Morpheus notował zawzięcie słowa Florence, pióro delikatnie skrzypiało po pergaminie, tusz, lśniący dwutonowo, o złotym poblasku w granacie i zastanawiającym zapachu, jakby burzowym, płynął wąskimi zawijasami jego pisma. Mars na twarzy jawił się jako dokładne skupienie wobec jej relacji. Mógł bywać idealistą, w końcu dzielił duszę z jednym, ale gdy przychodziło do pracy, zdejmował z siebie wielobarwne poematy, pozostawiając metafory dla wróżb samych w sobie.
Tu potrzebował jedynie intelektu, surowej umiejętności łączenia faktów, nawet jeżeli chodzi dokładnie o jeden wers z legend arturiańskich odnoszący się do postaci trzecioplanowej poematu o ser Gaiwanie.
Tym razem jednak treść i metafora była znacznie bardziej oczywista, chociaż jemu już się myliło.
ᚦᛖ ᛞᚱᛖᚨᛗ ᚨᚾᛞ ᚢᛁᛊᛁᛟᚾ ᛟᚠ ᚦᛖ ᚲᛁᛏᛃ: ᛁᚾ ᚦᛖ ᛞᚱᛖᚨᛗ, ᚠᛚᛟᚱᛖᚾᚲᛖ ᛁᛊ ᚱᚢᚾᚾᛁᛜ ᚦᚱᛟᚢᚷᚺ ᚨ ᚲᛁᛏᛃ ᚦᚨᛏ ᚠᛖᛖᛚᛊ ᚠᚨᛗᛁᛚᛁᚨᚱ, ᚦᛟᚢᚷᚺ ᛊᚺᛖ ᚲᚨᚾᚾᛟᛏ ᚨᛊᛊᛁᚷᚾ ᛊᛈᛖᚲᛁᚠᛁᚲ ᛚᛟᚲᚨᛏᛁᛟᚾᛊ ᛏᛟ ᛁᛏ. ᛁᛏ ᛗᛁᚷᚺᛏ ᛒᛖ ᛚᛟᚾᛞᛟᚾ.
ᛖᚾᚲᛟᚢᚾᛏᛖᚱ ᚹᛁᚦ ᛊᚺᚨᛞᛟᚹᛊ ᚨᚾᛞ ᚨ ᛞᛖᚨᚦ ᛖᚨᛏᛖᚱ: ᛊᚺᛖ ᛊᛖᛖᛊ ᛊᚺᚨᛞᛟᚹᛊ ᚨᚾᛞ ᚨ ᛞᛖᚨᚦ ᛖᚨᛏᛖᚱ ᛁᚾ ᚨ ᛞᚨᚱᚲ ᚨᛚᛚᛖᛃ.
ᛖᛊᚲᚨᛈᛖ ᛏᛟ ᚦᛖ ᚺᛟᚢᛊᛖ: ᛊᚺᛖ ᚱᚢᚾᛊ ᛁᚾᛏᛟ ᚨ ᚺᛟᚢᛊᛖ ᚹᚺᛖᚱᛖ ᚦᛖᚱᛖ ᚨᚱᛖ ᚲᚺᛁᛚᛞᚱᛖᚾ ᚨᚾᛞ ᚨ ᚹᛟᛗᚨᚾ. ᛁᚾ ᚦᛖ ᛞᚱᛖᚨᛗ, ᚦᛖᛃ ᛊᛖᛖᛗ ᚠᚨᛗᛁᛚᛁᚨᚱ, ᛒᚢᛏ ᛊᚺᛖ ᚲᚨᚾ'ᛏ ᚱᛖᚲᛟᚷᚾᛁᛉᛖ ᚦᛖᛗ ᚾᛟᚹ.
