Uśmiechnęła się zachęcająco do Nory i puściła do niej oczko, puszczając mimo uszu to, jak się niemalże ugryzła w język, żeby nie powiedzieć do niej per pani. Wywróciła oczami na wygłupy Thomasa, gotowa mu się zresztą odgryźć.
– Tak, panie Thomasie, byłam całe trzy razy! Teraz będzie czwarty, uwierzy pan? – nie mógł się jednak bardziej pomylić co do tego, kto ją zaprowadził na cmentarz. Co prawda to faktycznie było w stylu Cathala i jak najbardziej w polu ich zainteresowań takich na co dzień, ale tym razem to nie był on, nie. – Ale ja lubię cmentarze! – zaprotestowała zresztą, bo może i dla większości ludzi były to miejsca, które kojarzyły się ze smutkiem i śmiercią, ale dla niej to były obszary pełne historii. A z wykształcenia była przecież historykiem magii. – Jestem historykiem magii i archeologiem – zwróciła się do Nory, chcąc jej wyjaśnić tym bardziej zależności, skąd i jak się poznali… i dlaczego była teraz tutaj. – I obecnie pracuję dla Cathala Shafiqa, dlatego się przeniosłam do Anglii. Teraz tutaj prowadzimy wykopaliska. Znaczy wykopaliska mamy w Walii, ale moja rodzina mieszka pod Londynem… – dodała jeszcze i lekko pokręciła głową, orientując się, że pewnie papla a Nory może to zupełnie nie interesować. – Zaprowadził mnie na cmentarz do Little Hangleton i obiecał mi cmentarz w Hogsmeade, ale akurat w Dolinie to nie jego sprawka – parsknęła pod nosem. – Zabrała mnie tam Brenna Longbottom, znacie ją? – i przy okazji pokazała grób Peverella i porozmawiały sobie o baśni… A potem. No cóż. Potem cmentarz pokazał, że nie jest dostępny jedynie na śmierć.
Fakt, jak Ginny tak się rozglądała idąc z pozostałą dwójką to… wszędzie brakowało kotów. Jakichkolwiek. Wręcz czuła się nieswojo, przyzwyczajona do obecności mruczków w swoim otoczeniu w Egipcie, gdzie darzono je sympatią, a niekiedy nawet nadal czcią. A tu? Żadnego kiciusia wygrzewającego się w słońcu, przemykającego przez chodnik i tak dalej…
– Ciekawe jak mugole sobie teraz radzą? Nie ma jakiegoś napływu myszy czy innych szkodników? – zagaiła, przypominając sobie, ze wokół Doliny Godryka znajdowało się sporo pól uprawnych i pewnie wielu z mugoli zajmowało się rolnictwem. Koty w takich miejscach były na wagę złota i to dosłownie. – Ciekawe czy nie ma jakiegoś wzrostu zachorowań… – zastanawiała się dalej, zgrabnie schodząc na swoje pole zawodowe.
Musiała przyznać, że Nora bardzo dobrze radziła sobie w tych butach po niekoniecznie prostym terenie, kiedy znaleźli się w okolicy ruin. Ginny na moment przystanęła, przyglądając się im, a widząc, że rodzeństwo ją wyprzedziło, przyspieszyła kroku, by ich dogonić. Niestety wołanie Nory na nic się zdało.
– Poczekajcie, może spróbuję coś… coś wywęszyć – rzuciła do nich, zatrzymując się gdzieś przy wejściu do ruin, rozejrzała się uważnie, czy w okolicy nikogo nie ma, schowała się za jakiś murek i wydobyła z kieszeni swoją różdżkę pokrytą jakimiś hieroglifami. A chwilę później przestała być wysoką ciemnowłosą kobietą, a na jej miejscu stała brązowa kicia i wyraźnie poruszała główką w charakterystyczny, koci sposób, próbując złapać zapach.
Percepcja
Sukces!
Sukces!