22.10.2024, 18:03 ✶
A cóż to było? Czy Jonathan Selwyn był uprzedzony do meblościanek? Jej usta drgnęły niebezpiecznie.
— Oh? Regały? Rozumiem. Ze zdobieniami muszą być piękne. Może mogłabym sobie na takie pozwolić, ale meblościanka starczyłyby mi na wieki.
Czy mogła być szczera w jego obecności? To było niepoprawnie zadane pytanie, ponieważ Mona znała na nie odpowiedź; i tak nie zdołałaby się powstrzymać, bo taką niewyparzoną gębę miała. Czy przy starszym Selwynie mogła być szczera bez obaw, że nie przeniosłoby to negatywnych konsekwencji? Jak mogła wyjaśnić, co jej tak dokładnie na sercu leżało?
— Nie znoszę tej roboty — wymamrotała i szczerze to czuła, jakby swoim własnym podejściem skazała się na surowy wyrok. — Tak, myślę, że to może nie być taki całkiem zły pomysł. Zobaczyć, jak długo tutaj wytrzymam, a jeśli będzie tylko gorzej… — już było źle! Wystarczyło jedno spojrzenie ciepłych oczu, że zaczęła majaczyć i zastanawiać, że może Londyn w końcu nie był taki zły, skoro widniał choć cień szansy na wznowienie kontaktu. Ale właściciel tychże oczu nie chciał mieć z nią nic do czynienia, a świadczył o tym dziesięcioletni brak odpowiedzi na jakikolwiek list. I to co wydarzyło się na wieczorku singli. Więc tak, było źle. — Nad morzem? Wybrałabym się nad wodę, ale czy bym nie nadużywała twojej gościnności? Jesteś i tak dla mnie za dobry. A poza tym to bardzo lubię cię słuchać — przyznała szczerze. Rowle obawiała się, że mu wchodzi na głowę, tak jak kiedyś, kiedy jako mały kaszojad rzeczywiście wdrapywała mu się na głowę. Ale nie kłamała — był bardzo dobrym mówcą i uwielbiała go słuchać. — Naprawdę chcesz je oddać? — a tego by się nie spodziewała w sumie. Obserwowała go, jak podchodzi do barku w kształcie globusa. Co za ikoniczny Selwyn to był.
— Masz tam lek na złamane serce? — zapytała żartobliwie i przez chwilę się zawahała z odpowiedzią widocznie zastanawiając, czy było to warte. Niestety, w tym zakresie pewnie miał dość ograniczone możliwości, ale na coś mocniejszego zawsze można było u niego na to liczyć. Również do napicia się z kuzynem zawsze nie potrzebowała ważniejszego powodu, więc i w końcu skinęła głową. — Tak, poproszę. O ile oczywiście ze mną się napijesz?
Mona wiedziała, że alkohol nie naprawi tego, co zniszczył Icarus i nie sprawi magicznie, że o nim zapomni. Były ku temu dwa powody; to po prostu nie działało i sama się kiedyś o tym przekonała, kiedy spróbowała topić ból w najgorszym chłamie, a ból się jedynie spotęgował, a po drugie… Kobieta nie chciała zapomnieć o chłopcu, którego całowała po twarzy, a on szeptał jej do ucha obietnice, że zawsze będzie blisko.
— Kochałam go, naprawdę — powiedziała, ale w myślach dodała coś, czego nie odważyła się wypowiedzieć na głos: i wciąż kocham. — Spotkałam go czystym przypadkiem właśnie w tym barze na Horyzontalnej. Na wieczorku singli. Byłam totalnie nieprzygotowana. Wiesz, nie było też żadnych dramatów. Nie rzuciliśmy się sobie na szyję ani nie wymieniliśmy gorzkich słów, no może trochę ja to zrobiłam… Wlasciwie to wolałabym nawet, żeby na mnie wtedy krzyczał po co w ogóle zatruwam mu wydarzenie w jego barze — dodała, odważając się spojrzeć na drugiego mężczyznę. — Bo przynajmniej to by znaczyło, że coś jeszcze czuje. A tak? Jakbyśmy nigdy się nie znali… Jego siostra również tam była, podawała mi drinki. Na burze, Jonathanie, gdybyś widział na żywo te przeklęte geny!