ᚨᛏᛏᚨᚲᚲ ᛟᚠ ᚦᛖ ᛊᚺᚨᛞᛟᚹᛊ: ᚦᛖ ᛊᚺᚨᛞᛟᚹᛊ ᛒᚢᚱᛊᛏ ᛁᚾᛏᛟ ᚦᛖ ᚺᛟᚢᛊᛖ ᚨᚠᛏᛖᚱ ᚺᛖᚱ, ᛚᚨᚢᚷᚺᛁᛜ ᚨᚾᛞ ᚦᚱᛟᚹᛁᛜ ᚠᛁᚱᛖ ᚨᛏ ᚦᛖ ᚹᛟᛗᚨᚾ, ᚹᚺᛟ ᛊᚲᚱᛖᚨᛗᛊ ᛁᚾ ᛈᚨᛁᚾ.
ᛁᛗᛗᛟᛒᛁᛚᛁᛏᛃ ᚨᚾᛞ ᚺᛖᛚᛈᛚᛖᛊᛊᚾᛖᛊᛊ: ᚠᛚᛟᚱᛖᚾᚲᛖ ᛊᛏᚨᚾᛞᛊ ᛗᛟᛏᛁᛟᚾᛚᛖᛊᛊ, ᚢᚾᚨᛒᛚᛖ ᛏᛟ ᚨᚲᛏ, ᚹᚺᛁᚲᚺ ᛏᛖᚱᚱᛁᚠᛁᛖᛊ ᚺᛖᚱ ᛖᚢᛖᚾ ᚨᚠᛏᛖᚱ ᚹᚨᚲᛁᛜ ᚢᛈ.
ᚠᛁᚱᛖ ᚨᚾᛞ ᛞᛖᚨᚦ: ᚦᛖ ᚹᛟᛗᚨᚾ ᛒᚢᚱᚾᛊ, ᚨᚾᛞ ᚦᛖ ᛊᚺᚨᛞᛟᚹᛊ ᛊᛖᛏ ᚦᛖ ᚠᛁᚱᛖ ᚦᚨᛏ ᛊᛈᚱᛖᚨᛞᛊ ᚦᚱᛟᚢᚷᚺ ᚦᛖ ᚺᛟᚢᛊᛖ. ᚦᛖ ᚲᚺᛁᛚᛞᚱᛖᚾ ᛊᚺᛟᚢᛏ ᚨᛏ ᚠᛚᛟᚱᛖᚾᚲᛖ, ᛒᚢᛏ ᛊᚺᛖ ᚱᛖᛗᚨᛁᚾᛊ ᛈᛟᚹᛖᚱᛚᛖᛊᛊ.
ᛖᚾᛞ ᛟᚠ ᚦᛖ ᛞᚱᛖᚨᛗ: ᚲᚾᛟᚹᛁᛜ ᚦᚨᛏ ᛖᚢᛖᚱᛃᛟᚾᛖ ᚹᛁᛚᛚ ᛈᛖᚱᛁᛊᚺ ᛁᚾ ᚦᛖ ᚠᛁᚱᛖ, ᛊᚺᛖ ᚱᛖᚷᚨᛁᚾᛊ ᚲᛟᚾᛊᚲᛁᛟᚢᛊᚾᛖᛊᛊ ᚨᚾᛞ ᚹᚨᚲᛖᛊ ᚢᛈ ᚠᚱᛟᛗ ᚦᛖ ᚾᛁᚷᚺᛏᛗᚨᚱᛖ.
Wszystko było tak bardzo zagmatwane. Przyjrzał się pergaminowi, dmuchnął na niego, aby tusz szybciej wysechł. Jedna kropla rozmyła się w smugę.
— Przykro mi, że wizja była tak... nieprzyjemba. Jak sądzisz, jakie jest prawdopodobieństwo, że wizja przestrzega cię, że śmierciożercy są wszędzie, że są blisko i że nie możemy już nic zrobić? — ton miał nieco zrezygnowany, jakby już wybierał swój nagrobek. Nieprzyjemną mógł nazwać mglistą, mokrą pogodę i przeciekające buty lub zapach, wydawany przez jelita swoich braci po fasolce po bretońsku Malwy, a nie wizje, w których ludzie płonęli żywcem, ich śmiertelni wrogowie katowali postronnych, a oni mogli tylko patrzeć, jak świat płonie.