22.10.2024, 21:04 ✶
Walczyła z nieodpartą chęcią przewrócenia oczami na zbędny, ale miło przyjęty komentarz Anthony’ego. Zawsze rzucał takimi słodkimi, nic nieznaczącymi słówkami — zazwyczaj szeptał je cicho, kiedy jego usta dotykały jej dłoni, gdy witali się na progu antykwariatu albo w jednej z magicznych kawiarni na Pokątnej.
Tessa przeważnie kwitowała je wdzięcznym uśmiechem, machnięciem dłonią i prędką zmianą tematu. Teraz nie było inaczej, choć jej reakcja podyktowana była głównie małą frustracją. Bo naprawdę chciała wiedzieć, co działo się ostatnio z Shafiqiem.
— Rzeźba kruka i dwa topazy? — powtórzyła, przekrzywiając lekko głowę na bok. Zaraz potem pokiwała nią powoli, kodując sobie wiadomość w głowie. Będzie się za nimi bacznie rozglądała i nie pozwoli nikomu zgarnąć ich sobie sprzed nosa.
Przyjęła papierosa z nieukrywaną wdzięcznością. Nachyliła się zaraz potem, aby towarzysz mógł odpalić jej szluga, dopóki płomień w jego zapalniczce jeszcze się tlił. Był to zaszczyt na jaki pozwalała nielicznym. A może po prostu nie chciało się jej grzebać w torebce w poszukiwaniu własnego zestawu palacza…?
Dmuchnęła dymem lekko w bok, nie chcąc buchać śmierdzącymi oparami prosto w twarz mężczyzny. Nie chciała żeby oboje pachnieli jak pospolici kloszardzi spod Rejwachu na Nokturnie, dlatego miała już w planach spsikanie ich obu perfumami, które zawsze trzymała pod ręką. Przez cały czas wpatrywała się jednak w twarz Anthony’ego. Starała się go studiować nie gorzej niż runy, które rozpracowywała jeszcze kilka dni temu we własnym gabinecie, niestety… Czarodziej miał to do siebie, że lubił utrzymać naprawdę dobrą pokerową minę i ciągle zmieniał temat. Zupełnie inaczej niż szyfry rozłożone na biurku, bo te miały w swojej naturze siedzieć cicho i nie przeszkadzać Tessie w jej śledztwie.
— Musisz mi koniecznie podać jej kontakt, mam w szufladzie trochę starej biżuterii do odnowienia… I obowiązkowo chcę zobaczyć co tam wyszło z tych twoich topazów!
Zgasiła peta w niedalekiej popielniczce i zaraz zajęła się ponownym poprawieniem makijażu w malutkim, podręcznym lusterku. Zaraz potem w ruch poszły perfumy — na kark, pod włosy, na nadgarstki i przy linii dekoltu.
— Ach, co mnie zainteresowało? — ożywiła się nagle na samą wzmiankę o możliwych zakupach na aukcji. Nie mogła kłamać. Przejrzała katalog chyba z trzy razy i za każdym podejściem wracała do tego samego: Mam na oku dwa obrazy, jeden ze słonecznikami, a drugi… Hmmm… Ten drugi jest dosyć specyficzny, ale powiem ci dokładnie o jaki mi chodzi, kiedy go wystawią.
Nagle, niczym na zawołanie, wybrzmiały trzy dzwonki, ogłaszające rozpoczęcie licytacji. Tessa prędko odwróciła się w stronę partnera i poprawiła mu krawat, a potem wygładziła marynarkę. Zaraz potem odebrała mu niedopalonego papierosa i zgasiła go. Musieli się odpowiednio prezentować. Bogato i nieustępliwie, żeby nikt nie chciał z nimi zadzierać i kłócić się, kiedy będą machać tymi idiotycznymi tabliczkami.
Tessa przeważnie kwitowała je wdzięcznym uśmiechem, machnięciem dłonią i prędką zmianą tematu. Teraz nie było inaczej, choć jej reakcja podyktowana była głównie małą frustracją. Bo naprawdę chciała wiedzieć, co działo się ostatnio z Shafiqiem.
— Rzeźba kruka i dwa topazy? — powtórzyła, przekrzywiając lekko głowę na bok. Zaraz potem pokiwała nią powoli, kodując sobie wiadomość w głowie. Będzie się za nimi bacznie rozglądała i nie pozwoli nikomu zgarnąć ich sobie sprzed nosa.
Przyjęła papierosa z nieukrywaną wdzięcznością. Nachyliła się zaraz potem, aby towarzysz mógł odpalić jej szluga, dopóki płomień w jego zapalniczce jeszcze się tlił. Był to zaszczyt na jaki pozwalała nielicznym. A może po prostu nie chciało się jej grzebać w torebce w poszukiwaniu własnego zestawu palacza…?
Dmuchnęła dymem lekko w bok, nie chcąc buchać śmierdzącymi oparami prosto w twarz mężczyzny. Nie chciała żeby oboje pachnieli jak pospolici kloszardzi spod Rejwachu na Nokturnie, dlatego miała już w planach spsikanie ich obu perfumami, które zawsze trzymała pod ręką. Przez cały czas wpatrywała się jednak w twarz Anthony’ego. Starała się go studiować nie gorzej niż runy, które rozpracowywała jeszcze kilka dni temu we własnym gabinecie, niestety… Czarodziej miał to do siebie, że lubił utrzymać naprawdę dobrą pokerową minę i ciągle zmieniał temat. Zupełnie inaczej niż szyfry rozłożone na biurku, bo te miały w swojej naturze siedzieć cicho i nie przeszkadzać Tessie w jej śledztwie.
— Musisz mi koniecznie podać jej kontakt, mam w szufladzie trochę starej biżuterii do odnowienia… I obowiązkowo chcę zobaczyć co tam wyszło z tych twoich topazów!
Zgasiła peta w niedalekiej popielniczce i zaraz zajęła się ponownym poprawieniem makijażu w malutkim, podręcznym lusterku. Zaraz potem w ruch poszły perfumy — na kark, pod włosy, na nadgarstki i przy linii dekoltu.
— Ach, co mnie zainteresowało? — ożywiła się nagle na samą wzmiankę o możliwych zakupach na aukcji. Nie mogła kłamać. Przejrzała katalog chyba z trzy razy i za każdym podejściem wracała do tego samego: Mam na oku dwa obrazy, jeden ze słonecznikami, a drugi… Hmmm… Ten drugi jest dosyć specyficzny, ale powiem ci dokładnie o jaki mi chodzi, kiedy go wystawią.
Nagle, niczym na zawołanie, wybrzmiały trzy dzwonki, ogłaszające rozpoczęcie licytacji. Tessa prędko odwróciła się w stronę partnera i poprawiła mu krawat, a potem wygładziła marynarkę. Zaraz potem odebrała mu niedopalonego papierosa i zgasiła go. Musieli się odpowiednio prezentować. Bogato i nieustępliwie, żeby nikt nie chciał z nimi zadzierać i kłócić się, kiedy będą machać tymi idiotycznymi tabliczkami.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you