- Ministra uśmiecha się do fotografii Isaaca Bagshota, kończy rozmawiać z Atreusem Bulstrodem i idzie do Alexandra Bletchey'a
- Brygadzistka Burke odchodzi w kierunku Publiczności
- Ciotki Parkinson rozmawiają.
- Theseus Burke z żoną rozmawia z Camille Delacour.
- Beatrice Crouch rozmawia z Oleandrem Crouch'em.
- Lauretta Selwyn rozmawia z Fortinbrasem Malfoy'em.
- Eleonora Malfoy rozmawia z Eden Lestrange i Lorraine Malfoy.
- Calanthe, Severine, Desmond i Baldwin rozmawiają przy wernisażu Baldwina.
- Alexander Bletchey rozmawia chwilę z Ritą Kelly i Jessie'm Kelly, a potem odłącza się i wraca do towarzystwa Ministry.
- Morpheus siedzi na krześle i oddala od siebie Jonathana Selwyna i Enzo Remingtona
Erik
Gesty były w oczywisty sposób zrozumiałe. Alice Burke choć nie patrzyła w jego stronę, to skinęła głową na znak że rozumie i odmaszerowała pospiesznie w kierunku awaruntującego się Yaxleya. Momentalnie nastała cisza od strony jeziora, cokolwiek powiedziała mu młoda dziewczyna, a powinni znać się przecież jeszcze ze szkoły, poskutkowało. W jej miejsce powrócił mocno zaczerwieniony brygadzista, który miał pierwotnie pilnować bezpieczeństwa towarzysza Ministry. Kto inny po drugiej stronie namiotu Bankietowego przesunął się taktycznie bliżej byłego Ministra Magii. To przecież też była ważna osobistość tego zdarzenia.
Brenna
To trwało moment, żeby ich znaleźć. Stali po przeciwnej stronie niż wyspa i prowizoryczna scena, otoczeni nienaturalnie barwnymi krzewami i kwiatami. On, elfi lord i niewinny chłopiec w szarym płaszczyku brygadzisty. Rozmawiali obok półprzezroczystej, lekko tęczowej magicznej powłoki, uniemożliwiającej teleportację do i z przestrzeni koncertu. Wampir zdawał się sięgać do niej, rozmawiając z chłopakiem. Dostrzegł Brennę jako pierwszą, zaraz potem dołączył do spojrzenia w tamtą stronę Cedric, który bardzo wyraźnie się speszył. Jego rozbiegany wzrok jasno sugerował, że powinien robić coś innego, został przyłapany i to przez siostrę dowódcy swojego oddziału! W kilku słowach zakończył rozmowę i pospiesznie odszedł wzdłuż bariery, oddalając się od Mecenasa i Brenny.
Ten z kolei odprowadził go wzrokiem, a potem wrócił zaciekawionym spojrzeniem do Brenny. Podszedł do niej niespiesznie, jego głowa pozbawiona była złotego lauru, ale gruba tkanina z której wykonany był kaftan, wciąż zachwycała złocistym haftem listowia. Okazało się, że w dłoni trzymał kwiat, jedną z różowo-seledynowych róż.
– Czyżby Pani również poszukiwała... nieco powietrza? Dawno nie brałem udziału w takim przyjęciu, dobrze, że ta barwna klatka ma nieco miejsca również dla osób, które wolą nieco bardziej kameralne towarzystwo. – Jego głos był miły dla ucha, uśmiech zaskakująco łagodny, gdy obracał długą łodyżkę w palcach przypatrując się Brennie. Było to miejsce z którego być może tylko sikający Yaxley i jego ochroniarz by ich widzieli.
Camille i Oleander
– Uszanowanie panno Delacour, uszanowanie. – Theseus Burke skłonił jej głową z lekkim uśmiechem. – Czy próbowała już pani tych łódeczek z plastrami gęsi na zielonej sałatce, chyba z wodorostów? Wszystko skrzętnie posypane sezamem, nie jestem pewien, ale moja kochana żona upiera się że to tuńczyk i poszukujemy kogoś, kto będzie w stanie rozstrzygnąć nasz spór. – Poprosił, ignorując rozpływającą się w zachwytach kobietę, która na komentarz Oleandra zatrzepotała intensywnie rzęsami, zapewniając go, że oczywiście będzie na koncercie i bardzo liczy na chwilę rozmowy po nim. Gdy pianista odszedł, z westchnieniem wsparła się na ramieniu męża.
