20.10.2024, 14:26 ✶
To absolutnie nie przystawało jego funkcji. To absolutnie nie powinno mieć miejsca. Anthony jednak rozsmakował się w tej cwhili, w tym momencie cudownego braku rozpoznawalności u kogoś tak cudownie i słodko nieświadomego. On zaraz się dowie, niejedna osoba w tym Departamencie popełniła ten błąd, zwłaszcza sześć lat temu, gdy przedzierał się przez wszelkie informacje związane z wilkołakami, jakie udało mu się tutaj znaleźć. Aktualne dane, wytyczne, liczby, liczby i jeszcze raz liczby. Przez moment stał się specjalistą. Przez moment wiedział wszystko. W teorii oczywiście, bo przecież nie był wilkołakiem. W teorii bo po dziś dzień nie widział wilkołaka. Nie w swojej wilkołaczej formie.
Ta myśl nie zespuła mu jednak chwili, nie zepsuła mu radości, którą sprawiało obserwowanie Mony. Cicha woda, tak ją widział, gdy brylowała punktując opierającemu się o ramę impertynentowi, przemądrzalsko wytykała mu niewiedzę. Nie przyspoży jej to przyjaciół, będzie musiał z czasem porozmawiać z nią o tym jak zbudować swoją pozycję w ministerstwie, ale to nie było na dziś.
Dziś była zabawa.
I już miał otworzyć usta, by coś dodać, by coś dorzucić światłego do tej wymiany zdań na temat past, ale niestety w drzwiach pojawił się ktoś jeszcze, kto momentalnie zamknął usta całej trójce. Na twarzy pokrytej łuską pojawiło się zdziwienie uniesionych brwi.
- Tak właśnie myślałem, że to Ty. Znów pomyliłeś piętra? - zapytał wprost Shafiqa, który rozrzucił na właściwe kupki jeszcze kilka dokumentów, które zgarnął w dłoń, po czym podniósł się wygładzając ministerialną szatę, niosąc na twarzy swój czarujący uśmiech numer 5.
- Chciałem zająć... tylko chwilę. Chyba nie masz nic przeciwko? Mona wybacz, obowiązki. - szepnął przepraszająco manipulując splotem tak, by lewitujące tace nie zderzyły się zbyt gwałtownie z ziemią. - Jest szansa, na eksport jednego ze smoczych suplementów z Kambodży. Mają tam bardzo dobre algi. - powiedział już do Szefa Departamentu, przechodząc obok oniemiałemgo rudowłosego stażysty. Przeszedł kilka kroków z Rowlem, a potem wymigując się prostym kłamstwem "pozostawienia czegoś" w gabinecie Mony, podszedł do Wesley'a, który wciąż za bardzo nie wiedział jak ma zareagować na to czego był świadkiem.
[b]- Chcesz, żeby po moim zakończonym spotkaniu z Twoim przełożonym biurko Mony było czyste, a dokumenty trafiły do swoich działów.[b] - Nie miało to nic wspólnego z magią zauroczeń. Anthony uśmiechał się przyjaźnie, jego głos brzmiał ciepło, co jeszcze bardzo uwydatniło zatruty sztylet leżący między nimi. Przyjazne poklepanie po ramieniu dołączyło do pożegnania. To był jeden z podejrzanych, ale nie jedyny z osób, które mogły chcieć uprzykrzeć jego ulubionej Rowle'ównie życie.
Następnym razem przejdzie się tu z Jonathanem. Im szybciej wyciśnie się tego pryszcza tym lepiej dla wszystkich.
Anthony tego dnia już nie powrócił między ciasnotę upchanych na piętrze biur, ale jedno było pewne - nigdy jeszcze Mona nie widziała tak szybko sortowanych dokumentów przez grupkę trzech kolegów z pracy, z czego dwóch pierwszy raz od miesięcy w ogóle przyznało się do tego, żę zauważa jej istnienie. Nie można było tego nazwać działaniem nepotyzmu. W końcu z Shafiq'iem nie była spokrewniona.
Ta myśl nie zespuła mu jednak chwili, nie zepsuła mu radości, którą sprawiało obserwowanie Mony. Cicha woda, tak ją widział, gdy brylowała punktując opierającemu się o ramę impertynentowi, przemądrzalsko wytykała mu niewiedzę. Nie przyspoży jej to przyjaciół, będzie musiał z czasem porozmawiać z nią o tym jak zbudować swoją pozycję w ministerstwie, ale to nie było na dziś.
Dziś była zabawa.
I już miał otworzyć usta, by coś dodać, by coś dorzucić światłego do tej wymiany zdań na temat past, ale niestety w drzwiach pojawił się ktoś jeszcze, kto momentalnie zamknął usta całej trójce. Na twarzy pokrytej łuską pojawiło się zdziwienie uniesionych brwi.
- Tak właśnie myślałem, że to Ty. Znów pomyliłeś piętra? - zapytał wprost Shafiqa, który rozrzucił na właściwe kupki jeszcze kilka dokumentów, które zgarnął w dłoń, po czym podniósł się wygładzając ministerialną szatę, niosąc na twarzy swój czarujący uśmiech numer 5.
- Chciałem zająć... tylko chwilę. Chyba nie masz nic przeciwko? Mona wybacz, obowiązki. - szepnął przepraszająco manipulując splotem tak, by lewitujące tace nie zderzyły się zbyt gwałtownie z ziemią. - Jest szansa, na eksport jednego ze smoczych suplementów z Kambodży. Mają tam bardzo dobre algi. - powiedział już do Szefa Departamentu, przechodząc obok oniemiałemgo rudowłosego stażysty. Przeszedł kilka kroków z Rowlem, a potem wymigując się prostym kłamstwem "pozostawienia czegoś" w gabinecie Mony, podszedł do Wesley'a, który wciąż za bardzo nie wiedział jak ma zareagować na to czego był świadkiem.
[b]- Chcesz, żeby po moim zakończonym spotkaniu z Twoim przełożonym biurko Mony było czyste, a dokumenty trafiły do swoich działów.[b] - Nie miało to nic wspólnego z magią zauroczeń. Anthony uśmiechał się przyjaźnie, jego głos brzmiał ciepło, co jeszcze bardzo uwydatniło zatruty sztylet leżący między nimi. Przyjazne poklepanie po ramieniu dołączyło do pożegnania. To był jeden z podejrzanych, ale nie jedyny z osób, które mogły chcieć uprzykrzeć jego ulubionej Rowle'ównie życie.
Następnym razem przejdzie się tu z Jonathanem. Im szybciej wyciśnie się tego pryszcza tym lepiej dla wszystkich.
Anthony tego dnia już nie powrócił między ciasnotę upchanych na piętrze biur, ale jedno było pewne - nigdy jeszcze Mona nie widziała tak szybko sortowanych dokumentów przez grupkę trzech kolegów z pracy, z czego dwóch pierwszy raz od miesięcy w ogóle przyznało się do tego, żę zauważa jej istnienie. Nie można było tego nazwać działaniem nepotyzmu. W końcu z Shafiq'iem nie była spokrewniona.
Koniec sesji