Nie zwróciła wcześniej uwagi na haczyki wystające z korzenia, które wcześniej zlały jej się z ziemią wypełniającą tubę. Dopiero, kiedy wspomniał o tym Cameron, ciemne oczy skierowały się na kawałek wystającego korzenia, a tam… no cóż. Jak język kota, tylko w powiększeniu, łatwo było sobie wyobrazić, jak to paskudztwo oplata się wokół ręki i wbija w nią i…
Paraliżuje, tak? A czy w drugą stronę nie ciągnie krwi? Czy to była wampirza mandragora?
Powinny ją te myśli odrzucić, ale nie – z każdą chwilą tym bardziej chciała zbadać tę roślinę, dowiedzieć się, co robi, jak robi i przede wszystkim dlaczego. Ciekawość Victorii łatwo było rozpalić, tym bardziej, że zawsze posiadała w sobie głód wiedzy, ambicję zaszczepioną w niej przez matkę – nic dziwnego, że w szkole najczęściej można ją było spotkać w bibliotece, albo zaszytą gdzieś w kącie z książkami. Zawsze się czegoś uczyła, jeśli nie na lekcje, to wprzód. A teraz bardzo często też czytała tylko dlatego, że coś ją zainteresowało, a jej mózg od razu generował mnóstwo możliwości, w większości jednak pozostawiając zagadnienia w sferze teoretycznej. Ale nie wszystkie. Zwłaszcza nie te dotyczące śmierci… Wydarzenia Beltane miały mnóstwo różnych konsekwencji, a na Victorię, prócz tego, że wpłynęło to na nią w sposób fizyczny, to też ukierunkowało jej drogę, zamazując wszystkie rozgałęzienia, którymi mogła pójść i oddalić się od wyznaczonego i bardzo jaśniejącego celu.
Uśmiechnęła się pod nosem na uwagi Camerona poza tym, zauważając, że chłopak zdecydowanie chciał powiedzieć coś innego, ale wyraźnie go coś powstrzymało. Zapewne wrodzona kultura osobista i obecność starszej wiekiem czarownicy, ale też obcy mu ludzie.
Zerknęła z powrotem na Mirabellę, wyraźnie poirytowaną rozmową, jaka się tutaj wywiązała. Victoria jednak, chociaż z początku nie miała pojęcia co tu się dzieje i o co chodzi, nie zamierzała stąd wychodzić. Pani Abbott złapała jej zainteresowanie wystarczająco mocno. W czasie, gdy panowała cisza od strony przewodniczącej towarzystwa, Victoria odsunęła się od Nory, chcąc podejść do stolika, który wcześniej zignorowała, skąd podniosła pergamin i jedno z piór, chcąc zanotować rzeczy, które udało jej się tu dowiedzieć i samej zaobserwować, a także swoje własne przypuszczenia opatrzone znakami zapytania.
To, co sama widziała, pokrywało się ze słowami Mirabelli, zanotowała też informację o tym, że mandragora była pięć razy większa od standardowej – a to znaczyło, że teraz powinna być naprawdę wielka.
– Czy więc ktoś miał dostęp do rośliny przed naszym przyjściem? Może być też tak, że po prostu podczas jej rośnięcia zapach stał się dopiero wyczuwalny, absolutnie nie chcę tu nikogo oskarżać, chciałam tylko zwrócić uwagę na coś, co może być istotne w trakcie badania rośliny – odpowiedziała Mirabelli. Sama zakładała, że kobieta pewnie codziennie doglądała rośliny, mogła też nie zauważyć tego zapachu, albo nie wiedzieć, co może oznaczać. – Nie chcę też stawiać żadnych wyroków, wiem doskonale jak to mogło zabrzmieć, ale proszę na ten moment zapomnieć o moim zawodzie. Nawet jeśli obecny stan mandragory jest wynikiem nekromancji, to proszę spojrzeć na to, że tak samo wampiry powstały przez jej użycie. Ich istnienie nie jest jednak prawnie zakazane, tak jak prawnie zakazane nie jest istnienie naszej małej koleżanki – wolała wyjaśnić tę kwestię już teraz, bo nie chciała, by reszta bała się wziąć udział w badaniu ze względu na to, że prawdopodobnie coś tu, albo ktoś tutaj miał coś wspólnego z nekromancją.
– Może zacznijmy od podstaw? Może pobrać ziemię blisko rośliny? Jestem pewna, że doskonale wie pani jakie miała minerały i z czego się składała na start, można by zobaczyć, w jakim stanie jest teraz, jaka konsystencja, czy nie dzieje się z nią nic dziwnego i dopiero po tym pomyśleć co dalej, żeby nie uszkodzić rośliny – zaproponowała.