Cień jej szminki pozostał na jego wargach, gdy szedł z nią na zaplecze, zaciągając się papierosem, zostawiając za sobą ścieżkę dymu. Wyrzucił bibułkę do studzienki, zanim weszli, gdy nakarmiony nałóg ustąpił innym pragnieniom.
Gdyby znali się troszeczkę dłużej, gdyby to nie było ich pierwsze spotkanie w takim nastroju, jaki uczynili między sobą w galerii, zamalowując w niebyt otoczenie i zagęszczając miodem przestrzeń między sobą, nie dotarłaby do karafki. W momencie, gdy sięgnęłaby po kryształ, przyszpiliłby jej biodra swoimi do stolika i oparł dłoń o przestrzeń między łopatkami, aby niemal czule przytulić jej policzek do blatu. Nie zrobił jednak tego, opierając się tylko obok niej o mebel i przyglądając się, jak płynie rzeka bursztynowego alkoholu. Nie przepadał za tym alkoholem, w ten sam sposób, jak większość arystokracji, wynajdując zasady, aby pić jej mało i udawać, że zachwyca się walorami smakowymi. Ognista Whisky. Odpowiedni trunek na odpowiednie spotkanie. Przecież nie zamierzali przelewać w siebie swoich dusz.
— Nie mam ochoty się napić — odpowiedział jej, odkładając szklankę na stolik. Umoczył dwa palce, wskazujący i środkowy w swojej szklance i przyłożył do ust Loretty, jakby nakazując jej milczenie. Przesunął palce do jej podbródka, nieco rozmazując jej szminkę, a później pociągnął smugę do gardła, aż po obojczyk. — Pozwól, że wyzwolę cię z niewygody oczekiwania.
Płomienie przyszłości odbiły się w jego spojrzeniu, pomimo że nigdzie nie było otwartego ognia. Nie zamierzał jej niczego obiecywać, żadnych opowieści o wielkiej miłości, o wieczności, on w to nie wierzył, nie umiał, gdy największa zdrada czyhała w jego własnym domu. Gdy zamknęły się drzwi do pracowni, pozostawił na progu doczesne zmartwienia, to co go bolało prawdziwie, dla celebracji życia. Nawet jeśli miała być bardzo agresywna.
Idąc za swoją myślą, przesunął się tak, aby stać naprzeciwko Loretty. Ułożył drugą rękę na jej biodrze i niczym dziewica z żeńskiego klasztoru, licząca koraliki różańca, podnosił w marszczenie jej sukienkę, odsłaniając coraz wyżej nogi kobiety, a gdy dotarł do upragnionej wysokości, złapał Lestrange boleśnie za biodra i podsadził na stolik. Nie planował jej na razie całować, przynajmniej nie w usta.