24.10.2024, 00:04 ✶
W jednym Rodolphus miał rację - następnego dnia poczucie wstydu będzie wiercić dziurę w jego brzuchu, zaciśnie boleśnie żołądek i odbierze ochotę na śniadanie. Leżąc w łóżku ze zgrozą przypomni sobie o tym, w jaki sposób został naznaczony, a kiedy palce powędrują na szyję i skórę przeszyje ból podobny do ukłucia tysiąca igiełek. Spanikowany pochyli się nad toaletką Vespery, oglądając w lustrze ślady zbrodni. Dopiero wtedy zamknie za sobą drzwi łazienki i usiądzie na dnie wanny, a woda ze słuchawki prysznicowej będzie lecieć, i lecieć, aż jego palce zrobią się pomarszczone, a wszystkie dźwięki znikną w jednostajnym szumie. Nie będzie jednak w stanie zmyć z siebie wspomnienia dłoni błądzących po jego ciele, ani śladu, jaki zostawił Lestrange. Będzie zatem musiał ukryć dowód swojej winy. Najpierw więc Perseus wygrzebie ze swojej szafy koszulę ze stójką, tylko po to, by gniewnie cisnąć ją na podłogę, kiedy zda sobie sprawę z tego, że niewiele jest w stanie ukryć. Wróci więc do nieszczęsnej toaletki i wysunie szuflady, szukając w nich czegoś, co pomoże ukryć zasinienie. Ostatecznie zejdzie na dół, napisze list lub dwa i odwoła zaplanowane tego dnia spotkania wymawiając się złym samopoczuciem. A potem spędzi resztę dnia w łóżku, z nieprzyjemnie zimnym okładem przy szyi.
Ale nie uprzedzajmy faktów. W tamtej chwili Perseus potrzebował Rodolphusa w ten sam rozpaczliwy sposób, w jaki płuca potrzebują tlenu, więdnąca na spękanej słońcem ziemi roślina potrzebuje wody, a zbłąkany wędrowiec potrzebuje odnaleźć drogę do domu. Jego ramiona, znacznie silniejsze od wiotkich ramion Blacka, stanowiły schronienie i wytchnienie od ciężaru, jaki spadł na niego w ostatnich dniach. Jego bliskość stanowiła remedium dla wszystkich jego bolączek - zachłannie więc wyciągał po nią ręce, błądził palcami po krzywiźnie kręgosłupa, pomiędzy łopatkami, całował linię żuchwy i zagłębienie obojczyków, lecz w przeciwieństwie do Rodolphusa robił to delikatnie, bez zamiaru wbicia się w jego skórę zębami. Nabożność w bezwstydności, to chyba najbardziej trafne określenie poczynań Perseusa.
Powstrzymana dłoń natychmiast zamarła w bezruchu, a on sam próbował przenieść na niego zdziwione spojrzenie, ale nie zdążył; poddał się pocałunkowi i uniósł się tak, jak chciał tego Rodolphus. Jego ciche westchnienie zostało stłumione przez wargi kochanka. Czuł jego rozpalone ciało na swoim nagim torsie, pragnął wbić w niego swoje paznokcie, wbić siebie, albo pozwolić na to jemu, byle tylko ugasić gorączkę trawiącą go od środka. Oddychał szybko, arytmicznie, mimowolnie napinając mięśnie, kiedy palce Lestrange'a wybrały się na spacer po jego odsłoniętej skórze. Więcej, zdawało się krzyczeć jego spojrzenie, chociaż usta pozostawały w bezruchu, lekko rozchylone. Dłoń Rodolphusa zmieniła kierunek, a on powoli wypuścił całe powietrze z płuc i nieznacznie wypchnął do góry biodra; sugestywnie i błagalnie.
— Nie chcesz przenieść tego do sypialni? — zapytał szeptem; z jakiegoś powodu był zbyt poruszony, aby użyć pełnego głosu.
Ale nie uprzedzajmy faktów. W tamtej chwili Perseus potrzebował Rodolphusa w ten sam rozpaczliwy sposób, w jaki płuca potrzebują tlenu, więdnąca na spękanej słońcem ziemi roślina potrzebuje wody, a zbłąkany wędrowiec potrzebuje odnaleźć drogę do domu. Jego ramiona, znacznie silniejsze od wiotkich ramion Blacka, stanowiły schronienie i wytchnienie od ciężaru, jaki spadł na niego w ostatnich dniach. Jego bliskość stanowiła remedium dla wszystkich jego bolączek - zachłannie więc wyciągał po nią ręce, błądził palcami po krzywiźnie kręgosłupa, pomiędzy łopatkami, całował linię żuchwy i zagłębienie obojczyków, lecz w przeciwieństwie do Rodolphusa robił to delikatnie, bez zamiaru wbicia się w jego skórę zębami. Nabożność w bezwstydności, to chyba najbardziej trafne określenie poczynań Perseusa.
Powstrzymana dłoń natychmiast zamarła w bezruchu, a on sam próbował przenieść na niego zdziwione spojrzenie, ale nie zdążył; poddał się pocałunkowi i uniósł się tak, jak chciał tego Rodolphus. Jego ciche westchnienie zostało stłumione przez wargi kochanka. Czuł jego rozpalone ciało na swoim nagim torsie, pragnął wbić w niego swoje paznokcie, wbić siebie, albo pozwolić na to jemu, byle tylko ugasić gorączkę trawiącą go od środka. Oddychał szybko, arytmicznie, mimowolnie napinając mięśnie, kiedy palce Lestrange'a wybrały się na spacer po jego odsłoniętej skórze. Więcej, zdawało się krzyczeć jego spojrzenie, chociaż usta pozostawały w bezruchu, lekko rozchylone. Dłoń Rodolphusa zmieniła kierunek, a on powoli wypuścił całe powietrze z płuc i nieznacznie wypchnął do góry biodra; sugestywnie i błagalnie.
— Nie chcesz przenieść tego do sypialni? — zapytał szeptem; z jakiegoś powodu był zbyt poruszony, aby użyć pełnego głosu.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory
Łamanie przysięgi małżeńskiej