20.10.2024, 23:39 ✶
No cóż. Ambroise już wcześniej zwrócił uwagę na nietypowe (jego nieskromnym zdaniem) zachowanie szefowej Towarzystwa, toteż nagłe pęknięcie banieczki wyluzowania i opanowania przyjął nie z wyrzutami sumienia, wstydem, przestrachem czy którąś z tego typu reakcji a wręcz przeciwnie - z nieznacznym uśmiechem błąkającym się w kącikach ust. Nieważne, co się obecnie z nią działo, jaki był w tym wpływ Urquart a jaki starzenia się i dziecinnienia. Mirabella Abbott nadal miała trochę pazura. W dalszym ciągu potrafiła zachowywać się jak ktoś zdecydowany i nieznoszący sprzeciwu. Patrzył na to z pewną ulgą.
- Pani Abbott, z całym niepodważalnym szacunkiem zarówno do Pani, jak i do reszty zarządu Towarzystwa - zaczął, wychylając się do przodu w pół kroku i obdarzając kobietę neutralnym, lecz raczej z gatunku tych ostrzejszych spojrzeń. - Oczywiście rozumiem, skąd może brać się Pani niezadowolenie. Natomiast spieszę z zapewnieniem, iż z pewnością żadna z obecnych tu osób nie ma w intencji podważać tego... ...uprzywilejowania... ...i Pani autorytetu czy intencji. Myślę, że wszyscy możemy za to stwierdzić - na chwilę zawiesił głos rozglądając się po grupie i przyglądając się każdej twarzy z osobna, szczególnie ignorując wściekły wzrok siostry. - Że jedynie pierwszym, wcześniejszym wyróżnieniem z pewnością będzie pozyskanie wszystkich niezbędnych informacji, aby móc podejść do odkrycia z należytą naukową ekscytacją. W innym wypadku niewyjaśnione wątpliwości mają negatywny wpływ w postaci... ...choćby tej jakże przykrej... ...zachowawczości tak nietypowej dla środowiska badaczy - zakończył, instynktownie przesuwając językiem po zębach i zaplatając na plecach palce dłoni, kiedy zrobił kilka kolejnych kroków w stronę pojemnika z mandragorą.
Zdecydowanie nie zamierzał opuszczać pomieszczenia, szczególnie w obliczu wieści o potencjalnym wpływie czarnej magii na wzrost i zachowanie rośliny.
Gdyby tylko nie ten przeklęty katar. W tym momencie to on sprawiał Greengrassowi więcej problemów niż informacja o potencjalnym wykorzystaniu nekromancji na roślinie. To drugie było dla niego jakże interesujące. To pierwsze zaś jakże irytujące. O jakimkolwiek zapachu wspominali wszyscy inni zgromadzeni, Roise nie wyczuwał niemal nic. W momencie wejścia do pomieszczenia być może dotarła do niego jakaś nikła woń, natomiast teraz jego nos był wprost żenująco niewyczulony.
Słuchając dalszego wywodu Mirabelli, w dalszym ciągu nachylał się w kierunku tafli ochronnej wokół rośliny, wyciągając wnioski z obserwacji. Nie potrzebował wtrącać swoich trzech knutów tam, gdzie nie było to niezbędne. Potrafił stać w zupełnym milczeniu, wysłuchując reszty wypowiedzi Abbott i naprawdę idiotycznego stwierdzenia Urquarta, na które zareagował nieznacznym westchnieniem. Później również nie wtrącając się w wypowiedzi innych członków towarzystwa.
Starał się wyciągnąć własne dodatkowe wnioski nim się odezwie. Nie lubił tego robić zbytecznie. Przynajmniej w przypadku tak istotnych, poważnych dyskusji, w których nie widział miejsca na żarty. Obecnie rozchodziło się o kwestie ich bezpieczeństwa a to traktował wyjątkowo zdroworozsądkowo.
