Zaczęło padać, a słońce zupełnie już schowało się za horyzontem.
Rozmowa przez lusterko przyniosła im przede wszystkim krwawe kółka na czołach, wysmarowane posoką tej, której serce, ciało i życie pragnął posiąść stwór zwany Thoranem.
Las w milczeniu obserwował działania grupy, pojedynczy kruczy skrzek w oddali zdawał się ostatnim z ostrzeżeń, którego i tak nie zamierzali słuchać.
Edge powędrował pierwszy, unosząc nad głową wyczarowane światło. Mlecznobiała łuna ukazała ziemiste ściany, całkiem ubitą ścieżkę pozbawioną jakichkolwiek śladów, choć ich stopy pozostawiały całkiem widoczny szpaler tropów. Bardzo szybko zdali sobie sprawę, że zaczęli schodzić w dół, a korytarz wcale nie był prosty, a lekko odbijający to w prawo to w lewo.
W środku panowała cisza, nawet szum deszczu zgasł. Czas zdawał się nie dotykać za bardzo tej przestrzeni, gdzieniegdzie wystawały korzenie, co rusz na ziemi chrzęściły pod butami kamienie. Przestrzeń stawała się coraz bardziej z resztą skalista i twarda, ale też jej ściany gdzieniegdzie pokrywał lśniący błękitem porost. Było ciasno i coraz bardziej wilgotno.
Zatrzymali się dopiero przed rozwidleniem. Prawo lewo, odwieczny dylemat. Nagle do ich uszu dotarł zniekształcony echem i krętymi korytarzami kobiecy krzyk.
Rozmowa przez lusterko przyniosła im przede wszystkim krwawe kółka na czołach, wysmarowane posoką tej, której serce, ciało i życie pragnął posiąść stwór zwany Thoranem.
Las w milczeniu obserwował działania grupy, pojedynczy kruczy skrzek w oddali zdawał się ostatnim z ostrzeżeń, którego i tak nie zamierzali słuchać.
Edge powędrował pierwszy, unosząc nad głową wyczarowane światło. Mlecznobiała łuna ukazała ziemiste ściany, całkiem ubitą ścieżkę pozbawioną jakichkolwiek śladów, choć ich stopy pozostawiały całkiem widoczny szpaler tropów. Bardzo szybko zdali sobie sprawę, że zaczęli schodzić w dół, a korytarz wcale nie był prosty, a lekko odbijający to w prawo to w lewo.
W środku panowała cisza, nawet szum deszczu zgasł. Czas zdawał się nie dotykać za bardzo tej przestrzeni, gdzieniegdzie wystawały korzenie, co rusz na ziemi chrzęściły pod butami kamienie. Przestrzeń stawała się coraz bardziej z resztą skalista i twarda, ale też jej ściany gdzieniegdzie pokrywał lśniący błękitem porost. Było ciasno i coraz bardziej wilgotno.
Zatrzymali się dopiero przed rozwidleniem. Prawo lewo, odwieczny dylemat. Nagle do ich uszu dotarł zniekształcony echem i krętymi korytarzami kobiecy krzyk.
Tura trwa do 22.10, godz. 23:59
W związku z posiadaną runą, poza przysługującymi 2xkośćmi Akcji i 1xkością Wiedzy, proszę wszystkich o rzut 1d100 na samym dole posta.
Określcie proszę źródło światła dla Waszych postaci. Same porosty działają jak te małe lampki do kontaktu. Dają mniej więcej pogląd na kształt otoczenia i zarys sylwetki człowieka.
Na potrzeby tej sesji uznajmy, że zaklęcie generujące kulkę rozproszonego, białego światła na czubku różdżki nie wymaga rzutu, ale wymaga koncentracji. Jeśli zaczniecie rzucać inne zaklęcia lub jakieś zdarzenie mocno was rozproszy, światło zniknie.
W związku z posiadaną runą, poza przysługującymi 2xkośćmi Akcji i 1xkością Wiedzy, proszę wszystkich o rzut 1d100 na samym dole posta.
Określcie proszę źródło światła dla Waszych postaci. Same porosty działają jak te małe lampki do kontaktu. Dają mniej więcej pogląd na kształt otoczenia i zarys sylwetki człowieka.
Na potrzeby tej sesji uznajmy, że zaklęcie generujące kulkę rozproszonego, białego światła na czubku różdżki nie wymaga rzutu, ale wymaga koncentracji. Jeśli zaczniecie rzucać inne zaklęcia lub jakieś zdarzenie mocno was rozproszy, światło zniknie.
Geraldine