21.10.2024, 20:21 ✶
Czy na pewno lubił pamiątki? Czy na pewno o to mu właśnie chodziło, czy być może podjął tę grę, a jutro gdy będzie brał zimny prysznic, przejedzie lekko palcami po gorącym śladzie, który mu zostawił, i poczuje ukłucie wstydu? Nie wiedział tego na pewno, ale zdecydowanie liczył na właśnie taki scenariusz. On sam nie czuł wstydu ani za pierwszym, ani za drugim razem. Dbał jednak o to, by na jego ciele nie było żadnych znaków, mogących zdradzić, do czego dochodziło za zamkniętymi drzwiami. I mimo że ukrywał inne znaki, znajdujące się na jego ciele, to do tych nie chciał dopuszczać, a przynajmniej nie dopuszczał do nich do tej pory.
Na przestrzeni tych kilku miesięcy doświadczył różnego rodzaju bliskości, jednak każda nowa była kolejną lekcją, z której skwapliwie korzystał. Tak jak teraz, gdy powoli rozpinał guziki koszuli, której jednak nie zsunął z jego ramion. Czuł, że Perseus jest niecierpliwy, lecz musiał jeszcze poczekać. On chciał się napawać tą chwilą możliwie jak najdłużej. Wsunął dłoń pod delikatny, miękki materiał. Badał każdy centymetr jego ciała, powoli i metodycznie, opuszkami przesuwając po żebrach. Miał słabość do zbudowanych w ten sposób mężczyzn, chociaż sam przez wiele lat nie miał o tym pojęcia. Każda kosteczka, każdy mięsień napinający się pod wpływem jego dotyku przypominały mu nieco instrument. I chociaż sam nie miał za grosz talentu do muzyki, to potrafił sprawić, by ludzie śpiewali, a ciało wiło się tak, jak chciał. Gdy więc poczuł, że niecierpliwe dłonie sięgają do jego paska, wolną ręką je zatrzymał. Jeżeli Perseus chciał zapytać, spojrzeć pytająco - nie mógł, bo zamknął mu usta głębokim pocałunkiem. Głębokim i pełnym pożądania, bo jeżeli w tym tańcu chciał sprawić, żeby to Black pożądał jego, to musiał gdzieś zgubić rytm i pomylić kroki. Jego ruchy stawały się natarczywe, zagarniające mężczyznę do siebie. Jedna z dłoni wylądowała na plecach Perseusa i pociągnęła go w górę, tak by mogli złączyć ze sobą nagie ciała. Z jego własnych ust wydobyło się ciche westchnięcie, sugerujące, że sam powoli gubi się w tym, kto tu jest bardziej i kto mocniej chce tego drugiego. Mlecznobiała mgła pożądania przytulnie osnuła jego umysł, zostawiając miejsce na wyłącznie ludzkie, zwierzęce niemal odruchy. Dopiero wtedy puścił jego dłoń, palce drugiej wbijając w alabastrową skórę na ramieniu. Jego spojrzenie, bystre i ostre, można było teraz porównać do rozmarzonego i rozkojarzonego. To było naprawdę zadziwiające jak bardzo bliskość drugiego człowieka potrafiła sprawić, że nawet najtęższy umysł po prostu przestawał działać i się poddawał. Sam sięgnął do spodni Perseusa, chociaż nie spieszył się. Wyznaczał palcami drogę wzdłuż jego torsu, przez brzuch, by w ostatniej chwili zmienić kierunek i wsunąć kciuk pod krawędź spodni na biodrze. To nie miała być łatwa i przyjemna noc, przynajmniej nie dla Perseusa. Lestrange miał bowiem kolejną słabość: uwielbiał czuć, że ktoś go potrzebuje, że ktoś go pragnie. Lubił wyczuwać fizycznie nieme błagania.
Na przestrzeni tych kilku miesięcy doświadczył różnego rodzaju bliskości, jednak każda nowa była kolejną lekcją, z której skwapliwie korzystał. Tak jak teraz, gdy powoli rozpinał guziki koszuli, której jednak nie zsunął z jego ramion. Czuł, że Perseus jest niecierpliwy, lecz musiał jeszcze poczekać. On chciał się napawać tą chwilą możliwie jak najdłużej. Wsunął dłoń pod delikatny, miękki materiał. Badał każdy centymetr jego ciała, powoli i metodycznie, opuszkami przesuwając po żebrach. Miał słabość do zbudowanych w ten sposób mężczyzn, chociaż sam przez wiele lat nie miał o tym pojęcia. Każda kosteczka, każdy mięsień napinający się pod wpływem jego dotyku przypominały mu nieco instrument. I chociaż sam nie miał za grosz talentu do muzyki, to potrafił sprawić, by ludzie śpiewali, a ciało wiło się tak, jak chciał. Gdy więc poczuł, że niecierpliwe dłonie sięgają do jego paska, wolną ręką je zatrzymał. Jeżeli Perseus chciał zapytać, spojrzeć pytająco - nie mógł, bo zamknął mu usta głębokim pocałunkiem. Głębokim i pełnym pożądania, bo jeżeli w tym tańcu chciał sprawić, żeby to Black pożądał jego, to musiał gdzieś zgubić rytm i pomylić kroki. Jego ruchy stawały się natarczywe, zagarniające mężczyznę do siebie. Jedna z dłoni wylądowała na plecach Perseusa i pociągnęła go w górę, tak by mogli złączyć ze sobą nagie ciała. Z jego własnych ust wydobyło się ciche westchnięcie, sugerujące, że sam powoli gubi się w tym, kto tu jest bardziej i kto mocniej chce tego drugiego. Mlecznobiała mgła pożądania przytulnie osnuła jego umysł, zostawiając miejsce na wyłącznie ludzkie, zwierzęce niemal odruchy. Dopiero wtedy puścił jego dłoń, palce drugiej wbijając w alabastrową skórę na ramieniu. Jego spojrzenie, bystre i ostre, można było teraz porównać do rozmarzonego i rozkojarzonego. To było naprawdę zadziwiające jak bardzo bliskość drugiego człowieka potrafiła sprawić, że nawet najtęższy umysł po prostu przestawał działać i się poddawał. Sam sięgnął do spodni Perseusa, chociaż nie spieszył się. Wyznaczał palcami drogę wzdłuż jego torsu, przez brzuch, by w ostatniej chwili zmienić kierunek i wsunąć kciuk pod krawędź spodni na biodrze. To nie miała być łatwa i przyjemna noc, przynajmniej nie dla Perseusa. Lestrange miał bowiem kolejną słabość: uwielbiał czuć, że ktoś go potrzebuje, że ktoś go pragnie. Lubił wyczuwać fizycznie nieme błagania.
Bezeceństwa