- Rzeczywiście. Ma haczyki - kiwnął głową w kierunku Camerona, doceniając tym zauważenie tego faktu, bo dzięki temu sam je dostrzegł. - Jakikolwiek kontakt, nawet niebezpośredni musi być zatem wykonywany w rękawicach, o których Pani wspomina, Pani Abbott - może nawet przy wdrożeniu jeszcze większych zabezpieczeń. - Sugerowałbym rzeczywiście dokonać badania próbek ziemi zanim przejdziemy do samej mandragory. Być może również powiększyć kopułę zgodnie z sugestią pana Selwyna. Najlepiej w odwrotnej kolejności - zawyrokował, bo wtedy mogliby wpierw ocenić zachowanie rośliny na zmianę warunków a dopiero później się do niej zbliżać.
Słysząc ostatnie słowa Camerona, zmarszczył brwi, ale się nie odezwał, pozostawiając innym rozwianie wątpliwości młodzieńca i weryfikację tej sugestii. Raczej wolał nie wychylać się ze swoją wiedzą w temacie.
Wyjątkowo cierpliwie czekał na rozwój dyskusji, mimowolnie bawiąc się nausznikami do momentu, w którym odezwała się jego siostra. Już wcześniej zdecydowanie nie zgadzał się z entuzjazmem Roselyn i niezaprzeczalnym podążaniem za panią Abbott, natomiast w żaden sposób tego nie okazał. Przynajmniej nie znacząco.
Tym razem chrząknął słysząc opowiedzenie się przy rozproszeniu tuby, ale po to, aby od razu zabrać się za roślinę. Na wspomnienie ich eksperymentu z drzewami wiggenowymi nawet nie drgnęła mu powieka. Potrafił zachować pokerową twarz. To była znaczna część jego pracy.
- Cięcie rośliny bez upewnienia się, że nie czerpie z gleby żadnych nieprzewidzianych składników stanowi ryzykowny pomysł - odezwał się - cóż, sami eksperymentowali z różnymi eliksirami, więc nie zamierzał dawać Roselyn taryfy ulgowej od nieprzychylnych komentarzy. - Inna kwestia, skąd takowe miałyby znaleźć się w ziemi, natomiast twierdzę, że warto wpierw upewnić się, że nie ma tam nic niezwykłego. Rozumiem, że gleba nie była całkowicie wymieniana? Coś musi wywierać wpływ na roślinę, skoro zachowuje się inaczej i się uspokoiła. Domieszka nowego piasku? - Wzruszył ramionami. Od czegoś trzeba było zacząć.
- Pani Abbott, z całym niepodważalnym szacunkiem zarówno do Pani, jak i do reszty zarządu Towarzystwa - zaczął, wychylając się do przodu w pół kroku i obdarzając kobietę neutralnym, lecz raczej z gatunku tych ostrzejszych spojrzeń. - Oczywiście rozumiem, skąd może brać się Pani niezadowolenie. Natomiast spieszę z zapewnieniem, iż z pewnością żadna z obecnych tu osób nie ma w intencji podważać tego... ...uprzywilejowania... ...i Pani autorytetu czy intencji. Myślę, że wszyscy możemy za to stwierdzić - na chwilę zawiesił głos rozglądając się po grupie i przyglądając się każdej twarzy z osobna, szczególnie ignorując wściekły wzrok siostry. - Że jedynie pierwszym, wcześniejszym wyróżnieniem z pewnością będzie pozyskanie wszystkich niezbędnych informacji, aby móc podejść do odkrycia z należytą naukową ekscytacją. W innym wypadku niewyjaśnione wątpliwości mają negatywny wpływ w postaci... ...choćby tej jakże przykrej... ...zachowawczości tak nietypowej dla środowiska badaczy - zakończył, instynktownie przesuwając językiem po zębach i zaplatając na plecach palce dłoni, kiedy zrobił kilka kolejnych kroków w stronę pojemnika z mandragorą.
Zdecydowanie nie zamierzał opuszczać pomieszczenia, szczególnie w obliczu wieści o potencjalnym wpływie czarnej magii na wzrost i zachowanie rośliny.
Gdyby tylko nie ten przeklęty katar. W tym momencie to on sprawiał Greengrassowi więcej problemów niż informacja o potencjalnym wykorzystaniu nekromancji na roślinie. To drugie było dla niego jakże interesujące. To pierwsze zaś jakże irytujące. O jakimkolwiek zapachu wspominali wszyscy inni zgromadzeni, Roise nie wyczuwał niemal nic. W momencie wejścia do pomieszczenia być może dotarła do niego jakaś nikła woń, natomiast teraz jego nos był wprost żenująco niewyczulony.
Słuchając dalszego wywodu Mirabelli, w dalszym ciągu nachylał się w kierunku tafli ochronnej wokół rośliny, wyciągając wnioski z obserwacji. Nie potrzebował wtrącać swoich trzech knutów tam, gdzie nie było to niezbędne. Potrafił stać w zupełnym milczeniu, wysłuchując reszty wypowiedzi Abbott i naprawdę idiotycznego stwierdzenia Urquarta, na które zareagował nieznacznym westchnieniem. Później również nie wtrącając się w wypowiedzi innych członków towarzystwa.
Starał się wyciągnąć własne dodatkowe wnioski nim się odezwie. Nie lubił tego robić zbytecznie. Przynajmniej w przypadku tak istotnych, poważnych dyskusji, w których nie widział miejsca na żarty. Obecnie rozchodziło się o kwestie ich bezpieczeństwa a to traktował wyjątkowo zdroworozsądkowo.
- Rzeczywiście. Ma haczyki - kiwnął głową w kierunku Camerona, doceniając tym zauważenie tego faktu, bo dzięki temu sam je dostrzegł. - Jakikolwiek kontakt, nawet niebezpośredni musi być zatem wykonywany w rękawicach, o których Pani wspomina, Pani Abbott - może nawet przy wdrożeniu jeszcze większych zabezpieczeń. - Sugerowałbym rzeczywiście dokonać badania próbek ziemi zanim przejdziemy do samej mandragory. Być może również powiększyć kopułę zgodnie z sugestią pana Selwyna. Najlepiej w odwrotnej kolejności - zawyrokował, bo wtedy mogliby wpierw ocenić zachowanie rośliny na zmianę warunków a dopiero później się do niej zbliżać.
Słysząc ostatnie słowa Camerona, zmarszczył brwi, ale się nie odezwał, pozostawiając innym rozwianie wątpliwości młodzieńca i weryfikację tej sugestii. Raczej wolał nie wychylać się ze swoją wiedzą w temacie.
Wyjątkowo cierpliwie czekał na rozwój dyskusji, mimowolnie bawiąc się nausznikami do momentu, w którym odezwała się jego siostra. Już wcześniej zdecydowanie nie zgadzał się z entuzjazmem Roselyn i niezaprzeczalnym podążaniem za panią Abbott, natomiast w żaden sposób tego nie okazał. Przynajmniej nie znacząco.
Tym razem chrząknął słysząc opowiedzenie się przy rozproszeniu tuby, ale po to, aby od razu zabrać się za roślinę. Na wspomnienie ich eksperymentu z drzewami wiggenowymi nawet nie drgnęła mu powieka. Potrafił zachować pokerową twarz. To była znaczna część jego pracy.
- Cięcie rośliny bez upewnienia się, że nie czerpie z gleby żadnych nieprzewidzianych składników stanowi ryzykowny pomysł - odezwał się - cóż, sami eksperymentowali z różnymi eliksirami, więc nie zamierzał dawać Roselyn taryfy ulgowej od nieprzychylnych komentarzy. - Inna kwestia, skąd takowe miałyby znaleźć się w ziemi, natomiast twierdzę, że warto wpierw upewnić się, że nie ma tam nic niezwykłego. Rozumiem, że gleba nie była całkowicie wymieniana? Coś musi wywierać wpływ na roślinę, skoro zachowuje się inaczej i się uspokoiła. Domieszka nowego piasku? - Wzruszył ramionami. Od czegoś trzeba było zacząć.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down