18.10.2024, 14:30 ✶
Być może tego było już dla niego za wiele - być może nie kochał brata tak, jak matki. Być może ostatnie uczucia, które co prawda zepchnął gdzieś na samo dno swojego jestestwa, nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego, lecz teraz... Teraz to wszystko nie miało znaczenia. Widział w oddali utworzony kopiec i dwie sylwetki, które stały na samej górze. I pewnie podążyłby po tej ścieżce usłanej trupami w ich kierunku, być może starałby się jakoś ukryć, być może... Być może. Za dużo tu było być może, za dużo tu było emocji. Wściekłość, która przesłoniła jego zdolność logicznego myślenia, zaczęła słabnąć. Słabła coraz bardziej i bardziej, wypierana przez rozpacz.
Dotychczas robił wszystko, by oszczędzić matce bólu. Ukrywał przed nią większość swoich poczynań, starał się chronić ją przed tym, co miało nadejść. Czy zawiódł? Chyba tak. Zawodził samego siebie, zawodził osoby w swoim otoczeniu, zawodził najbliższych. Chciał przeć dalej, ale nie potrafił. W chwili, gdy jego wzrok ponownie natrafił na martwą matkę, Rodolphus osunął się na kolana i wyciągnął ku niej rękę. Chciał zgarnąć ciało, którym była przyciśnięta. Nie zasługiwała na to, nie ona. Nie Rabastan, nie ktokolwiek. Gdzie był jego ojciec? Ojciec, który tak dbał o to, by ich rodzina była pełna, cała i spójna? I, przede wszystkim, bezpieczna?
- Pomyśl, że to sen - wyszeptał dewizę, która nie należała do jego rodu, ale była cholernie adekwatna do tego, co się tu działo. Chciał dotknąć matczynego policzka, przegonić wstrętne owady, bezczeszczące zwłoki, sprawdzić czy to, co widział, było realne. Sam mówił wielu osobom, że żyli w koszmarze, z którego musieli się obudzić. - Koszmar, z którego wszyscy się obudzimy.
Powtórzył na głos to, co mówił Charlesowi nie tak dawno temu. Karmił się złudną nadzieją, czując że misternie tkana pajęcza sieć, której był autorem, zaczyna się zrywać. Czy był w stanie oszukać własny umysł tak, jak oszukiwał umysły innych? Drżącą dłonią uniósł różdżkę.
- To sen, to musi być sen - jebać sylwetki na dziwnej, bielonej górze. Musiał spróbować. Rzucił zaklęcie rozpraszające, modląc się, by to wszystko okazało się snem. Wściekłość gotowała się gdzieś na dole, w każdej chwili mogła wybuchnąć. Ale jeszcze nie teraz. Musiał się upewnić. Przecież był Niewymownym - doskonale wiedział, że mózg potrafi zostać omamiony. Iluzją, zaklęciami, czymkolwiek. To była chyba jego ostatnia próba poznania rzeczywistości przed gwałtownym wybuchem.
Rzut na rozproszenie
Dotychczas robił wszystko, by oszczędzić matce bólu. Ukrywał przed nią większość swoich poczynań, starał się chronić ją przed tym, co miało nadejść. Czy zawiódł? Chyba tak. Zawodził samego siebie, zawodził osoby w swoim otoczeniu, zawodził najbliższych. Chciał przeć dalej, ale nie potrafił. W chwili, gdy jego wzrok ponownie natrafił na martwą matkę, Rodolphus osunął się na kolana i wyciągnął ku niej rękę. Chciał zgarnąć ciało, którym była przyciśnięta. Nie zasługiwała na to, nie ona. Nie Rabastan, nie ktokolwiek. Gdzie był jego ojciec? Ojciec, który tak dbał o to, by ich rodzina była pełna, cała i spójna? I, przede wszystkim, bezpieczna?
- Pomyśl, że to sen - wyszeptał dewizę, która nie należała do jego rodu, ale była cholernie adekwatna do tego, co się tu działo. Chciał dotknąć matczynego policzka, przegonić wstrętne owady, bezczeszczące zwłoki, sprawdzić czy to, co widział, było realne. Sam mówił wielu osobom, że żyli w koszmarze, z którego musieli się obudzić. - Koszmar, z którego wszyscy się obudzimy.
Powtórzył na głos to, co mówił Charlesowi nie tak dawno temu. Karmił się złudną nadzieją, czując że misternie tkana pajęcza sieć, której był autorem, zaczyna się zrywać. Czy był w stanie oszukać własny umysł tak, jak oszukiwał umysły innych? Drżącą dłonią uniósł różdżkę.
- To sen, to musi być sen - jebać sylwetki na dziwnej, bielonej górze. Musiał spróbować. Rzucił zaklęcie rozpraszające, modląc się, by to wszystko okazało się snem. Wściekłość gotowała się gdzieś na dole, w każdej chwili mogła wybuchnąć. Ale jeszcze nie teraz. Musiał się upewnić. Przecież był Niewymownym - doskonale wiedział, że mózg potrafi zostać omamiony. Iluzją, zaklęciami, czymkolwiek. To była chyba jego ostatnia próba poznania rzeczywistości przed gwałtownym wybuchem.
Rzut na rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 99
Sukces!
Sukces!