20.01.2023, 01:50 ✶
Na twarzy Lyssy pojawiła się konsternacja, która przeobraziła się po pewnym czasie w delikatne, ale widoczne niezadowolenie. Wila w ich opowieści została dosłownie ograbiona ze wszystkiego, co sprawiało że wilą była, a tańczący z nią w lesie młodzieniec chciał, by ta musiała dodatkowo zapłacić. Chciał ją ukarać za to, że straciła siebie.
- Przecież ja już zapłaciłam tym, co było dla mnie najcenniejsze - odezwała się, krzywiąc się przy tym nieco. - Pozbawiły mnie wszystkiego co sprawiało, że byłam sobą. Jestem już tylko nikim więcej jak zwykłym człowiekiem i wciąż jeszcze muszę oddać więcej?
Mimo skwaszonej miny i szorstkiego tonu, poddała się jego ruchom, obracając z gracją, a przynajmniej na tyle lekko na ile pozwalało jej nieregularne podłoże lasu. Całe szczęście też, sam Darcy zdawał się świetnie świadom otoczenia w jakim się znajdowali, bo nie próbował kręcić nią jakichś karkołomnych figur.
- Myślę, że ten chłopiec nie powinien wiedzieć, że jestem, albo raczej byłam wilą i że moja podróż ma na celu odzyskanie dawnych mocy. Mógł źle mnie zrozumieć lub niezgrabnie podsłuchać tylko część słów, które mówiłyby o tym, co i dlaczego powinnam zrobić. Mógłby też, chociażby dlatego że jego brat został uwiedziony, nienawidzić mojego rodzaju, jednak z biegiem historii oboje zaczęlibyśmy odnajdywać w sobie to, czego nie widzieliśmy wcześniej w osobach innego rodzaju. - zatrzymała na moment słowa, nby łapiąc jakiś głębszy oddech, ale też zastanawiając się nad tym, jak dalej posnuć historię. - Co jeśli, na samym końcu dowiedziałby się kim naprawdę jestem? Na pewno nie byłby zbytnio zachwycony i nie zostałby ze mną do samego końca. Uczucia, które by się narodziły podczas podróży, w takim przypadku przyniosły smutek i rozczarownie. Zwątpienie, które sprawiłoby, że niemal nie dokończyłabym dzieła, a trzy uzurpatorki odebrałyby mi magię na zawsze. W ostatnim momencie jednak, chłopiec przybyłby mi z pomocą, oddając nadzieję. Razem odzyskalibyśmy moje moce, a potem również razem ruszyli przez życie. On, nauczony nie kierować sie swoimi uprzedzeniami. Ja, nauczona ludzkiego współczucia i oddania. Co ty na to? - zaproponowała w końcu, podnosząc ciemne oczy ku górze, na jego własne, z pewnego rodzaju nadzieją, że ta wersja mogła brzmieć nieco lepiej.
- Przecież ja już zapłaciłam tym, co było dla mnie najcenniejsze - odezwała się, krzywiąc się przy tym nieco. - Pozbawiły mnie wszystkiego co sprawiało, że byłam sobą. Jestem już tylko nikim więcej jak zwykłym człowiekiem i wciąż jeszcze muszę oddać więcej?
Mimo skwaszonej miny i szorstkiego tonu, poddała się jego ruchom, obracając z gracją, a przynajmniej na tyle lekko na ile pozwalało jej nieregularne podłoże lasu. Całe szczęście też, sam Darcy zdawał się świetnie świadom otoczenia w jakim się znajdowali, bo nie próbował kręcić nią jakichś karkołomnych figur.
- Myślę, że ten chłopiec nie powinien wiedzieć, że jestem, albo raczej byłam wilą i że moja podróż ma na celu odzyskanie dawnych mocy. Mógł źle mnie zrozumieć lub niezgrabnie podsłuchać tylko część słów, które mówiłyby o tym, co i dlaczego powinnam zrobić. Mógłby też, chociażby dlatego że jego brat został uwiedziony, nienawidzić mojego rodzaju, jednak z biegiem historii oboje zaczęlibyśmy odnajdywać w sobie to, czego nie widzieliśmy wcześniej w osobach innego rodzaju. - zatrzymała na moment słowa, nby łapiąc jakiś głębszy oddech, ale też zastanawiając się nad tym, jak dalej posnuć historię. - Co jeśli, na samym końcu dowiedziałby się kim naprawdę jestem? Na pewno nie byłby zbytnio zachwycony i nie zostałby ze mną do samego końca. Uczucia, które by się narodziły podczas podróży, w takim przypadku przyniosły smutek i rozczarownie. Zwątpienie, które sprawiłoby, że niemal nie dokończyłabym dzieła, a trzy uzurpatorki odebrałyby mi magię na zawsze. W ostatnim momencie jednak, chłopiec przybyłby mi z pomocą, oddając nadzieję. Razem odzyskalibyśmy moje moce, a potem również razem ruszyli przez życie. On, nauczony nie kierować sie swoimi uprzedzeniami. Ja, nauczona ludzkiego współczucia i oddania. Co ty na to? - zaproponowała w końcu, podnosząc ciemne oczy ku górze, na jego własne, z pewnego rodzaju nadzieją, że ta wersja mogła brzmieć nieco lepiej.