21.10.2024, 23:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2024, 23:53 przez Anthony Shafiq.)
anemiczny
przybysz
przybysz
Jego umęczone oblicze nie zmieniło się nadto po tym słodkim komplemencie. Nie wypiął dumnie piersi, żeby wyeksponować, że owszem może i tapla się w beznadziejnym bagnie melancholii, ale ćwiczy sumiennie zgodnie z przykazem swojej kambodżańskiej nauczycielki i wygląda lepiej niż rok temu. Nie zrobił tego, choć lekko zadrgał mu ku górze kącik ust w uśmiechu mniej egzaltowanym, ale chociaż odrobinę bardziej szczerym.
– Dobrze więc. Tam widziano kota, chodźmy zobaczyć jakieś domostwo, które tam jest najbliżej chociaż jeszcze nie... – umilkł, gdy jego wzrok padł na norę. To byłoby idiotyczne, gdyby kot ta był prawda? Tak od razu, tak bez zabawy, tak bez dania wina i wyzyskania wspomnień.
Westchnął, niemalże rozżalony, że to wszystko miało się skończyć nim tak na prawdę się zaczęło. Prawie zapomniał, że są w Dolinie.
– Jonathan. Tam. Patrz. – wskazał ruch – Sądzisz, że Matka nam dziś błogosławi? W końcu jesteś dzieckiem w czepku urodzonym, zakładam, że co pomyślisz, to momentalnie się spełnia, a oboje wiemy jak bardzo chciałeś znaleźć Makbeta. Las po niego przyszedł. Wszystko się zgadza. – Im bliżej byli tym bardziej umaszczenie pasowało do opisu zrozpaczonej właścicielki. Nienawidził tego pomysłu, ale teraz czuł nadchodzącą żałobę po nim, kiedy już byli tak blisko celu.
W pewnym sensie blisko.
Makbet w bardzo ostentacyjny sposób pokazał, że nie zamierza być ratowany. Jeszcze rozumiałby jakby była z nimi Tahira, ale cóż oni mu zrobili? Stalowe oczy przetoczyły się wewnątrz zmęczonej swoim żywotem czaszki. Anthony skrzyżował ręce na piersi patrząc na równie nieudolne próby Selwyna.
– Och mój złotousty, więc Ciebie też ów kociaczek nie chce słuchać? Jak to możliwe? Może teleportuje się od razu po Ptolemeusza. Do trzech razy sztuka. – Rzucił absolutnie pewien, że rozgniewa to Jonathana, szczególnie, że nie patrzył na jego twarz, a ton wybornie udał mu się taki absolutnie autentyczny.
– Czekaj spróbuję... spróbuję zaśmierdzieć mu tuńczykiem...– Czy właśnie to powiedział? To co powiedział? Towarzystwo Gryfonów jednak ogłupiało na dłuższą metę... Skupił się na morzu, skupił na bryzie, na ciemnej alejce gwiazd z małym włoskim miasteczku, na której... nie... to nie smak wina miał mu chodzić po głowie. Tuńczyk, ten kot lubił tuńczyka...
Długie palce zatańczyły, sięgając po magię kształtowania... bez różdżki, przecież ćwiczył kolejny tydzień...
Rzut na Kształtowanie II. Wiedza o zwierzętach mizerna, ale Anthony jest smakoszem i wie jak smakuje i pachnie dobrze przyrządzony tuńczyk. Oby nie zasugerował się sosem truflowym!
Rzut N 1d100 - 23
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana