zajęcie, którym mogłaby zajmować się zawodowo, zresztą matka na pewno powiedziałaby, że muzyk to nie zawód i, że nie jest to prawdziwa praca.