Morpheus dołączył do bratanicy w kuchni z cichą wdzięcznością wobec bogów, którzy pozwolili im znaleźć Tessę pod własnym dachem, w kuchni, najbardziej uczęszczanej części domu Longbottomów. Przesuwając palcami po blacie stołu, wypolerowanym na błysk, ściernym nieco co kilka lat, aby pozbyć się przebarwień drewna i uszkodzeń, myślał o tych wszystkich latach, zmieniających się duszach, siadających przy stole. Myślał też o tym, czy któregoś roku było ich trzynastu i Aurora wstała jako pierwsza. Czy któregoś roku było ich trzynastu i pierwszy powstał Derwin. Czy któregoś roku było ich dwunastu, ale Tessa wstała jako pierwsza.
Wyjął z połów oberżynowej szaty paczkę papierosów, suchych i zapalniczkę. Włożył jednego do ust, odpalił i bez słowa podał go byłej szwagierce między palcami, później zapalił drugiego. Jak zwykle zaproponował też jednego Brennie, nawet jeżeli spodziewał się odmowy, w ramach kurtuazji.
— Będziemy robić coś bardzo nielegalnego z Brenną i będziesz nam do tego potrzeba. Lepsze zajęcie dla rąk. Idziemy głaskać kotki... Och i Brenno, mam sugestię. Zmień twarz. Będzie nam łatwiej.
Mówił z radością kogoś, kto na prawdę planował złamać kilka równych praw w ten zabawny sposób, w jaki opisują skoki na bogatych ludzi książki, z perspektywy złodziei oczywiście. Z werwą, ekscytacją i obietnicą dobrej zabawy. Mówił tak, aby Tessa nie zauważyła, że strategicznie zablokował swoim ciałem z lekką nadwagą swobodne wyjście drzwiami kuchennymi, a Brenna osłaniała przejście w głąb domu. Quintessa jest kotem, brzmiała jego wiadomość do siebie samego, a koty ostatnio znikają, więc trzeba ją mieć na oku.
Jak zwykle, jak za każdym razem, Morpheus nienawidził siebie po trochu, za to, że jego własne wskazówki są tak bardzo nieczytelne i miałkie, zagmatwane, po co ja to sobie robię, ale wiedział, po co. Aby zachować czasoprzestrzeń, aby nie zniszczyć kontinuum, dzięki wiedzy o tym, co się wydarzy. Tak to jest, gdy w dłoniach trzyma się ognistą kulę o mocy tysiąca słońc, zdolną otworzyć świat i wywinąć go podszewką na wierzch.
Oczywiście później zamierzał elegancko wyjaśnić Tessie, że głaskanie w tym wypadku jest opcjonalne, chyba że stanowi walutę przetargową i tak na prawdę potrzebują wiedzy i mądrości kociej części rodziny Figg, aby czegoś się dowiedzieć. Miał złe przeczucia.