20.01.2023, 16:26 ✶
O to właśnie chodziło – o ten dystans. Victoria jeszcze była na etapie prób jego pokonania. Zbliżenia się na tyle ile się dało do osoby, która od kilkunastu minut była już oficjalnie jej narzeczonym. Jeden był tego plus, tego dzisiejszego narzeczeństwa – nie będą już stawali przed wątpliwościami i niezręcznością tego, jak mają siebie wzajemnie przedstawiać i jak o sobie myśleć, bo do tego momentu to było takie niby tak, ale w sumie jeszcze nie. Ten głupi stan zawieszenia. Ale dobrze to ich rodziny rozegrały – bo mieli czas nawiązać jakąś tam relację i teraz przynajmniej byli w stanie ze sobą rozmawiać a nie patrzeć tępo przed siebie. Victoria mogła tylko dziękować, że akurat z Saurielem się dogadała. Że go polubiła. Że nie był takim skończonym dupkiem, na jakiego się na początku kreował – no i że kłamał. Bo wtedy, kiedy twierdził, że jest miły, to wcale miły nie był. Ale do tego potrzeba było szerszej perspektywy.
To, że rozmawiali, sprawiło, że przynajmniej trochę mniej bawiła się swoim jedzeniem na talerzu i coś tam poskubała. Nieco więcej niż zjadłby wróbelek. Nawet wyłapała uniesiony w ich stronę kieliszek i złapała też swój, szturchając łokciem Sauriela, by i on wziął do ręki kieliszek by wznieść jakiś tam toast. Łatwo się było domyślić jaki. A później nachyliła się do Sauriela mocniej, żeby w ogóle usłyszeć co do niej mówi niemalże szeptem.
- Czemu? – czemu zerwali kontakt. To jest… oczywiście o ile chciał mówić. A już i tak powiedział dużo. - Właśnie to sobie pomyślałam – mogła dalej robić uniki, ale właściwie czemu? Więc przyznała mu co pomyślała, a raczej mała część tego co sobie pomyślała. Chyba lepiej było takie rzeczy ustalić teraz, żeby później nie było zdziwienia… i niepotrzebnej złości. Nie tak? Miała wystarczająco dużo dramatów w życiu, biorąc pod uwagę to, że to jej drugi narzeczony i że jest wampirem, żeby jeszcze znosić jakieś zazdrości, romanse na boku i przyprawianie rogów – tyle że tym razem jej. - Sposób w jaki mówiłeś dawał do myślenia – wytłumaczyła się i uśmiechnęła się do Sauriela. Skoro mówił, że nie, to nie.
- Jasne. Dostaniesz sowę – tak było chyba najłatwiej się umówić mimo wszystko.
To, że rozmawiali, sprawiło, że przynajmniej trochę mniej bawiła się swoim jedzeniem na talerzu i coś tam poskubała. Nieco więcej niż zjadłby wróbelek. Nawet wyłapała uniesiony w ich stronę kieliszek i złapała też swój, szturchając łokciem Sauriela, by i on wziął do ręki kieliszek by wznieść jakiś tam toast. Łatwo się było domyślić jaki. A później nachyliła się do Sauriela mocniej, żeby w ogóle usłyszeć co do niej mówi niemalże szeptem.
- Czemu? – czemu zerwali kontakt. To jest… oczywiście o ile chciał mówić. A już i tak powiedział dużo. - Właśnie to sobie pomyślałam – mogła dalej robić uniki, ale właściwie czemu? Więc przyznała mu co pomyślała, a raczej mała część tego co sobie pomyślała. Chyba lepiej było takie rzeczy ustalić teraz, żeby później nie było zdziwienia… i niepotrzebnej złości. Nie tak? Miała wystarczająco dużo dramatów w życiu, biorąc pod uwagę to, że to jej drugi narzeczony i że jest wampirem, żeby jeszcze znosić jakieś zazdrości, romanse na boku i przyprawianie rogów – tyle że tym razem jej. - Sposób w jaki mówiłeś dawał do myślenia – wytłumaczyła się i uśmiechnęła się do Sauriela. Skoro mówił, że nie, to nie.
- Jasne. Dostaniesz sowę – tak było chyba najłatwiej się umówić mimo wszystko.