23.10.2024, 18:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.10.2024, 18:01 przez Basilius Prewett.)
– Hm… Niestety mój brat postanowil zepsuć llosowość herbacianej ruletki i specjalnie podpuścił mnie, abym wziąłl tę ze specjalnym efektem - mruknął krzywiąc sie nieco, nawet nie na to, ze to on przegrał, a że ktoś inny niż on postanowił oszukiwać. Bo jeszcze gdyby to on to zrobił, czerpałby jakąś przyjemność z faktu, że oszukiwanie niosło za sobą adrenalinę. A tak… Ani nie bawił sie dobrze bo losowość się szybko skończyła, ani to nie on unikał wykrycia swojego wlasnego spisku. Bez sensu.
- Dobrze wiedzieć - Basilius spojrzał na Brenne, potem na ich złączone ręce, a potem przeniósł wzrok na stół i zamyślił się na chwilę. Chyba nie potrzebował się jej wygadać. Albo inaczej nie chciał tego robic, bo musialby wtedy wspomnieć o tym, że jego problemem nie byli aż tak jego ulubieni pacjenci, a smierć i pogrzeb ojca.. A wtedy pewnie Longbottom spróbowałaby złożyć mu kondolencje, a on wtedy musiałby, albo je przyjąć, albo wyjaśnić czemu nie chciał żadnych kondolencji, a na to zdecydowanie nie miał ani ochoty, ani siły. Powoli pokręcił głową.
- Nie, chyba poradzę sobie bez dalszego marudzenia - powiedział, posyłając jej słaby uśmiech. - Po prostu powiedzmy, że myslałem, że ten dzień minie mi nieco inaczej, a i tak mam ostatnio troche na glowie.
Zerknal na ciastko i westchnął cicho,
- W sumie to chwilę wcześniej i tak chciałem się zapytać, czy nie chciałbyś pójść na jakąś kawę, więc chyba to się udało - wysilił się na lichy żart, i usłyszał, jak odchodzaca kelnerka mruczy pod nosem chyba? Aby było jeszcze śmieszniej, Basilius kątem oka zauważył, że jakas grupka znajomych siedzi niedaleko nich, wskazuje na ich ręce i… I robi coś co z jego profesjonalnej opini, która oczywiście nie była profesjonalna, bo aż tak się na tym nie znał, było przyjmowaniem zaklady.
- Pewnie zakładają się jak długo będziemy trzymać się za ręce - wyszeptał do Brenny, akurat chwilę przed tym jak kelnerka ponownie woczła z z ich zamówieniem.
- Dobrze wiedzieć - Basilius spojrzał na Brenne, potem na ich złączone ręce, a potem przeniósł wzrok na stół i zamyślił się na chwilę. Chyba nie potrzebował się jej wygadać. Albo inaczej nie chciał tego robic, bo musialby wtedy wspomnieć o tym, że jego problemem nie byli aż tak jego ulubieni pacjenci, a smierć i pogrzeb ojca.. A wtedy pewnie Longbottom spróbowałaby złożyć mu kondolencje, a on wtedy musiałby, albo je przyjąć, albo wyjaśnić czemu nie chciał żadnych kondolencji, a na to zdecydowanie nie miał ani ochoty, ani siły. Powoli pokręcił głową.
- Nie, chyba poradzę sobie bez dalszego marudzenia - powiedział, posyłając jej słaby uśmiech. - Po prostu powiedzmy, że myslałem, że ten dzień minie mi nieco inaczej, a i tak mam ostatnio troche na glowie.
Zerknal na ciastko i westchnął cicho,
- W sumie to chwilę wcześniej i tak chciałem się zapytać, czy nie chciałbyś pójść na jakąś kawę, więc chyba to się udało - wysilił się na lichy żart, i usłyszał, jak odchodzaca kelnerka mruczy pod nosem chyba? Aby było jeszcze śmieszniej, Basilius kątem oka zauważył, że jakas grupka znajomych siedzi niedaleko nich, wskazuje na ich ręce i… I robi coś co z jego profesjonalnej opini, która oczywiście nie była profesjonalna, bo aż tak się na tym nie znał, było przyjmowaniem zaklady.
- Pewnie zakładają się jak długo będziemy trzymać się za ręce - wyszeptał do Brenny, akurat chwilę przed tym jak kelnerka ponownie woczła z z ich zamówieniem.