— Widziałem, jak wychodzisz przed chwilą z Warowni — przywitał ją wujek ściszonym głosem. — I zostawiłem sobie wiadomość, żeby cię przypilnować.
Pomachał w jej stronę kawałkiem pergaminu, na którym wypisano runy.
Morpheus poprzedniego wieczoru zażył eliksiru nasennego. Jego bezsenność dawała mu się we znaki, a on nadużywał ostatnimi czasy czasozmieniacza bardzo znacznie. Miał wiele gorzkich słów do siebie samego, ale nie zanotował ich nawet w dzienniku, szkoda było atramentu. Wypił porcję leków przepisaną mu przez doktora Blacka i ułożył się do snu. Znów śnił o płomieniach, o cierpiącej kniei, aż leki nie zaczęły w pełni działać, osuwając go w mokrą lepkość niebytu i zapomnienia, gdzie sny i wspomnienia nie nakładały się na siebie. Gdzie mózg przetwarzał wszystko na innym planie świadomości, pozwalając ciału zregenerować się i odpocząć.
Nad ranem, gdy działanie eleksiru się skończyło, znów poczuł niepokój, znów rzucał się w pościeli, nogi zaplątały się w poszewkę, przebudzał się, za każdym razem widząc inne światło, początkowo szarość świtu, później różowe promienie, a na końcu błękit poranka. Nie wiedział, co go obudziło, zdawało się mu, że ktoś go szturchnął, ale w pomieszczeniu nikogo nie było. Pozostała jednak kartka. I ona nie zdziwiła Morpheusa, bo przy trybie życia Longbottomów, często karteczki zostawianie pod drzwiami były najskuteczniejszym sposobem komunikacji.
Przetarł zaspane oczy i zmrużył je, aby przeczytać wiadomość, zapisaną jego pismem, runami. Świetnie, to nie wróżyło niczego dobrego. Jestem twoją duszą. Quintessa jest kotem. Ucieczka nic nie da. Koty Figgów znają magię rytualną. Oni silniejsi. Nie pozwól Brennie zniszczyć Strumienia Czasu.
Zapowiadało się urocze przedpołudnie.
Morpheus obserwował życie w Warowni i czekał na moment, gdy czas podpowie mu, by ruszyć. Był w połowie tosta z fasolą, gdy zobaczył przez okno wychodzącą bratanicę, a później usłyszał, jak drzwi jej pokoju się otwierają. A więc to teraz.
— Jest kilka zasad. Przede wszystkim, nie zmieniamy biegu czasu, sprawiamy, aby prawidłowo przebiegł. Po drugie, ty z tej czasoprzestrzeni nie może cię zobaczyć. Po trzecie, jak najmniejsza ingerencja w rzeczywistość, bo możesz kogoś zamordować albo wymazać z istnienia i będziesz nosić w sobie ciężar ich nie-życia. Ile czasu się cofnęłaś? — zapytał, stając blisko bratanicy. — I czy ma to związek z Quintessą?
Szereg pytań, mało odpowiedzi, bardzo wrażliwa magia w ich rękach. Opowiedział jej o liście, własnej przestrodze i skąpej informacji.
— Musimy udać się do Figgów i dowiedzieć coś więcej na temat tego rytuału.