20.10.2024, 11:43 ✶
— Cóż, z pewnością znajdę takie miejsca — rzekł flirciarskim tonem, choć sam czuł na policzkach rumieniec.
Ten pozornie krótki wieczór był tak pełen wydarzeń, że Icarus poczuł lekkie zmęczenie. Nawet nie lekkie, bo wydarzenie z Martą sprawiła, że cała post-egzaminowa euforia wyczerpała się. Chciał się umyć w normalnej łazience (bez duchów podglądaczy), poczytać jakąś książkę i iść spać. Żałował, że z Moną nie mogli położyć się w jednym łóżku. Tym razem nie chodziło o nic zdrożnego, najzwyczajniej chciał zasnąć u jej boku, wymieniać z nią krótkie uwagi podczas czytania i po prostu cieszyć się jej obecnością. Niestety byli w innych domach, nie spali w tym samym dormitorium. Było to głupie w zarządzaniu Hogwartem. Naprawdę integrować mogli się tylko ci, którzy zostali wyróżnieni przez gadającą czapkę.
Na szczęście czas w Hogwarcie się już kończył. Czekała na nich Walia, którą Icarus miał odwiedzić wraz ze swoją dziewczyną. Co prawda smoczoogniki (a smoki to już w ogóle) trochę go przerażały, ale wierzył, że przy Monie będzie trochę odważniejszy. Widział też zdjęcia z tamtych okolic: rozległe pola, góry, lasy. Prewett nie był przyzwyczajony do kontaktu z naturą, ale wypatrywał go z lekkim utęsknieniem.
— Nie mogę się doczekać — powiedział jej z uśmiechem. Uwielbiał na nią patrzeć, słuchać jej głosu. — Wiesz, odpuśćmy sobie już bibliotekę. Ty musisz się przebrać i chwilę odpocząć, moja bohaterko. Odprowadzę cię do Wieży Ravenclawu. I nie przepraszaj mnie. Nawet, jak nasza chwila została przerwana, nie zmienia to faktu, że była cudowna. Nie żałuję niczego.
Wraz z tymi słowami zdjął swojego lewego buta, by okazać Monie solidarność. Jeśli ona musiała tak chodzić po Hogwarcie, to nie mogła być w tym sama. Razem tak dotarli pod dormitorium Krukonów, gadając po drodze o głupotach. Na odchodne Ari pocałował Mo w policzek. Była to obietnica tego, że jeszcze będą mieli szansę.
A jak potem było z tą obietnicą, wszyscy wiedzą.
Ten pozornie krótki wieczór był tak pełen wydarzeń, że Icarus poczuł lekkie zmęczenie. Nawet nie lekkie, bo wydarzenie z Martą sprawiła, że cała post-egzaminowa euforia wyczerpała się. Chciał się umyć w normalnej łazience (bez duchów podglądaczy), poczytać jakąś książkę i iść spać. Żałował, że z Moną nie mogli położyć się w jednym łóżku. Tym razem nie chodziło o nic zdrożnego, najzwyczajniej chciał zasnąć u jej boku, wymieniać z nią krótkie uwagi podczas czytania i po prostu cieszyć się jej obecnością. Niestety byli w innych domach, nie spali w tym samym dormitorium. Było to głupie w zarządzaniu Hogwartem. Naprawdę integrować mogli się tylko ci, którzy zostali wyróżnieni przez gadającą czapkę.
Na szczęście czas w Hogwarcie się już kończył. Czekała na nich Walia, którą Icarus miał odwiedzić wraz ze swoją dziewczyną. Co prawda smoczoogniki (a smoki to już w ogóle) trochę go przerażały, ale wierzył, że przy Monie będzie trochę odważniejszy. Widział też zdjęcia z tamtych okolic: rozległe pola, góry, lasy. Prewett nie był przyzwyczajony do kontaktu z naturą, ale wypatrywał go z lekkim utęsknieniem.
— Nie mogę się doczekać — powiedział jej z uśmiechem. Uwielbiał na nią patrzeć, słuchać jej głosu. — Wiesz, odpuśćmy sobie już bibliotekę. Ty musisz się przebrać i chwilę odpocząć, moja bohaterko. Odprowadzę cię do Wieży Ravenclawu. I nie przepraszaj mnie. Nawet, jak nasza chwila została przerwana, nie zmienia to faktu, że była cudowna. Nie żałuję niczego.
Wraz z tymi słowami zdjął swojego lewego buta, by okazać Monie solidarność. Jeśli ona musiała tak chodzić po Hogwarcie, to nie mogła być w tym sama. Razem tak dotarli pod dormitorium Krukonów, gadając po drodze o głupotach. Na odchodne Ari pocałował Mo w policzek. Była to obietnica tego, że jeszcze będą mieli szansę.
A jak potem było z tą obietnicą, wszyscy wiedzą.
Koniec sesji