Nadal stoję z bratem
Rita rozpromieniła się, kiedy Bletchley zdjął ze swojej głowy laur i złożył go na jej skronia. Dygnęła przy tym elegancko, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. To był zaszczyt zostać docenionym przez taką personę. – Oczywiście, będzie tego więcej. - Odpowiedziała mu po francusku, tak naprawdę nie miała pojęcia, czym jest to więcej, ale wiedziała, że tak, czy siak będzie gotowa spełnić te oczekiwania.
- Pozdrowię. - Dodała jeszcze po czym skłoniła się teatralnie na pożegnanie. Odprowadziła jeszcze wzrokiem Bletchleya, tak jak jej się wydawało, zmierzał w kierunku Yaxleya, którego znała jeszcze ze szkoły, ten typ zawsze sprawiał problemy, oni wszyscy chyba tacy byli, słyszała, że to bardzo dzika rodzina.
Nie zdążyli podejśc do wuja, bo została zagadana przez Szefa Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Pamiętała jednak o tym, że Jessie wspominał, że coś działo się z Morpheusem.
- Dziękuję. - Powiedziała do brata z uśmiechem. W sumie była zadowolona z tego, jak przebiegał ten wieczór, może nawet nie zakładała, że będzie taki przyjemny. Spotkała tu wiele życzliwych osób. Przestało już nawet jej przeszkadzać to, że znajdowali się na łonie natury.
Zrobiło jej się chłodniej, poczuła powiew wiatru na swoich ramionach. - Tak właściwie to chętnie się czegoś napiję, zaschło mi w gardle. - Nie była głodna, rzadko kiedy właściwie chciało jej się jeść.
- Faktycznie zrobiło się chłodniej, chętnie skorzystam z marynarki, ale czy Tobie nie będzie zimno? - Cóż, nie chciała, żeby brat cierpiał jej kosztem. Mogła pomyśleć o tym, że wieczór będzie chłodniejszy.