19.10.2024, 13:57 ✶
Jęcząca Marta zniknęła im z oczu. Trudno było zliczyć ile razy Mona westchnęła w przeciągu całego wieczoru, który okazał się klapą po całości. Dziewczyna podeszła do lustra, przyglądając się swojemu odbiciu, gdy zauważyła czerwony ślad na szyi. Przejechała po nim palcami, wspominając czułe pocałunki Icarusa. Odwróciła się do niego, po czym lekko pacnęła go w ramię.
— No pięknie, fy anwylyd – rzuciła rozbawiona, ale piekąca czerwień i tak wpełzała na jej poliki. — W Walii albo będziesz musiał się tłumaczyć albo poćwiczysz z mniej widocznymi miejscami.
Kto wie, jak by zareagował jej ojciec, gdyby dowiedział się, co tak naprawdę dziś robili… lub raczej próbowali robić. Odwzajemniała jego uśmiech na wzmiance o ich wyjeździe do Walii. Zaczęła notować od jakiegoś czasu listę rzeczy, które pragnęła mu pokazać. Większość była związana z rezerwatem i nie miała wątpliwości, że smoki kochała niemal tak bardzo jak Icarusa, bo jej serce byłoby podzielone na pół.
— Wiesz — spojrzała na niego z błyskiem w oczach. — Jeśli dobrze trafimy, możemy być przy wykluciu smoczogników, które trafiły do rezerwatu po tym całym przemytowym bałaganie. Trzy pary. Wyobrażasz to sobie? Ty i smoki. Czy można chcieć czegoś więcej?
A potem rudowłosa skrzywiła się. Była bez lewego buta, a mokre kafelki zdążyły przemoczyć jej skarpetkę do samego końca. Spojrzała w stronę kabin, gdzie na dnie pewnie chlupotał jej but. Wieczór nie poszedł zgodnie z planem, ale przecież… takie rzeczy jej się zdarzały (nie zdarzały). Z lekkim zawstydzeniem westchnęła i wręczyła Ariemu z powrotem jego sweterek. Był taki ciepły i pachniał nim, ale nie chciała go narażać na ochlapanie podczas nurkowania po zgubione obuwie. Już dość wymęczyła chłopaka na dziś.
— Przepraszam, Ari. To dzisiaj… To nie był najlepszy pomysł z mojej strony… Chciałeś jeszcze do biblioteki dzisiaj zajrzeć, prawda? – zapytała. — Idź pierwszy, może później cię złapię.
— No pięknie, fy anwylyd – rzuciła rozbawiona, ale piekąca czerwień i tak wpełzała na jej poliki. — W Walii albo będziesz musiał się tłumaczyć albo poćwiczysz z mniej widocznymi miejscami.
Kto wie, jak by zareagował jej ojciec, gdyby dowiedział się, co tak naprawdę dziś robili… lub raczej próbowali robić. Odwzajemniała jego uśmiech na wzmiance o ich wyjeździe do Walii. Zaczęła notować od jakiegoś czasu listę rzeczy, które pragnęła mu pokazać. Większość była związana z rezerwatem i nie miała wątpliwości, że smoki kochała niemal tak bardzo jak Icarusa, bo jej serce byłoby podzielone na pół.
— Wiesz — spojrzała na niego z błyskiem w oczach. — Jeśli dobrze trafimy, możemy być przy wykluciu smoczogników, które trafiły do rezerwatu po tym całym przemytowym bałaganie. Trzy pary. Wyobrażasz to sobie? Ty i smoki. Czy można chcieć czegoś więcej?
A potem rudowłosa skrzywiła się. Była bez lewego buta, a mokre kafelki zdążyły przemoczyć jej skarpetkę do samego końca. Spojrzała w stronę kabin, gdzie na dnie pewnie chlupotał jej but. Wieczór nie poszedł zgodnie z planem, ale przecież… takie rzeczy jej się zdarzały (nie zdarzały). Z lekkim zawstydzeniem westchnęła i wręczyła Ariemu z powrotem jego sweterek. Był taki ciepły i pachniał nim, ale nie chciała go narażać na ochlapanie podczas nurkowania po zgubione obuwie. Już dość wymęczyła chłopaka na dziś.
— Przepraszam, Ari. To dzisiaj… To nie był najlepszy pomysł z mojej strony… Chciałeś jeszcze do biblioteki dzisiaj zajrzeć, prawda? – zapytała. — Idź pierwszy, może później cię złapię.