21.10.2024, 23:34 ✶
Ach Ci Prewettowie.
Nic tylko blichtr, splendor i świecidełka.
Zaraz, to trochę też pasowało do opisu jego osoby.
Uśmiechnął się rozbawiony tą myślą, ale z tego co sobie przypominał krew Prewettów miał dość oddaloną od swojej linii.
– Mój drogi, z czasem rośnie popyt na święty spokój i stawianie własnych zasad innym. To rzeczywiście ciche miejsce, ale dzięki temu absolutnie od Ciebie zależy kto, gdzie i na jakich warunkach pojawi się w progach domostwa. Jest to... powiedziałbym mniejsze zło. Tu nie nagabują Cię dziennikarze. Tu jest czas, aby wyciszyć się i przemyśleć dalsze kroki. A ogród i kwestia wystroju... – machnął z lekceważeniem ręką. – Nie musisz koniecznie kogoś wieszać na tyłach swojej posiadłości, nie jest to obowiązkowe, żeby dostać się do grona szacownej littlehangletońskiej społeczności.
Tak na prawdę miejscowość była parszywa i był tego absolutnie świadomy. Anthony kupił swoje ziemie tutaj, bo były tanie. Dobra opowieść jednak potrafiła podbić cenę kilkukrotnie, a Anthony miał tych opowieści w pamięci całkiem sporo.
– Ja pracuję głównie z domu, ale zadbałem, żeby mieć dobry widok przez okno – na sypialnie Morpheusa, jakże bawiło go to obecnie, gdy nagle mały zameczek miał zostać ponownie zamieszkany. – Praca logistyczna, pozyskiwanie sojuszników i partnerów do projektu, a wieczorami praca badawcza dla rozrywki umysłu, aby język odplątał się wobec prostoty słów, po którą niekiedy trzeba czasem sięgnąć... Okolica sprzyja. A Tobie... cóż, sądzę, że przy Twojej specyfice pracy dobrze jest mieć bezpieczne miejsce gdzie można się schować. Planujesz w ogóle jakieś dodatkowe zabezpieczenia już na etapie remontowym? Jak wiele osób wie o tym miejscu? – choć ani Atreus Bulstrode, ani jego rodzina nie głosili otwarcie promugolskich haseł, mężczyzna wciąż pozostawał aurorem, który z definicji zwalczał czarnoksiężników. Nagła troska zmiękczyła rysy zwykle stonowanego Anthony'ego, który stracił zainteresowanie ścianami (tak na prawdę nigdy nie był nimi zainteresowany), a skupił się w całości na chrześniaku i jego planie. Troska była jego językiem miłości, a w przypadku narwanego i upartego Atreusa miał wrażenie, że tej troski będzie potrzeba bardzo, bardzo wiele.
Nic tylko blichtr, splendor i świecidełka.
Zaraz, to trochę też pasowało do opisu jego osoby.
Uśmiechnął się rozbawiony tą myślą, ale z tego co sobie przypominał krew Prewettów miał dość oddaloną od swojej linii.
– Mój drogi, z czasem rośnie popyt na święty spokój i stawianie własnych zasad innym. To rzeczywiście ciche miejsce, ale dzięki temu absolutnie od Ciebie zależy kto, gdzie i na jakich warunkach pojawi się w progach domostwa. Jest to... powiedziałbym mniejsze zło. Tu nie nagabują Cię dziennikarze. Tu jest czas, aby wyciszyć się i przemyśleć dalsze kroki. A ogród i kwestia wystroju... – machnął z lekceważeniem ręką. – Nie musisz koniecznie kogoś wieszać na tyłach swojej posiadłości, nie jest to obowiązkowe, żeby dostać się do grona szacownej littlehangletońskiej społeczności.
Tak na prawdę miejscowość była parszywa i był tego absolutnie świadomy. Anthony kupił swoje ziemie tutaj, bo były tanie. Dobra opowieść jednak potrafiła podbić cenę kilkukrotnie, a Anthony miał tych opowieści w pamięci całkiem sporo.
– Ja pracuję głównie z domu, ale zadbałem, żeby mieć dobry widok przez okno – na sypialnie Morpheusa, jakże bawiło go to obecnie, gdy nagle mały zameczek miał zostać ponownie zamieszkany. – Praca logistyczna, pozyskiwanie sojuszników i partnerów do projektu, a wieczorami praca badawcza dla rozrywki umysłu, aby język odplątał się wobec prostoty słów, po którą niekiedy trzeba czasem sięgnąć... Okolica sprzyja. A Tobie... cóż, sądzę, że przy Twojej specyfice pracy dobrze jest mieć bezpieczne miejsce gdzie można się schować. Planujesz w ogóle jakieś dodatkowe zabezpieczenia już na etapie remontowym? Jak wiele osób wie o tym miejscu? – choć ani Atreus Bulstrode, ani jego rodzina nie głosili otwarcie promugolskich haseł, mężczyzna wciąż pozostawał aurorem, który z definicji zwalczał czarnoksiężników. Nagła troska zmiękczyła rysy zwykle stonowanego Anthony'ego, który stracił zainteresowanie ścianami (tak na prawdę nigdy nie był nimi zainteresowany), a skupił się w całości na chrześniaku i jego planie. Troska była jego językiem miłości, a w przypadku narwanego i upartego Atreusa miał wrażenie, że tej troski będzie potrzeba bardzo, bardzo wiele.