22.10.2024, 14:15 ✶
– Owszem, to rutynowe przejrzenie rzeczy, które nam zalegają, a których terminy dokumentacji przepadły. Mój poprzednik był dość... powolny jeśli chodzi o tego typu procedury i nawet teraz jesteśmy w stanie odnajdować jakieś zapodziane paczki, których właściciele dawno splajtowali, a dokumentację zjadły magiczne jedwabniki, sprzed 10 lat. Straszliwa plaga, nie polecam, mimo że Harold upierał się, aby spieniężyć te odnalezione ilości nici w archiwum na szczytny cel. – Machnął z lekceważeniem ręką, prowadząc go przez labirynt swoich "włości".
Wszystko, żeby nie być w biurze.
Jonathan, jego zastępca, zrozumie.
– Teraz więc co kwartał przypatrujemy się różnym podejrzanym przesyłkom, które utkwiły w urzędzie celnym i określamy ich... legalność, a także decydujemy o losie tych mniej legalnych substancji, nasion, suszów. Bardzo jestem rad, że zgodził się pan na dzisiejszą współpracę, proszę wybaczyć, że tak stereotypowo, ale bardzo ubolewałem, że nie mamy nikogo z Greengrassów w departamencie. Miłość do roślin jest niejako wpisana w genotyp tej familii, zawsze mnie ciekawiło, czy jesteście w stanie rozpoznać każdy gatunek podobnie jak Burkowie, po polizaniu go? – pytanie padło przy drzwiach i choć mogło by brzmieć lekceważąco, w otwartej postawie Shafiqa widać było zainteresowanie tematem i osobą Ambroise'a. – Ja sam absolutnie rozróżnię co najwyżej szpinak od roszponki, ale to ha, właśnie przez walory smakowe. – Otworzył drzwi do malutkiego pokoiku, który zamiast ściany posiadał pojedynczy wysoki regał, którego półki uginały się od paczek i paczuszek, doniczek, szklanych słojów. Oprócz tego był tam stolik i dwa krzesła. Na stoliku leżał spory plik dokumentów, zawczasu przygotowany do inspekcji.
Zapowiadało się długie popołudnie.
Gestem zaprosił mężczyznę do wnętrza. Choć był jego zleceniobiorcą, to nie widział powodów, by nie traktować go jako swojego gościa. – Ale oczywiście, ktoś to musi podpisać i... widzę, że nie przygotowano nam nic do picia ani przegryzienia. Preferuje pan na słodko czy wytrwanie? – dopytał, sięgając do kieszeni po niewielki notes z którego wydarł pojedynczą kartę. Z mankietu wysunął też mieniące się lazurem pióro o złotej stalówce, aby poczynić adekwatną notę.
Wszystko, żeby nie być w biurze.
Jonathan, jego zastępca, zrozumie.
– Teraz więc co kwartał przypatrujemy się różnym podejrzanym przesyłkom, które utkwiły w urzędzie celnym i określamy ich... legalność, a także decydujemy o losie tych mniej legalnych substancji, nasion, suszów. Bardzo jestem rad, że zgodził się pan na dzisiejszą współpracę, proszę wybaczyć, że tak stereotypowo, ale bardzo ubolewałem, że nie mamy nikogo z Greengrassów w departamencie. Miłość do roślin jest niejako wpisana w genotyp tej familii, zawsze mnie ciekawiło, czy jesteście w stanie rozpoznać każdy gatunek podobnie jak Burkowie, po polizaniu go? – pytanie padło przy drzwiach i choć mogło by brzmieć lekceważąco, w otwartej postawie Shafiqa widać było zainteresowanie tematem i osobą Ambroise'a. – Ja sam absolutnie rozróżnię co najwyżej szpinak od roszponki, ale to ha, właśnie przez walory smakowe. – Otworzył drzwi do malutkiego pokoiku, który zamiast ściany posiadał pojedynczy wysoki regał, którego półki uginały się od paczek i paczuszek, doniczek, szklanych słojów. Oprócz tego był tam stolik i dwa krzesła. Na stoliku leżał spory plik dokumentów, zawczasu przygotowany do inspekcji.
Zapowiadało się długie popołudnie.
Gestem zaprosił mężczyznę do wnętrza. Choć był jego zleceniobiorcą, to nie widział powodów, by nie traktować go jako swojego gościa. – Ale oczywiście, ktoś to musi podpisać i... widzę, że nie przygotowano nam nic do picia ani przegryzienia. Preferuje pan na słodko czy wytrwanie? – dopytał, sięgając do kieszeni po niewielki notes z którego wydarł pojedynczą kartę. Z mankietu wysunął też mieniące się lazurem pióro o złotej stalówce, aby poczynić adekwatną notę.