20.10.2024, 11:13 ✶
Przywykł, w końcu w języku Norweskim słowo "wujaszku" nie brzmiało, aż tak lekceważąco. Choć Scarlett w wyraźny sposób zmieniła się z wiekiem, dla niego wciąż pozostawała małym szkrabem. Była jednym z nielicznych dzieci, którego wzrost mógł obserwować od najmniejszej maleńkości. Spośród całej trójki wzbudzała w nim najcieplejsze odruchy opiekuńcze.
– Twoja mentorka umarła? Och, nie! Moje kondolencje, cóż takiego się stało?– zapytał zmartwiony, równocześnie już uruchamiając głowę i skanując swoje liczne znajomości w celu znalezienia dobrego innego nauczyciela dla młodego, łaknącego rozwoju egzorcysty. I jedno nazwisko przyszło mu rzeczywiście do głowy, choć pracownik ministerstwa z pewnością raczej wziąłby pod skrzydła kogoś, kto już w tym ministerstwie pracuje. Albo kogoś z konwenu. Shafiq zakładał jednak - być może całkiem słusznie - że łatwiej będzie dziewczynę osadzić w Departamencie na stażu, niż w Konwenie na nowicjacie. Tylko to nazwisko... Był ciekaw czy może młoda Scarlett zgodziłaby się na przyjęcie nazwiska panieńskiego matki. To ułatwiłoby wiele spraw. Ale o tym potem.
– Tak, powiedzmy, wiem.– odpowiedział na wzmiankę o Robercie, pomijając milczeniem, że skoro taki był ten brat najważniejszy, to gdzież był Richard przez ostatnie 20 lat. Albo bardziej... co się zmieniło, jeśli teraz nagle Robert postanowił go tu ściągnąć. Nie miał szans zapytać osobiście o to, być może później byłaby po temu okazja, skoro najwidoczniej jego znajomy nie wykazywał chęci we wzajemnym dbaniu o łączącą ich nić, poza listem z prośbą o polecenie Charliego do pracy u kogoś. Westchnął. Sądził, że są nieco bliżej po tyle latach jego wizyt, ale być może nie inwestował tym w Richarda, a w kolejne pokolenie Mulciberów. Dziwna przyszła nań refleksja, że choć wychowani na innej ziemi, zdawali się całkiem nieźle wpadać w angielskie koleiny.
– I co planujesz? Miałaś się gdzie zatrzymać? Szukasz dopiero pracy? Czy mogę jakoś Ci pomóc? – Pozwolił sobie na tych kilka pytań, bo wiedział, że jego możliwości są o wiele większe, niż rodziny cieszącej się tak wątpliwą sławą. Nie chciał w ten sposób jednak w żadnej mierze wywyższać się nad nią czy nad nimi. Cała trójka była mu droga, a on pomagał tym, których uważał za ważnych dla siebie.
– Twoja mentorka umarła? Och, nie! Moje kondolencje, cóż takiego się stało?– zapytał zmartwiony, równocześnie już uruchamiając głowę i skanując swoje liczne znajomości w celu znalezienia dobrego innego nauczyciela dla młodego, łaknącego rozwoju egzorcysty. I jedno nazwisko przyszło mu rzeczywiście do głowy, choć pracownik ministerstwa z pewnością raczej wziąłby pod skrzydła kogoś, kto już w tym ministerstwie pracuje. Albo kogoś z konwenu. Shafiq zakładał jednak - być może całkiem słusznie - że łatwiej będzie dziewczynę osadzić w Departamencie na stażu, niż w Konwenie na nowicjacie. Tylko to nazwisko... Był ciekaw czy może młoda Scarlett zgodziłaby się na przyjęcie nazwiska panieńskiego matki. To ułatwiłoby wiele spraw. Ale o tym potem.
– Tak, powiedzmy, wiem.– odpowiedział na wzmiankę o Robercie, pomijając milczeniem, że skoro taki był ten brat najważniejszy, to gdzież był Richard przez ostatnie 20 lat. Albo bardziej... co się zmieniło, jeśli teraz nagle Robert postanowił go tu ściągnąć. Nie miał szans zapytać osobiście o to, być może później byłaby po temu okazja, skoro najwidoczniej jego znajomy nie wykazywał chęci we wzajemnym dbaniu o łączącą ich nić, poza listem z prośbą o polecenie Charliego do pracy u kogoś. Westchnął. Sądził, że są nieco bliżej po tyle latach jego wizyt, ale być może nie inwestował tym w Richarda, a w kolejne pokolenie Mulciberów. Dziwna przyszła nań refleksja, że choć wychowani na innej ziemi, zdawali się całkiem nieźle wpadać w angielskie koleiny.
– I co planujesz? Miałaś się gdzie zatrzymać? Szukasz dopiero pracy? Czy mogę jakoś Ci pomóc? – Pozwolił sobie na tych kilka pytań, bo wiedział, że jego możliwości są o wiele większe, niż rodziny cieszącej się tak wątpliwą sławą. Nie chciał w ten sposób jednak w żadnej mierze wywyższać się nad nią czy nad nimi. Cała trójka była mu droga, a on pomagał tym, których uważał za ważnych dla siebie.