20.01.2023, 00:33 ✶
To była część jego życia – ci jego znajomi. A oddzielając tę część od innych części, odcinał pewną część siebie. Stawiał mur, który trudno było przekroczyć, nie pozwalał, by ktoś się do niego zbliżył, poznał, może pomógł mu dźwigać ciężar, który nosił na barkach – a który był zdecydowanie cięższy niż ten, który nosił przeciętny obywatel magicznej społeczności. Victoria chciała być częścią tego jej życia, bo już i tak została w nie wsadzona siłą – ale o tym już było więcej niż jedno zdanie. Ich znajomość była na takim etapie, że tak naprawdę to mogli ją dowolnie kształtować i wyrzeźbić coś, co najpewniej będzie odpowiadało tak jednemu jak i drugiemu. Więc tak, chciała poznać jego znajomych. Chciała też, by poznał tych jej – o ile sam będzie chciał i będzie taka możliwość. Jakoś musieli sobie poradzić z tym… związkiem. Narzeczeństwem. Czymś tam.
- Och… myślałam… - urwała. Myślała wiele rzeczy. Wiele niekoniecznie pozytywnych rzeczy, które robiły w jej głowie małe zamieszanie. Tak jakby… bała się czego? Swojej pozycji, swojego miejsca? O swoje przyszłe małżeństwo? - Że znacie się lepiej – zakończyła dyplomatycznie. Bo pomyślała znacznie więcej, ale co miała mówić, skoro to była jej nadinterpretacja, a poza tym, na litość boską, siedzieli przy stole z rodziną świętując ich zaręczyny. Mówił o relacjach biznesowych… Chodziło o to granie, tak? Wiedziała, że to lubił… Więc to chyba dobrze? Ale akurat różowa kawiarnia… i mugolskie piosenki. Zupełnie nie wiedziała co ma o tym sobie myśleć.
- Pewnie dadzą nam wolne po Beltane. W zamian za tą dodatkową służbę i to jeszcze w czasie święta – o ile nie posypie się coś na samym sabacie – a w końcu wysyłali ich tam nie dlatego, żeby się nie nudzili. A dlatego, że działy się rzeczy i jednocześnie czuć było w powietrzu napięcie. Więc teoretycznie będzie miała wolne. W praktyce… jak się coś pokiełbasi, to pewnie nie zobaczy wolnego przez następny tydzień albo i dwa, bo w końcu będą musieli odpocząć.
- Och… myślałam… - urwała. Myślała wiele rzeczy. Wiele niekoniecznie pozytywnych rzeczy, które robiły w jej głowie małe zamieszanie. Tak jakby… bała się czego? Swojej pozycji, swojego miejsca? O swoje przyszłe małżeństwo? - Że znacie się lepiej – zakończyła dyplomatycznie. Bo pomyślała znacznie więcej, ale co miała mówić, skoro to była jej nadinterpretacja, a poza tym, na litość boską, siedzieli przy stole z rodziną świętując ich zaręczyny. Mówił o relacjach biznesowych… Chodziło o to granie, tak? Wiedziała, że to lubił… Więc to chyba dobrze? Ale akurat różowa kawiarnia… i mugolskie piosenki. Zupełnie nie wiedziała co ma o tym sobie myśleć.
- Pewnie dadzą nam wolne po Beltane. W zamian za tą dodatkową służbę i to jeszcze w czasie święta – o ile nie posypie się coś na samym sabacie – a w końcu wysyłali ich tam nie dlatego, żeby się nie nudzili. A dlatego, że działy się rzeczy i jednocześnie czuć było w powietrzu napięcie. Więc teoretycznie będzie miała wolne. W praktyce… jak się coś pokiełbasi, to pewnie nie zobaczy wolnego przez następny tydzień albo i dwa, bo w końcu będą musieli odpocząć.