18.10.2024, 17:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2024, 21:41 przez Anthony Shafiq.)
Jonathanowi nie odmawiało się z dwóch powodów.
Po pierwsze, Jonathan rzadko o cokolwiek prosił, bo był przekonany, że ze wszystkim poradzi sobie doskonale sam i na cóż było wyprowadzać go z tego błędu?
Po drugie, był w stanie rozpoznać Jonathana na misji ratunkowej i to właśnie był ten przypadek. Nic i nikt nie byłoby w stanie przekonać Selwyna, że to zły pomysł, że Shafiq potrzebuje może jeszcze jednego kieliszka więcej, lektury i świętego spokoju. Nic nie przekonałoby Selwyna, że Anthony'emu łatwiej było uciec w prace, w badania, które nagle, mimo wszystko nabrało rumieńców, gdy okazało się, że ćwiczenia i medytacje wzmagają jego zdolność do rozpoznawania i rozpraszania splotu. Nic nie przekonałoby go, bo on wiedział lepiej.
Wiedział, że szukanie kotków w pieprzonej Dolinie Godryka poprawi Anthony'emu nastrój.
CZEMU TO MUSI BYĆ AKURAT TUTAJ?! - umysł krzyczał, kiedy powłoka pozostała niewzruszona. Wysoki, szczupły i blady mężczyzna (idealnie, prosto po wyjściu od Potterów) stał obok jak zawsze czarującego Selwyna i w milczeniu przyjmował to fantastyczne zlecenie. Jego czarny frak leżał idealnie, czarny na znak dojmującej żałobie po straconej szansie. Jego czarne okrągłe okulary leżały idealnie na nosie, ukrywając rozpacz, która czaiła się pod szarymi tarczami melancholijnych tęczówek.
Nienawidził tego miejsca.
Nienawidził odrzucenia, którym go doświadczono.
Nienawidził Jonathana, za to, że nie był nim.
Był przekonany, gdzieś, głęboko w duchu, że byłby w stanie pokierować ich relacją w odpowiedni sposób aby...
Nie. Strzepnął tą myśl, zbyt szanując może nie swoje uczucia, ale swojego przyjaciela, by w jakikolwiek sposób podchodzić do niego jako do substytutu niespełnionej miłości. Trudno. Będzie żył i umrze samotny. Tak jak było, tak jest i będzie.
– Ach, wybornie. Może poszukuje swojej... lady? – zapytał.
Po pierwsze, Jonathan rzadko o cokolwiek prosił, bo był przekonany, że ze wszystkim poradzi sobie doskonale sam i na cóż było wyprowadzać go z tego błędu?
Po drugie, był w stanie rozpoznać Jonathana na misji ratunkowej i to właśnie był ten przypadek. Nic i nikt nie byłoby w stanie przekonać Selwyna, że to zły pomysł, że Shafiq potrzebuje może jeszcze jednego kieliszka więcej, lektury i świętego spokoju. Nic nie przekonałoby Selwyna, że Anthony'emu łatwiej było uciec w prace, w badania, które nagle, mimo wszystko nabrało rumieńców, gdy okazało się, że ćwiczenia i medytacje wzmagają jego zdolność do rozpoznawania i rozpraszania splotu. Nic nie przekonałoby go, bo on wiedział lepiej.
Wiedział, że szukanie kotków w pieprzonej Dolinie Godryka poprawi Anthony'emu nastrój.
CZEMU TO MUSI BYĆ AKURAT TUTAJ?! - umysł krzyczał, kiedy powłoka pozostała niewzruszona. Wysoki, szczupły i blady mężczyzna (idealnie, prosto po wyjściu od Potterów) stał obok jak zawsze czarującego Selwyna i w milczeniu przyjmował to fantastyczne zlecenie. Jego czarny frak leżał idealnie, czarny na znak dojmującej żałobie po straconej szansie. Jego czarne okrągłe okulary leżały idealnie na nosie, ukrywając rozpacz, która czaiła się pod szarymi tarczami melancholijnych tęczówek.
Nienawidził tego miejsca.
Nienawidził odrzucenia, którym go doświadczono.
Nienawidził Jonathana, za to, że nie był nim.
Był przekonany, gdzieś, głęboko w duchu, że byłby w stanie pokierować ich relacją w odpowiedni sposób aby...
Nie. Strzepnął tą myśl, zbyt szanując może nie swoje uczucia, ale swojego przyjaciela, by w jakikolwiek sposób podchodzić do niego jako do substytutu niespełnionej miłości. Trudno. Będzie żył i umrze samotny. Tak jak było, tak jest i będzie.
– Ach, wybornie. Może poszukuje swojej... lady? – zapytał.