– Ci artyści, jak człowiek czasem żałuje, że w Hogwarcie był tylko chór i nie dawano nam szansy rozwijać swoich talentów. Ile bym dała, by śpiewać. Albo tańczyć tak pięknie. Ale to musi być talent od Matki, uwielbiam na tych przyjęciach że można być chociaż przez moment obok tych, których dotknęła boskim palcem – szczebiotała.
Oleander
Uścisk został odwzajemniony, w trochę sztywnym stylu osoby, która nie nawykła do wylewności w publicznych miejscach, czy w ogóle w jakichkolwiek miejscach. Gdy Oleander się od niej odsunął, zobaczył jednak łagodny uśmiech i oczy lśniące niekłamaną dumą.
– Bynajmniej. – odpowiedziała miękko, odsuwając się trochę od Fortinbrasa i Lauretty, najwidoczniej prawem matki chcąc mieć choć moment z życia wirtuoza tylko dla siebie. – Już myślałam, że do mnie nie dotrzesz Oleandrze. Jak dobrze widzieć Ciebie otoczonego wianuszkiem fanów. Nie sądziłam, że to powiem, ale Twój wyjazd Ci się przysłużył. Grasz lepiej niż wtedy, gdy słyszałam Cię po raz ostatni – oszczędny, jednak komplement. Jej oczy zdradzały, że myślała i czuła o wiele więcej, ale najwidoczniej nie zamierzała tak łatwo, nawet w takiej chwili odsłonić. Zamiast tego wyciągnęła dłoń i poprawiła nieco przekrzywione laury, by nie spadły mu z głowy.
Eden i Lorraine
Przez twarz Eleonory przeszedł cień. Ta rozmowa wprawiała ją w wyraźny dyskomfort, który przepłukiwała kolejnym kieliszkiem wina. Trunek jednak nie przywracał koloru na jej twarz, nie wywoływał uśmiechu, nie sprawiał też - niestety - że rozwiązywał jej się język.
– Jeśli chcesz to zapytaj go sama. Dobrze wiesz, po co istnieją takie spotkania i doświadczenia estetyczne leżą zdecydowanie pod koniec tej listy – odpowiedziała cicho, nie kryjąc przygany w głosie, pustym spojrzeniem patrząc gdzieś przez nie, przyjmując z ulgą paplaninę Lorraine, która skutecznie wypełniała słowami przestrzeń dźwiękową. Dopiero wspomnienie Eunice w kontekście nowego męża, wywołało cień uśmiechu na jej twarzy i sprawiło, że jej oczy w końcu zogniskowały się na córce i Lorraine.
– Bogowie wiedzą, jak bardzo chciałabym, żeby tak właśnie było – przyznała.
Rita i Jessie
Alexander Blechey zdawał się ignorować w całej tej rozmowie Jessiego, który stał przecież obok, ale nie był gwiazdą tego wieczoru.
– Nie to, żebym namawiał Cię na częstsze zostawanie po godzinach w Departamencie, ale szczerze przemyślę ten nowy mebel. Z nadzieją, że nie przestaniesz grać. – to mówiąc, zdjął ze swojej głowy laur i złożył na jej skroniach, przypadkiem zahaczając palcami o jasne skronie. – Liczę na więcej Rito. – dodał po francusku, po czym rozejrzał się oceniając sytuacje i potencjalne szkody, które mógł poczynić Yaxley, po czym dodał: – Uh, obowiązku wzywają. Pozdrów wuja, mam nadzieję, że wszystko goi się dobrze. – Po tych słowach odwrócił się i w kilku krokach powrócił do boku Ministry, by poprowadzić ją w stronę przekąsek.
Zarówno Rita i Jessie widzieli, że wuj Morpheus przysiadł na jednym z krzeseł i uspokajającym gestem odganiał od siebie Jonathana i Enzo. Był blady, ale po jego twarzy błąkał się słabowity uśmiech.
Tura trwa do 20.10 (niedziela) godz. 23:59.
Przeskok będzie trwał kwadrans - bierzcie to proszę pod uwagę w sesjach pobocznych.
Przeskok będzie trwał kwadrans - bierzcie to proszę pod uwagę w sesjach pobocznych.
Atreus