• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise

[07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#12
19.10.2024, 12:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 15:22 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)  
W swoich ugruntowanych przekonaniach miewał takie, których nic ani nikt nie był w stanie zmienić. Jego podejście do Borginów było czymś takim, nawet jeśli raczej nie opowiadał na prawo i na lewo, z czego to wynikało. Nie czuł się zobowiązany do tego, żeby tłumaczyć swój punkt widzenia. Nienawidził tej hołoty. Nie chciał mieć z nimi nic wspólnego ponad to, co miał w tej chwili. Koniec. Kropka. Cieszył się, że Geraldine to rozumie, choć nie zapałał ulgą.
- To dobrze - odmruknął, może nawet bardziej odburknął.
Z uwagi na nastrój, w jaki wpadł, ciężko mu było do końca panować nad sposobem przekazywania informacji. Liczył się z tym.
Nigdy nie był zbyt dobry w słowach. Rzecz jasna nie miał problemu, aby wysławiać się w piękny, oczytany sposób, kiedy to było konieczne i bardzo korzystne. Wtedy zazwyczaj nie sprawiało mu trudności, żeby dać ludziom to, czego oczekiwali - o ile tylko widział w tym jakiś inny cel niż wejście im w dupę i nakarmienie przerośniętego ego.
Sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, kiedy był zirytowany w sposób, któremu nie mógł dać ujścia. Wtedy momentalnie preferował fizyczne załatwienie sprawy. Jasne. Umiał grozić i straszyć, natomiast z uwagi na to, że raczej nie rzucał słów na wiatr, robił to w ostateczności. Miał świadomość, że w zgodzie ze sobą musiałby spełnić pogróżki. Czasami siłowe rozwiązanie konfliktu natychmiast było lepszym wyborem.
Nie łudził się. Jeszcze kilka lat temu najpewniej wmieszałby się w całą sytuację dla sportu. Oczywiście, nie zrobiłby tego otwarcie. Nie stanąłby pośrodku ulicy, ale z pewnością rzuciłby kilka zaklęć w kierunku Traversa i jego bandy. Nie miałby najmniejszego problemu, aby z cienia dorzucić swoje trzy knuty, nie zwracając nawet uwagi na niehonorowość tego rozwiązania. Honor nie był niczym dobrym w przypadku zagrożenia życia i przewagi liczebnej, szczególnie tego typu elementów społecznych. Za honor się umierało.
Nie analizował tego, nie miał skłonności do introspekcji, ale tego dnia po raz kolejny postąpił zupełnie inaczej niż zrobiłby to kiedyś. Wybrał zachowawczość. Cichą defensywę zamiast ofensywy, którą szczyciłby się jeszcze jakiś czas temu. Stłumił w sobie potrzebę wyładowania frustracji. Nie musiał utrzeć nosa swoim wrogom, choć miał ku temu niemal idealną pozycję.
On sprzed czterech lat momentalnie skorzystałby z danej mu możliwości, mimowolnie pomagając słabszej ze stron, ale nie robiąc tego dla charłaków tylko dla własnej satysfakcji. Jeszcze przed niespełna dwoma laty stanąłby przed dylematem i odczuwałby pokusę. Tymczasem teraz przełknął wszystkie te uczucia, podejmując najbardziej racjonalną decyzję.
Nic im było po pochopnych czynach, jeśli to oznaczało, że nie tylko wrócą do domu jeszcze później niż planowali, lecz także podejmą ryzyko nie dla swoich interesów bądź poglądów. Nigdy nie powiedziałby, że tak się stanie, ale przywykł do wygodnej neutralności i zajmowania się wyłącznie tym, co mogło sprawić, że będą w stanie w dalszym ciągu żyć według własnych zasad. Nic ponadto. Niemalże odpuścił zbędne zlecenia, więc zdecydowanie nie miał zamiaru angażować się w coś, co nie miało przynieść żadnych korzyści.
Nawet nie było mu przykro. Ci wszyscy ludzie wiedzieli (lub powinni), na co się piszą organizując demonstrację w takim miejscu w samym środku tygodnia. Pojawienie się kogoś takiego jak Travers i reszta jego błyskotliwej, inteligentnej grupy było kwestią czasu. Prawdę mówiąc przynajmniej byli szybcy. Nie potrzebowali zbyt wiele, żeby zebrać się w stado i ruszyć na protestujących.
To był godny podziwu (tak, na swój sposób był) przejaw silnych relacji łączących nokturnskich zakapiorów. W przeciwieństwie do charłaków, którzy niemal się tratowali, usiłując uciekać z pola rażenia. Momentalnie przestając trzymać jeden front. Jak na tak piękne, szumne idee, wystarczyło żenująco niewiele, żeby każdy zaczął dbać wyłącznie o siebie. Będąc gotowym przebiec komuś po przewróconym ciele, byleby tylko wydostać się spod ostrzału zaklęć.
