• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
lato 1972 // kołysanka dębów

lato 1972 // kołysanka dębów
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#5
18.10.2024, 22:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2024, 22:14 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)  
Cisza, w której kroczyli w kierunku lasu mogła być przytłaczająca, jednakże zagłuszanie jej czczym gadaniem nie byłoby na miejscu. Nie chodziło nawet o szacunek do Kniei, która wzywała ich do siebie. W tym orszaku brakowało podniosłości, choć dla kogoś z zewnątrz z pewnością mogliby przypominać kondukt pogrzebowy - tyle, że bez trumny.
Miał nadzieję, że obejdą się bez tego elementu, wracając w dokładnie tym samym składzie, jeśli nie postanowią okroić go wcześniej, bo co do jednej osoby Ambroise miał mieszane uczucia. Tym bardziej, że jak dotąd nie padły między nimi żadne słowa, nie przedstawili się sobie i choć Greengrass znał tego człowieka z siostrzanych opowieści, sam nie okazywał entuzjazmu zbliżonego do tego u Roselyn, która tak ochoczo (jeśli w ogóle dało się użyć tego słowa w kontekście ich wyprawy) ściskała dłoń odzyskanego przyjaciela.
Tak. Być może miejsce, w którym się zatrzymali było bezpiecznie, ale dalsze kroki już nie miały nieść tej pewności. Musieli podejmować rozważne, świadome decyzje. Jedną z nich było to, czy mogli sobie wzajemnie ufać.
- Roo, um - odezwał się cicho, niemalże porozumiewawczym połączeniem burknięcia przez wargi a szeptem, zezując w kierunku mężczyzny, którego trzymała za rękę. - Czy na pewno uważasz, że to dobry pomysł? - Spytał w sposób nie pozostawiający możliwości, by nie zrozumiała całego przekazu, który pewnie padłby z ust Ambroisa, gdyby nie wyjątkowe okoliczności.
Zazwyczaj nie miał najmniejszego problemu z tym, aby mówić to, co myśli. Wręcz przeciwnie - był bezpardonowo szczery, szczególnie w obliczu potencjalnego zagrożenia. W swojej karierze podejmował się wielu zleceń, podczas których musiał dopuszczać do siebie możliwość współpracy z nawet najbardziej specyficznymi ludźmi. Za każdym razem starał się dokonać wstępnej oceny sytuacji i selekcji czarodziejów, dzieląc ich na tych, którym mógł ufać mniej lub bardziej. Z reguły nikomu nie ufał całkowicie, ale czasami szczególnym jednostkom przyglądał się ze szczególną uwagą.
- Bo twój leśny przyjaciel wydaje się być na pograniczu całkowitego odklejenia od rzeczywistości, a to nie jest odpowiednia pora, żeby zrzucać sobie dodatkową odpowiedzialność za czyjeś życie... ...lub za nasze, jeśli postanowi stracić rozsądek w najgorszym możliwym momencie - to nie padło z jego ust; nie musiało, bo siostra doskonale go znała, wystarczyła mikroekspresja, która pojawiła się na twarzy Greengrassa, zanim mężczyzna znowu się odezwał.
- Jeśli nie czujesz się na siłach, możesz się jeszcze wycofać - odezwał się cicho, ale bardzo poważnie, wręcz stanowczo zaznaczając swoje stanowisko - to nie miała być czysta przyjemność, należało mierzyć siły na zamiary.
Tym razem skierował zarówno wzrok, jak i słowa w stronę człowieka, którego podświadomie uznał za tego mitycznego przyjaciela siostry. No cóż. Nie znali się. Okoliczności nie sprzyjały towarzyskim integracjom, więc Ambroise przyjął wobec niego raczej nieufną, pełną powątpiewania postawę. To mogło ulec zmianie. Rzecz jasna wszystko mogło się wydarzyć, ale w tym momencie czuł się nieswojo z myślą o oddaniu części kontroli nad sytuacją komuś, kto nie wyglądał najstabilniej.
Rzecz jasna, gdyby Ambroise przyjrzał się sobie w tej chwili i w ogóle dopuścił do siebie taką myśl, sam również nie wyglądał najbardziej godnie w tej swojej widmowej odsłonie. Ponurej, sztywnej, bladej i pełnej napięcia wynikającego z tego, co tego wieczoru odczuwał jeszcze mocniej niż wcześniej. Sam sobie mógłby się wydać upiorny, może nawet niespełna rozumu, ale zazwyczaj nie miał aż takiej skłonności do introspekcji.
W tym wypadku wykazywał się bezkrytyczną hipokryzją, ale nie znał tego człowieka - to nie był najlepszy moment na poznawanie go od jakiejkolwiek strony. Potrzebował więc przesłanek do tego, aby wejść z nim wgłąb lasu. Bez tego ani rusz.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (3755), Eutierria (325), Pan Losu (198), Roselyn Greengrass (1876), Samuel McGonagall (1536)




Wiadomości w tym wątku
lato 1972 // kołysanka dębów - przez Eutierria - 07.10.2024, 01:52
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 01:17
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Roselyn Greengrass - 18.10.2024, 14:51
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Samuel McGonagall - 18.10.2024, 21:15
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 22:10
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Roselyn Greengrass - 20.10.2024, 11:02
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Samuel McGonagall - 22.10.2024, 17:45
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 22.10.2024, 19:00
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Roselyn Greengrass - 24.10.2024, 17:15
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Samuel McGonagall - 28.10.2024, 07:57
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Pan Losu - 28.10.2024, 07:57
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.10.2024, 18:19
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Roselyn Greengrass - 30.10.2024, 15:23
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Samuel McGonagall - 04.11.2024, 23:09
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.11.2024, 15:57
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Roselyn Greengrass - 05.11.2024, 18:52
RE: lato 1972 // kołysanka dębów - przez Samuel McGonagall - 05.11.2024, 23:33

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa