21.10.2024, 10:32 ✶
Pokiwała głową ze zrozumieniem. Być może w tym, co mówił, było ziarnko prawdy. Może powinna przemyśleć swoją ścieżkę kariery? Może powinna bujać się właśnie z nim, a nie samotnie, jak zwierzę w klatce, którym w tej chwili niewątpliwie była? Zabrali jej dostęp do Kniei, co przyjęła w teorii z pokorą, a w praktyce... Cóż. Zerkała ciekawie w kierunku drzew, przechodziła wzdłuż umownej granicy i węszyła, próbując wychwycić znajome tony, subtelne nuty zagrożenia. Cała Knieja drżała pod wpływem ostrzeżeń, lecz mimo że Faye czuła, że powinna ruszyć w jej głąb, to grzecznie czekała. Będzie musiała odezwać się do brata, który również pracował w Ministerstwie, żeby wywiedzieć się, czy szanowna instytucja w ogóle planowała cokolwiek zrobić z tym niewygodnym faktem, że zamknęli ogromną połać puszczy dla każdego.
- Niby tak, ale trzeba mieć talent do wyłuskiwania prawdy spośród półprawd i kłamstw, czyż nie? - zapytała, wcale nie sugerując, że działało to także w drugą stronę. Nie sugerowałaby mu, że on sam porusza się po tej nici niczym pająk, zgrabnie i z gracją. - Nigdy nie byłam w tym dobra, zresztą pan wie.
Nie można jej było nazwać naiwną - chociaż niewątpliwie biła od niej dziecięca dobroć i chęć lub nawet potrzeba, by dostrzegać w każdym jednym osobniku dobro. Zapewne gdyby postawić przed nią Voldemorta, przemknęłoby jej przez myśl co takiego się stało, że stał się taki zły. Nie negowałaby oczywiście faktu, że jego serce zostało opanowane przez czarną magię, ale lubiła odkrywać powody, dla których ludzie postępowali tak a nie inaczej. Faye uważała, że nikt z natury nie był zły. Zło tworzyło się na przestrzeni lat pod wpływem otoczenia, ludzi czy okoliczności.
Gdy przekroczyli próg knajpy, Faye odetchnęła. Lubiła bar U Lizzy, mimo że stołowali się tu także mugole. Lizzy zadbała o to, by oddzielić te dwa światy, a jednak zachować jakiekolwiek pozory, że są tu "razem". Uśmiechnęła się do kobiety, stojącej za ladą, a potem ruszyła z Anthonym do stolika. Nie sprawdzała, czy się lepił, bo wiedziała, że tak nie będzie. Poza tym nawet gdyby się lepił, to przecież ona była przyzwyczajona do dużo gorszych warunków.
- Herbaty... Hm - powiedziała, zerkając na kontuar. - Pójdę po karty, co? Tutaj panują dziwne zasady, wie pan. Bo różni ludzie tu przychodzą.
Mrugnęła porozumiewawczo, chociaż jeżeli Shafiq nie był tu jeszcze, to nie wiedział raczej, że dla czarodziejów mieli przygotowane nie tylko inne karty, ale i dania. Faye wstała i ruszyła po kartę tak, jak wiele razy wcześniej. Kobieta stojąca za ladą musiała ją kojarzyć, bo zamieniły kilka słów, okraszonych śmiechem obu kobiet. Gdy wróciła, kartę miała jedną. Dla niego.
- Ja już zamówiłam, proszę wybaczyć. Zawsze biorę to samo. Mugolski stek z przyprawami i pieczonymi ziemniakami to absolutne arcydzieło. A herbatę... Polecam tę - stuknęła opuszkiem palca w miejsce, w którym znajdowała się herbata z alkoholową wkładką. Obdarzyła mężczyznę niewinnym uśmiechem. - Tylko musi pan mówić szeptem, bo tu są mugole.
Ściszyła głos, rozglądając się. Nie była pewna, czy te kilka osób, które się tu znalazło, było czarodziejami.
- Niby tak, ale trzeba mieć talent do wyłuskiwania prawdy spośród półprawd i kłamstw, czyż nie? - zapytała, wcale nie sugerując, że działało to także w drugą stronę. Nie sugerowałaby mu, że on sam porusza się po tej nici niczym pająk, zgrabnie i z gracją. - Nigdy nie byłam w tym dobra, zresztą pan wie.
Nie można jej było nazwać naiwną - chociaż niewątpliwie biła od niej dziecięca dobroć i chęć lub nawet potrzeba, by dostrzegać w każdym jednym osobniku dobro. Zapewne gdyby postawić przed nią Voldemorta, przemknęłoby jej przez myśl co takiego się stało, że stał się taki zły. Nie negowałaby oczywiście faktu, że jego serce zostało opanowane przez czarną magię, ale lubiła odkrywać powody, dla których ludzie postępowali tak a nie inaczej. Faye uważała, że nikt z natury nie był zły. Zło tworzyło się na przestrzeni lat pod wpływem otoczenia, ludzi czy okoliczności.
Gdy przekroczyli próg knajpy, Faye odetchnęła. Lubiła bar U Lizzy, mimo że stołowali się tu także mugole. Lizzy zadbała o to, by oddzielić te dwa światy, a jednak zachować jakiekolwiek pozory, że są tu "razem". Uśmiechnęła się do kobiety, stojącej za ladą, a potem ruszyła z Anthonym do stolika. Nie sprawdzała, czy się lepił, bo wiedziała, że tak nie będzie. Poza tym nawet gdyby się lepił, to przecież ona była przyzwyczajona do dużo gorszych warunków.
- Herbaty... Hm - powiedziała, zerkając na kontuar. - Pójdę po karty, co? Tutaj panują dziwne zasady, wie pan. Bo różni ludzie tu przychodzą.
Mrugnęła porozumiewawczo, chociaż jeżeli Shafiq nie był tu jeszcze, to nie wiedział raczej, że dla czarodziejów mieli przygotowane nie tylko inne karty, ale i dania. Faye wstała i ruszyła po kartę tak, jak wiele razy wcześniej. Kobieta stojąca za ladą musiała ją kojarzyć, bo zamieniły kilka słów, okraszonych śmiechem obu kobiet. Gdy wróciła, kartę miała jedną. Dla niego.
- Ja już zamówiłam, proszę wybaczyć. Zawsze biorę to samo. Mugolski stek z przyprawami i pieczonymi ziemniakami to absolutne arcydzieło. A herbatę... Polecam tę - stuknęła opuszkiem palca w miejsce, w którym znajdowała się herbata z alkoholową wkładką. Obdarzyła mężczyznę niewinnym uśmiechem. - Tylko musi pan mówić szeptem, bo tu są mugole.
Ściszyła głos, rozglądając się. Nie była pewna, czy te kilka osób, które się tu znalazło, było czarodziejami.