Zagryzła wargi starając się ich znowu nie przegryźć, nie zranić, nie sprawić, aby znowu bolały, ale towarzystwo Augustusa i jego spojrzenie powodowało, że nie mogła się powstrzymać. Na karku poczuła dreszcz, ale nie była pewna, czy to z powodu jego spojrzenia, czy może wiatru, który nabrał na swojej mocy. Burza. Zapach tej pogody wręcz unosił się w powietrzu. Napięcie zawisło wokół altanki jakby świat wiedział, że rozgrywa się tu gra o wszystko. Jej wzrok w końcu padł na niego, co było jej ogromnym błędem. Była słaba, cholernie słaba, gdy on był blisko, a dzieliła ich tylko szachownica. Musiała się opanować, więc spojrzała w bok, na drzewa, które ruszały się szybko i głośno. Ten szum wbrew pozorom był przyjemny, rozpraszający i przyciągający. Pomagający jej skupić się na czymś innym, na jej celu sprawdzenia, czy mogą spróbować być przyjaciółmi.
W końcu Augustus się odezwał, co przyjęła z ulgą, ale jednocześnie sporą dawką złości. Burza przeniosła się również do jej oczu, ściągnęła brwi, ale nie spojrzała na niego ponownie. Gapiła się na szachownicę, a jej oczy świdrowały pola w poszukiwaniu ruchów, przewidzenia tego, co może się wydarzyć. Czuła, że Augustus też nie był oazą spokoju, przybył w końcu od razu z czarnymi myślami.
Atakował ją, bo inaczej nazwać jego słów nie mogła. Jej zęby cały czas skubały dolną wargę, ale milczała czekając na koniec jego bluźnierstw. Prze-głupia. – prychnęła w myślach, ale na jej twarzy pojawiło się nawet odrobinę wzgardliwe przewrócenie oczami. Czy w takich relacjach nigdy nie ma nic pomiędzy? Czy zawsze musi być, albo miłość, która zmienia się w ból, a potem tylko trawiąca wszystko nienawiść? Jak ogień, bo czuła gorąc rozpaczy w piersi, jak wszystko jest trawione przez to, że nie mógł zdobyć się nawet na kilka chwil czegoś bardziej ciepłego niż to, co sobie ubzdurał w głowie. Naprawdę był pewien, że mogłaby być jego pomimo żony? Wątpiła, ale zawsze źle oceniała ludzi, źle ich dobierała, źle ich rozumiała. Powinna się uodpornić, a jednak – była tutaj.
– Czyli jestem dla ciebie, albo kochanką, albo nienawiścią? – zapytała cicho wpatrując się w jego dłoń, która wykonała kolejny ruch. Odpowiedziała mu kolejną zagrywką nie czekając długo. Wiedziała, co chciała uczynić. Gdy odpowiedział na jej ruch podniosła na niego spojrzenie swoich brązowych oczu.
– Nie pozwolę ci mnie pokonać, zbyt wiele razy ci się to udawało – odparła wykonując kolejny ruch. Chciała zagrać na jego rozchwianiu, chciała go naprawdę pokonać. – Jeśli chcesz końca naszej znajomości nie będę napierać – dodała i resztę rozgrywki przemilczała. Nie odezwała się słowem, nawet jeśli mówił coś więcej, nawet jeśli zadawał pytania. W jej głowie szalała burza, a w oddali nawet dla podkreślenia dramatyzmu sytuacji usłyszeli cichy grzmot. Oddalało się, czy przybliżało? Tak jak powiedziała tak też zrobiła, pokonała go. Podniosła się bez słowa na nogi i spojrzała na niego z cichym westchnięciem. – Nie będziesz musiał się martwić o mój los, bo jutro zamierzam iść na statek, na którym giną ludzie, pewnie o nim słyszałeś… – jego reakcji się nie spodziewała, nie spodziewała się tego, że będzie się z nią kłócił, więc w kilka chwil uciekła od niego pozostawiając mu po sobie tylko tę nieszczęsną, mugolską szachownicę.