20.10.2024, 12:30 ✶
Anthony na tym etapie buszował już między regałami. Znał ten księgozbiór, odwiedzał go regularnie od dwudziestu lat, za każdym razem kiedy przybywał do Norwegii. Nie był w przeciwieństwie do Morpheusa aż tak zainteresowany transferami energetycznymi i różnicowaniem pochodzenia energetycznego. O nie. Jego paranoja z wiekiem rosła, zaszczepiona jeszcze w młodości przez ojca, który pozostawił w jego umyśle bardzo plastyczne wizje tego, jaką marionetką w rękach potężnych hipnotyzerów i leglimentów można się stać. Ostatni czas otępienia i marazmu, lekceważenie domowej wojny i pewność siebie upadły ostatecznie wraz ze zwierzeniami Morpheusa, lecz już wcześniej Anthony został wybity z pysznego samozadowolenia - w czerwcu, po opuszczeniu barier zaklęcia nie był w stanie ponownie go postawić, będąc marionetką w dłoniach Lorraine.
Oczywiście... ufał jej, a zauroczenie nie uczyniło mu żadnej szkoda, poza urażoną dumą i koniecznością oglądania spektaklu, baletu szachowych figur.
Nic się przecież nie stało
Próbował uspokoić się wtedy, ale stało się tak na prawdę wszystko.
Duma kroczy przed upadkiem, a konflikt za moment może się nasilić, w każdej chwili wybuchnąć w twarz, zwłaszcza teraz, gdy tak ostentacyjnie pojawiał się z Longbottomami publicznie. Zaklęcie nie wystarczy. Potrzebował czegoś więcej potrzebował...
... księga leżała zbyt daleko, górne półki zawsze miał ograniczone. Czas uciekał, zegar tykał, a on musiał jeszcze zająć się tłumaczeniami. Rozejrzał się gwałtownie na prawo i lewo w poszukiwaniu drabiny, ale nie było jej nigdzie. W emocjach, wściekle, wyciągnął rękę ku górze.
– No chodź tu piekielne tomisko...– sarknął, czując w palcach iskrzący splot, który... wysforował się ku górze i posłusznie pociągnął wolumin w kierunku przepaści, wprost w objęcie Anthony'ego.
– Morpheus!!! – zawołał patrząc się oniemiały na księgę, przeszkadzając w rozmowie, która się toczyła kilka "przecznic" bibliotecznych dalej.
– Chyba wiem o co chodzi, niestety ksiąg które realnie by pana mogły zainteresować w języku angielskim mamy niezwykle mało. Niemniej podejrzewam, że sprawny tłumacz wyłuści co najwazniejsze. Woluminy można wypożyczyć, niemniej karta wymaga... pewnego depozytu, pan jest u nas nowy, nie wiem czy pan Shafiq uprzedzał cóż to za depozyt. – Jego głos był cichy i w pewien sposób kojący, choć chłodny i zdystansowany. Młody bibliotekarz zdawał się być rzeźkim norweskim porankiem, oślepiającym bielą iskrzącego się od mrozu śniegu.
Podeszli do regałów i rzeczywiście wskazał ledwie dwie książki spośród uginających się półek, spisane w języku angielskim i... znane Morpheusowi z księgozbiorów onyksowego Departamentu. Jeśli ten chciał zadać jakieś pytanie, podekscytowany okrzyk przyjaciela z alejek obok wszedł mu w słowo.
Oczywiście... ufał jej, a zauroczenie nie uczyniło mu żadnej szkoda, poza urażoną dumą i koniecznością oglądania spektaklu, baletu szachowych figur.
Nic się przecież nie stało
Próbował uspokoić się wtedy, ale stało się tak na prawdę wszystko.
Duma kroczy przed upadkiem, a konflikt za moment może się nasilić, w każdej chwili wybuchnąć w twarz, zwłaszcza teraz, gdy tak ostentacyjnie pojawiał się z Longbottomami publicznie. Zaklęcie nie wystarczy. Potrzebował czegoś więcej potrzebował...
... księga leżała zbyt daleko, górne półki zawsze miał ograniczone. Czas uciekał, zegar tykał, a on musiał jeszcze zająć się tłumaczeniami. Rozejrzał się gwałtownie na prawo i lewo w poszukiwaniu drabiny, ale nie było jej nigdzie. W emocjach, wściekle, wyciągnął rękę ku górze.
– No chodź tu piekielne tomisko...– sarknął, czując w palcach iskrzący splot, który... wysforował się ku górze i posłusznie pociągnął wolumin w kierunku przepaści, wprost w objęcie Anthony'ego.
– Morpheus!!! – zawołał patrząc się oniemiały na księgę, przeszkadzając w rozmowie, która się toczyła kilka "przecznic" bibliotecznych dalej.
***
– Chyba wiem o co chodzi, niestety ksiąg które realnie by pana mogły zainteresować w języku angielskim mamy niezwykle mało. Niemniej podejrzewam, że sprawny tłumacz wyłuści co najwazniejsze. Woluminy można wypożyczyć, niemniej karta wymaga... pewnego depozytu, pan jest u nas nowy, nie wiem czy pan Shafiq uprzedzał cóż to za depozyt. – Jego głos był cichy i w pewien sposób kojący, choć chłodny i zdystansowany. Młody bibliotekarz zdawał się być rzeźkim norweskim porankiem, oślepiającym bielą iskrzącego się od mrozu śniegu.
Podeszli do regałów i rzeczywiście wskazał ledwie dwie książki spośród uginających się półek, spisane w języku angielskim i... znane Morpheusowi z księgozbiorów onyksowego Departamentu. Jeśli ten chciał zadać jakieś pytanie, podekscytowany okrzyk przyjaciela z alejek obok wszedł mu w słowo.