Czy Greengrass był tym zdziwiony? Zaskoczony? Zszokowany? Zmieszany? Poruszony? Nie był nawet zażenowany. To było coś, czego się spodziewał a może nawet bardziej - miał całkowitą pewność, że do tego dojdzie. Szczęście w nieszczęściu przedtem udało im się wydostać z tłumu, choć to nie oznaczało gwarancji bezpieczeństwa.
Musieli przeczekać pierwszą wymianę zaklęć na odległość. Do tej pory nie łudził się, że może stać się niemal wszystko. Ludzie, o których mówili byli nieprzewidywalni w najbardziej niebezpieczny i spaczony sposób. Być może to była kwestia genów, chowu wsobnego, wychowania - miał to gdzieś, nie zamierzał ich usprawiedliwiać ani szukać wyjaśnień, dlaczego postanowili wybrać przemoc w najbardziej obłąkanej postaci.
- To też jego kuzynka i siostra matki - dorzucił swoje trzy knuty, żeby przeczekać ten czas nie w kompletnym, trudnym do wytrzymania napięciu. - Daję głowę, że wymieniają się nią co drugi dzień - to było całkiem możliwe.
Tak zazwyczaj działała patologia. Szczególnie w środowiskach, w których było stosunkowo niewiele tak proaktywnych kobiet. Gauntówna najpewniej imponowała swoim kolesiom na tyle, że byli w stanie ze sobą o nią walczyć, starając się o jej wątpliwej wartości względy.
Mijając ich, Ambroise miał wrażenie, że niemal zawiesiła na nich spojrzenie, ale w jej oczach nie dostrzegł nic poza zwierzęcą furią a ta była skierowana ku tłumowi. Ewidentnie nie zwróciła na nich uwagi. To był dobry znak. Szczególnie, że nie było dalszej możliwości krycia się po kątach. To był najprawdopodobniej jedyny moment, kiedy mogli spróbować wykorzystać element zaskoczenia.
Trzydzieści sekund minęło. Agresorzy skupili się na ludziach przed sobą, choć część z nich obróciła się gwałtownie na metaliczny dźwięk potrąconego kontenera. W stronę Greengrassa i Yaxleyówny posypały się zaklęcia, jednak oboje zdążyli rzucić się w kierunku jedynego pozostałego wyjścia z alejki. Usiłował rzeczywiście trzymać się tuż za nią, choć w żadnym wypadku nie potrafił spierdalać tak szybko i bez wysiłku jak ona. Nie bez powodu zazwyczaj stawał do bezpośredniej konfrontacji. Nadążenie za kobietą dosyć sporo go kosztowało. Szczególnie, że przy okazji kilkukrotnie musiał uchylić się przed jakimś zaklęciem, nie obracając się ani nie patrząc w tył tylko bazując na intuicji i przeczuciu.
Wypadli na Nokturn, na którym atmosfera wcale nie była znacznie lepsza od tej na Pokątnej. Być może nikt z nikim nie walczył, nikt nie protestował ani nie próbował przejść do ofensywy na ich widok, ale nastroje zdecydowanie nie wyglądały dobrze. W powietrzu unosiło się napięcie. Powinni jak najszybciej opuścić również te rejony, ale Ambroise musiał wpierw zatrzymać się przy najbliższym kawałku murku, opierając się o niego i łapiąc oddech. To było niezbędne, aby mógł myśleć o czymś dalszym. Gwałtownie wciągając powietrze do płuc, przełykał boleśnie ciepłą, rzadką ślinę.
- Musimy stąd znikać - wysapał w końcu, unosząc wzrok. - Z Londynu. Horyzontalna odpada - stwierdził oczywistą oczywistość.
Choć byłoby to obecnie najbardziej dogodne rozwiązanie to nie chciał tu zostawać ani sekundy dłużej niż to konieczne. Coś czuł, że to był dopiero początek zamieszek a przeczucie nieczęsto go myliło.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (6456), Geraldine Greengrass-Yaxley (5426)




Wiadomości w tym wątku
[07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 07:48
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 10:52
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 12:13
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 14:04
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 19:35
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 20:47
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 22:03
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 23:30
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.10.2024, 00:08
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.10.2024, 01:31
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.10.2024, 11:21
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.10.2024, 12:55
RE: [07.1969] Marsz praw charłaków | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.10.2024, 14:10

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa