19.10.2024, 03:38 ✶
Przyjmuje wieńce od Camille oraz Pani Burke, widzę dyskomfort Camille i to jak mija, komplementuje Panią Burkę, żegnam się i podchodzę do Beatrice i Lauretty.
Odejście hrabiego zwieńczył klauzulą czarującego uśmiechu. Ukłonił się delikatnie, gdy wieniec wysunął się z palców Camille i dotknął upiętych białymi kwiatami loków. Całość wyglądała odpowiednio teatralnie, choć sam Crouch czuł charakterystyczne omamienie otaczającym go szumem. Uwydatniające się w tle głosy gości, nieraz wypowiadających jego imię, działały nań intensywniej niż alkohol, którego, no właśnie, nie dane było mu zbytnio skosztować. Poza dwoma lampkami musującego wina, wypitymi jeszcze przed występem, nie zamoczył ust w żadnym trunku - prawdopodobnie dlatego zaczynał czuć, że robiło mu się coraz goręcej. Szumiące w głowie głosy pochwał, wraz z prześlizgującym się między koronami drzew wiatrem mąciły w głowie intensywniej od silnego alkoholu; nic dziwnego, Oleander najszybciej upajał się uwielbieniem.
Mimo odczuwanej duszności, tym razem nie umknęła mu zmiana jaka zaszła w Delacour, gdy Hrabia od nich odszedł. Zanim jeszcze państwo Burke zdążyli podejść do nich na dobre, obdarzył kobietę zaskakująco troskliwym spojrzeniem. Wcale nie takim, którego kobieta mogłaby się spodziewać od mężczyzny. Wyraz twarzy Croucha przypominał raczej minę zatroskanej koleżanki w toalecie na wystawnym przyjęciu.
- Mam nadzieję, że ten blask przyćmi wszystkie negatywniejsze odczucia - odparł dość engimatycznie, choć wydawało mu się, że również odpowiednio bezpośrednio. Jeżeli już przestawał skupiać się tylko i wyłącznie na sobie, i dostawanych od innych pochwał, wydawał się być dość spostrzegawczą osobą, zwłaszcza jeżeli chodziło o wybadanie samopoczucia innych.
- Niezmiernie do twarzy Pani w tak płomiennych uczuciach, czerwony to doprawdy idealny kolor - odparł entuzjastycznie na komplementy otrzymywanie od Pani Burke. Uśmiechnął się przymilnie do jej męża, coby wypowiedziane do niej słowa nie zostały odebrane nieodpowiednio.
- Rozczarowania nie są moją specjalnością, a pękłoby mi serce jeżeli nie zobaczyłbym Pani na kolejnym koncercie - kontynuował, korzystając też z faktu, iż mąż wydawał się zainteresowany wszystkim innym, tylko nie płomiennymi emocjami swojej żony. Przyjął kolejny wieniec, pozwalając ułożyć mu się wśród loków i złączyć z tym otrzymanym od Camille w harmonijną całość.
W tym wszystkim wyłapał również spojrzenie matki, za której bliskością zatęskniła jego dusza; dopiero co usłyszane komplementy były pięknymi kamieniami szlachetnymi w koronie, ale to uznanie Beatrice mieniło się w jego sercu barwami kohinoora.
- Państwo wybaczą, ale obiecałem swą obecność jednej, ważnej dla mnie osobie. Życzę udanej reszty wieczora i dziękuję bardzo za wszystkie miłe słowa, za wieńce... Mam nadzieję, że kolejne moje koncerty przyniosą Państwu tyle samo emocji - mrugnął doń na odchodne i łapiąc kieliszek z tacy przechodzącego kelnera, ruszył w stronę matki stojącej razem z Laurettą oraz z Fortinbrasem.
- Mamo, przyszłaś! Jak cudownie cię widzieć! - nic mu było po obecności innych ludzi, zawsze był bardzo wylewny w emocjach, co można było również zobaczyć po jego muzyce; nie próżnował w gestach i objął kobietę na krótką chwilę, zaraz przenosząc też wzrok na resztę - Wybaczcie, przeszkodziłem w rozmowie? - zapytał niewinnie i w jednym łyku pozbył się zawartości kieliszka.
Spojrzał jeszcze za siebie, chcąc sprawdzić, czy Camille na pewno odnalazła chociaż chwilę komfortu, gdyż wciąż nie wiedział, co takiego w nieznajomym Francuzie sprawiło, że była tak spięta.
Odejście hrabiego zwieńczył klauzulą czarującego uśmiechu. Ukłonił się delikatnie, gdy wieniec wysunął się z palców Camille i dotknął upiętych białymi kwiatami loków. Całość wyglądała odpowiednio teatralnie, choć sam Crouch czuł charakterystyczne omamienie otaczającym go szumem. Uwydatniające się w tle głosy gości, nieraz wypowiadających jego imię, działały nań intensywniej niż alkohol, którego, no właśnie, nie dane było mu zbytnio skosztować. Poza dwoma lampkami musującego wina, wypitymi jeszcze przed występem, nie zamoczył ust w żadnym trunku - prawdopodobnie dlatego zaczynał czuć, że robiło mu się coraz goręcej. Szumiące w głowie głosy pochwał, wraz z prześlizgującym się między koronami drzew wiatrem mąciły w głowie intensywniej od silnego alkoholu; nic dziwnego, Oleander najszybciej upajał się uwielbieniem.
Mimo odczuwanej duszności, tym razem nie umknęła mu zmiana jaka zaszła w Delacour, gdy Hrabia od nich odszedł. Zanim jeszcze państwo Burke zdążyli podejść do nich na dobre, obdarzył kobietę zaskakująco troskliwym spojrzeniem. Wcale nie takim, którego kobieta mogłaby się spodziewać od mężczyzny. Wyraz twarzy Croucha przypominał raczej minę zatroskanej koleżanki w toalecie na wystawnym przyjęciu.
- Mam nadzieję, że ten blask przyćmi wszystkie negatywniejsze odczucia - odparł dość engimatycznie, choć wydawało mu się, że również odpowiednio bezpośrednio. Jeżeli już przestawał skupiać się tylko i wyłącznie na sobie, i dostawanych od innych pochwał, wydawał się być dość spostrzegawczą osobą, zwłaszcza jeżeli chodziło o wybadanie samopoczucia innych.
- Niezmiernie do twarzy Pani w tak płomiennych uczuciach, czerwony to doprawdy idealny kolor - odparł entuzjastycznie na komplementy otrzymywanie od Pani Burke. Uśmiechnął się przymilnie do jej męża, coby wypowiedziane do niej słowa nie zostały odebrane nieodpowiednio.
- Rozczarowania nie są moją specjalnością, a pękłoby mi serce jeżeli nie zobaczyłbym Pani na kolejnym koncercie - kontynuował, korzystając też z faktu, iż mąż wydawał się zainteresowany wszystkim innym, tylko nie płomiennymi emocjami swojej żony. Przyjął kolejny wieniec, pozwalając ułożyć mu się wśród loków i złączyć z tym otrzymanym od Camille w harmonijną całość.
W tym wszystkim wyłapał również spojrzenie matki, za której bliskością zatęskniła jego dusza; dopiero co usłyszane komplementy były pięknymi kamieniami szlachetnymi w koronie, ale to uznanie Beatrice mieniło się w jego sercu barwami kohinoora.
- Państwo wybaczą, ale obiecałem swą obecność jednej, ważnej dla mnie osobie. Życzę udanej reszty wieczora i dziękuję bardzo za wszystkie miłe słowa, za wieńce... Mam nadzieję, że kolejne moje koncerty przyniosą Państwu tyle samo emocji - mrugnął doń na odchodne i łapiąc kieliszek z tacy przechodzącego kelnera, ruszył w stronę matki stojącej razem z Laurettą oraz z Fortinbrasem.
- Mamo, przyszłaś! Jak cudownie cię widzieć! - nic mu było po obecności innych ludzi, zawsze był bardzo wylewny w emocjach, co można było również zobaczyć po jego muzyce; nie próżnował w gestach i objął kobietę na krótką chwilę, zaraz przenosząc też wzrok na resztę - Wybaczcie, przeszkodziłem w rozmowie? - zapytał niewinnie i w jednym łyku pozbył się zawartości kieliszka.
Spojrzał jeszcze za siebie, chcąc sprawdzić, czy Camille na pewno odnalazła chociaż chwilę komfortu, gdyż wciąż nie wiedział, co takiego w nieznajomym Francuzie sprawiło, że była tak spięta.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