— Oh? Regały? Rozumiem. Ze zdobieniami muszą być piękne. Może mogłabym sobie na takie pozwolić, ale meblościanka starczyłyby mi na wieki.
Czy mogła być szczera w jego obecności? To było niepoprawnie zadane pytanie, ponieważ Mona znała na nie odpowiedź; i tak nie zdołałaby się powstrzymać, bo taką niewyparzoną gębę miała. Czy przy starszym Selwynie mogła być szczera bez obaw, że nie przeniosłoby to negatywnych konsekwencji? Jak mogła wyjaśnić, co jej tak dokładnie na sercu leżało?
— Nie znoszę tej roboty — wymamrotała i szczerze to czuła, jakby swoim własnym podejściem skazała się na surowy wyrok. — Tak, myślę, że to może nie być taki całkiem zły pomysł. Zobaczyć, jak długo tutaj wytrzymam, a jeśli będzie tylko gorzej… — już było źle! Wystarczyło jedno spojrzenie ciepłych oczu, że zaczęła majaczyć i zastanawiać, że może Londyn w końcu nie był taki zły, skoro widniał choć cień szansy na wznowienie kontaktu. Ale właściciel tychże oczu nie chciał mieć z nią nic do czynienia, a świadczył o tym dziesięcioletni brak odpowiedzi na jakikolwiek list. I to co wydarzyło się na wieczorku singli. Więc tak, było źle. — Nad morzem? Wybrałabym się nad wodę, ale czy bym nie nadużywała twojej gościnności? Jesteś i tak dla mnie za dobry. A poza tym to bardzo lubię cię słuchać — przyznała szczerze. Rowle obawiała się, że mu wchodzi na głowę, tak jak kiedyś, kiedy jako mały kaszojad rzeczywiście wdrapywała mu się na głowę. Ale nie kłamała — był bardzo dobrym mówcą i uwielbiała go słuchać. — Naprawdę chcesz je oddać? — a tego by się nie spodziewała w sumie. Obserwowała go, jak podchodzi do barku w kształcie globusa. Co za ikoniczny Selwyn to był.
— Masz tam lek na złamane serce? — zapytała żartobliwie i przez chwilę się zawahała z odpowiedzią widocznie zastanawiając, czy było to warte. Niestety, w tym zakresie pewnie miał dość ograniczone możliwości, ale na coś mocniejszego zawsze można było u niego na to liczyć. Również do napicia się z kuzynem zawsze nie potrzebowała ważniejszego powodu, więc i w końcu skinęła głową. — Tak, poproszę. O ile oczywiście ze mną się napijesz?
Mona wiedziała, że alkohol nie naprawi tego, co zniszczył Icarus i nie sprawi magicznie, że o nim zapomni. Były ku temu dwa powody; to po prostu nie działało i sama się kiedyś o tym przekonała, kiedy spróbowała topić ból w najgorszym chłamie, a ból się jedynie spotęgował, a po drugie… Kobieta nie chciała zapomnieć o chłopcu, którego całowała po twarzy, a on szeptał jej do ucha obietnice, że zawsze będzie blisko.
— Kochałam go, naprawdę — powiedziała, ale w myślach dodała coś, czego nie odważyła się wypowiedzieć na głos: i wciąż kocham. — Spotkałam go czystym przypadkiem właśnie w tym barze na Horyzontalnej. Na wieczorku singli. Byłam totalnie nieprzygotowana. Wiesz, nie było też żadnych dramatów. Nie rzuciliśmy się sobie na szyję ani nie wymieniliśmy gorzkich słów, no może trochę ja to zrobiłam… Wlasciwie to wolałabym nawet, żeby na mnie wtedy krzyczał po co w ogóle zatruwam mu wydarzenie w jego barze — dodała, odważając się spojrzeć na drugiego mężczyznę. — Bo przynajmniej to by znaczyło, że coś jeszcze czuje. A tak? Jakbyśmy nigdy się nie znali… Jego siostra również tam była, podawała mi drinki. Na burze, Jonathanie, gdybyś widział na żywo te przeklęte geny!