23.10.2024, 14:21 ✶
– Ze Śmiercią nie da się odejść jak równy z równym. To my... my wszyscy jesteśmy równi wobec niej. Artefakt intrygujący, ale złudny jak pozostałe. Bo skoro nie znasz dnia, ani godziny... Musisz nosić pelerynę cały czas. – Wydawało mu się to logiczne. Boleśnie prawdziwe, bo to kruchość życia świadczyła o jego wartości. – Intrygowały mnie zawsze genezy tych już spisanych opowiasek. Tradycja ustna, która za nimi stała, korzenie problemów emocjonalnych i duchowych, społeczne przestrogi ukryte za metaforą. Różdżka jako złudne pragnienie potęgi. Kamień, jako zbytnie osadzenie w przeszłości, niemożność odpuszczenia tego co było... przełknął ślinę, nagłym załamaniem głosu, wspomnieniem, cieniem. To mógł być jego grób. Spotkanie, które miało miejsce ledwie kilka dni temu mogło w ogóle się nie odbyć.
Czarna, skórzana rękawiczka zatrzeszczała nieznacznie, gdy zacisnął swoją dłoń mocniej na łodyżce kwiatu.
– Być może peleryna niewidka jest metaforą. Ukrywaniem się przed problemami, odpuszczeniem zwad, spokojnym życiem, które daje finalnie spokojny koniec. Hmm... tak, tak to bym widział, jako najbardziej wiarygodne. W myśl stoików, buddystów, czy nawet myślicieli chrześcijańskich byśmy ze swojej strony nie pragnęli bardziej zdrowia niż choroby, bogactwa niż ubóstwa, szacunku niż pogardy, życia długiego niż krótkiego. To brzmi jak ta peleryna właśnie. To brzmi jak życie pozbawione smaku. – Dziwna refleksja, choć powiedziana dość jałowo, niosła ze sobą delikatną pastelę, niczym promień słońca przedzieżgający przez gałęzie drzew. Nie widział tej zieleni, nie widział większości kolorów kwiatów, które trzymała w dłoni, ale... Nie dbał o to.
– Zatem idziemy w tą samą stronę – stwierdził bardziej niż zapytał, podążając już razem z nią ku rodzinnemu grobowcowi. – My, magowie jesteśmy raczej małą społecznością. Wszyscy znamy się chociaż trochę – zauważył, choć to zdanie dotyczyło raczej rodzin czystokrwistych, aniżeli nokturnowych nizin czy nie daj bogowie Ścieżek. Nie proponował przy tym, czy mógłby coś dla nich zrobić, niż zanieść biel pamięci na chłodny marmur. Dźwigając od lat ciężkie jarzmo persona non grata, pozostawało mu działać na uboczu: zmuszać Morpheusa do interakcji, obserwować przebieg jego żałoby i poczucia winy, odciągać autodestrukcyjne zapędy. Mógł zrobić chociaż tyle dla tej rodziny.
Czarna, skórzana rękawiczka zatrzeszczała nieznacznie, gdy zacisnął swoją dłoń mocniej na łodyżce kwiatu.
– Być może peleryna niewidka jest metaforą. Ukrywaniem się przed problemami, odpuszczeniem zwad, spokojnym życiem, które daje finalnie spokojny koniec. Hmm... tak, tak to bym widział, jako najbardziej wiarygodne. W myśl stoików, buddystów, czy nawet myślicieli chrześcijańskich byśmy ze swojej strony nie pragnęli bardziej zdrowia niż choroby, bogactwa niż ubóstwa, szacunku niż pogardy, życia długiego niż krótkiego. To brzmi jak ta peleryna właśnie. To brzmi jak życie pozbawione smaku. – Dziwna refleksja, choć powiedziana dość jałowo, niosła ze sobą delikatną pastelę, niczym promień słońca przedzieżgający przez gałęzie drzew. Nie widział tej zieleni, nie widział większości kolorów kwiatów, które trzymała w dłoni, ale... Nie dbał o to.
– Zatem idziemy w tą samą stronę – stwierdził bardziej niż zapytał, podążając już razem z nią ku rodzinnemu grobowcowi. – My, magowie jesteśmy raczej małą społecznością. Wszyscy znamy się chociaż trochę – zauważył, choć to zdanie dotyczyło raczej rodzin czystokrwistych, aniżeli nokturnowych nizin czy nie daj bogowie Ścieżek. Nie proponował przy tym, czy mógłby coś dla nich zrobić, niż zanieść biel pamięci na chłodny marmur. Dźwigając od lat ciężkie jarzmo persona non grata, pozostawało mu działać na uboczu: zmuszać Morpheusa do interakcji, obserwować przebieg jego żałoby i poczucia winy, odciągać autodestrukcyjne zapędy. Mógł zrobić chociaż tyle dla tej rodziny.